Rzeźnik SKY

Nigdy wcześniej nie miałem przyjemności startować w Rzeźniku. Oczywiście, słyszałem epickie historie na temat tego biegu, walki jaką toczą zawodnicy na jego trasie, ale jako, że w bieganiu jestem zazwyczaj samotnym wilkiem, nie porywałem się nigdy na szukanie pary do tego ekstremalnego wyzwania. W tym roku jednak organizatorzy, w ramach rozbudowy formatu Festiwalu sprawili wszystkim niespodziankę i do rodziny biegów Rzeźnika dołączył Rzeźnik SKY czyli bieganie górskimi szczytami, którego specyfiką jest bardzo mała ilość płaskiej trasy a zdecydowanie postawienie na ostrą wspinaczkę albo mocne zbiegi. Planowana długość 53 kilometrów z przewyższeniem na poziomie prawe 3500 metrów zapowiadało ostrą jazdę, bo takie przewyższenia są w przypadku biegów górskich spotykane przy często dwukrotnie dłuższym dystansie. Profil trasy wyglądał jak sześć zębów z paszczy rekina, czyli sześć ostrych podejść i sześć ostrych zbiegów. Zapowiadało się Epicko i zdecydowanie pasowało do mojej koncepcji starów w 2018 roku! Zapisałem się bez dłuższego zastanawiania, pomimo że opłata nie była niska i wynosiła dobre 200 zł.

20180602_132511-01

Czas płynął szybko, a w międzyczasie okazało się, że Bieg Rzeźnik SKY nabiera kolejnych rumieńców bo ogłoszono, że na jego trasie rozegrane zostaną Mistrzostwa Polski w Ultra Sky Runningu co zapowiadało po pierwsze wyższą rangę całych zawodów a po drugie gwarantowało ściągnięcie do Cisnej najlepszych Polskich biegaczy górskich, zwabionych możliwością zdobycia nobilitującego tytułu Mistrza Polski. Nasz Bieg rozpoczynał cały Festiwal Rzeźnika, czyli planowany był na 31 maja, dzień przed startem klasycznego Rzeźnika, biegów Ultra i dwa dni przed Enigmą i mniejszymi biegami takimi jak Rzeźniczek czy Dycha na Jeleni Skok. Ostatecznie na pierwszą wyjątkową edycję Rzeźnik Sky zapisało się prawie 400 osób co zapowiadało fajną rywalizację i duuuużo emocji.

20180601_103904-01

Wyprawa w Bieszczady, które nigdy w życiu nie miałem okazji odwiedzić jest wyjazdem na koniec świata. Dla mnie rozpoczął się już we wtorek 29 maja, kiedy to pojawiłem się w Bydgoszczy na mitingu Lekkoatletycznym Bydgoszcz CUP gdzie przez całe popołudnie zajmowałem się robieniem relacji z wydarzenia w kanałach social media organizatora. Wieczorem zaś bezpośrednio z Bydgoszczy ruszałem już w Bieszczady, bo okazało się że jedyne połączenie które daje mi szansę przybycia na miejsce w optymalnym czasie, czyli w środę wieczór, na kilkanaście godzin przez planowanym na czwartek 31 maja na 9:00 starcie biegu, to nocny pociąg. Jak już pisałem, ta wyprawa jest baaardzo długa. W moim wypadku był to nocny pociąg relacji Bydgoszcz- Wrocław, gdzie w środę ok 6 rano przesiadałem się na pociąg Wrocław- Rzeszów, aby po przybyciu do Rzeszowa w środę w okolicach 12:00 łapać JEDYNY autobus relacji Rzeszów- Wetlina, który odjeżdżał o 13:45. Jego planowy przyjazd do Wetliny, gdzie znajdowała się moja baza w Bieszczadach planowany był na okolice godz. 17:30 co dawało mi szansę na spokojną noc przed zawodami i pojawienie się na starcie w Cisnej z kilkugodzinnym snem a nie bezpośrednio z pociągu.

33902497_2058413017563259_8224148943412396032_n

33898050_2058872377517323_4856619606657204224_n

Tak więc, tuż po zakończeniu Bydgoszcz CUP dojechałem na Dworzec Główny w mieście Bydgoszczy gdzie wsiadłem w pociąg z wagonami sypialnymi który miał być moim transportem w pierwszej części podróży do Wrocławia. Od kilkudziesięciu lat nie jeździłem pociągiem sypialnym ostatnio chyba w dzieciństwie w trasę do Szklarskiej Poręby więc odświeżenie wspomnień było niezłą frajdą. Oglądanie świtu w wschodu słońca leżąc sobie na kozetce w pociągu tez robi niesamowite wrażenie. W pociągu było luźno więc cały 2 osobowy przedział miałem dla siebie. Niestety pociąg złapał na trasie prawie godzinne opóźnienie i było trochę stresu z tym czy zdążę na przesiadkę we Wrocławiu która była połączona z wszystkimi kolejnymi etapami i po prostu MUSIAŁEM na nią zdążyć, ale na szczęście dojechaliśmy na czas i około 5 rano przeskoczyłem we Wrocławiu na pociąg do Rzeszowa.

33832379_2059177804153447_7030591632231628800_n

Kolejne godziny upływały wolno, a ja w podróży trochę wariowałem i chodziłem po ścianach. Na szczęście w okolicach 12dotarłem do miasta Rzeszowa, który przywitał mnie piękną słoneczną pogodą. Mając prawie dwie godziny do jedynego autobusu relacji Rzeszów- Wetlina, zjadłem sobie wielką zapiekankę i posiedziałem trochę na dworcu PKS. Znalezienie tego połączenia było także szczęściem, bo w innym wypadku musiałbym łapać połączenie autobusem do Sanoka, w którym po raz kolejny musiałby przesiadać się na autobus do Wetliny. Normalnie masakra… Przed 14 podjechał wreszcie nasz Bus i razem z kilkudziesięcioma osobami z których co najmniej kilka było zdecydowanie zawodnikami z Rzeźnika który także zdecydowali się na ten rodzaj lokomocji ruszyliśmy w ostatni, 4 godzinny odcinek trasy już w Bieszczady…

20180530_064429-01

20180530_115802

Droga upływała spokojnie, ale zmęczenie dawało już o sobie znać. Ostatecznie dotarliśmy do Wetliny przed 18, czyli postawiłem walizkę na Bieszczadzkiej ziemi po 19 GODZINACH od wskoczenia do pociągu w Bydgoszczy! WOW! A wciąż byłem w Polsce! Przez 19 godzin udawało mi się już w życiu dolecieć z Poznania do Los Angeles a tym razem pokonałem trasę Bydgoszcz – Wetlina! Ogień!

20180530_171003-01

20180530_175917-01

Wetlina jest małą ale bardzo sympatyczną miejscowością u wrót Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Bez problemu udało mi się odnaleźć swoją stancję czyli Dworek Roh z sympatyczną właścicielką która prowadzi ten pensjonat wraz z swoją córką i pięknym kotem. Miły pokój z widokiem na góry, krótki spacer po okolicznych polach, zwiedzenie centrum miejscowości ze sklepem ABC oraz food truckami z Kebaem oraz Tajskimi Lodami i po zakupach w sklepie spożywczym zacząłem szykować się do porannego startu SKY w Cisnej. Wetlina położona jest od Cisnej o ok 15 kilometrów więc do rozwiązania była jeszcze kwestia dojazdu na start. Na szczęście przez sieć zgadałem się z Pawłem z pod Poznańskiego Kicina który wraz z małżonką i synem także przybył do Wetliny, co jak się okazało jest ich stałym miejscem odwiedzić i miał także startować w Sky Rzeźniku! Miałem więc rano zapewniony dojazd! Super! Był więc czas na przygotowanie ciuchów do startu i złapania kilka godzin snu po prawie dobie w podróży…

20180530_195755-01

20180530_183114-01

Czwartek rano przywitał nas piękną pogodą, która zapowiadała ostry gorąc na trasie. Prognozy przewidywały temperaturę w okolicach 28-30 stopni i pełne słońce z możliwymi okresowym burzami. Uprzedzając fakty. Żadnych burz nie było. Cały dzień mieliśmy pełne słońce i jak się potem okazało to był NAJGORĘTSZY dzień całego weekendu i walczyliśmy w najtrudniejszych warunkach pogodowych…Rano po szybkim śniadanku z banana i bułki, spotkanie z Pawłem i całą rodzinką przy sklepie i ruszamy ich wozem do Cisnej po odbiór pakietów startowych a potem start samego biegu! Zaczynamy operację SKY Rzeźnik!

20180601_112851-01

Baza Festiwalu Rzeźnika to plac i boiska w centrum Cisnej więc z odnalezieniem miejsca nie było problemu. Byliśmy na miejscu ok 7:30 na 90 minut przed planowanym rozpoczęciem biegu i zaskoczył mnie… Totalny spokój i pustki w strefach. Miałem świadomość, że jesteśmy trochę przystawką do Dania głównego czyli Klasycznego Biegu Rzeźnika, który miał zostać rozgrywany dzień później ale nie spodziewałem się, że w strefie zastaniemy zaledwie kilkadziesiąt osób i leniwie snujących się zawodników. Z odbiorem pakietów startowych nie było żadnych problemów bo trwał zaledwie kilka sekund.

20180531_073714

20180531_075036-01

Pakiet startowy naprawdę fajny w zestawie oprócz klasycznych chipa, numeru, także stylowa koszulka, super buffka, naklejki od HOKA, skarpetki, pas z fajnym logo i mnóstwo dodatkowych gadżetów. Zacnie! Koszulkę odbierać mogliśmy dopiero po biegu, bo namiot w którym można było to zrobić przed startem był zamknięty ( chyba jeszcze spali?) co pokazuje jak chilloutowy klimat panował w strefie :) Do startu zostało 30 minut a w miasteczku dalej spokój, cisza, zawodnicy swobodnie rozmawiający i relaksujący się przed startem. W porównaniu do podniecenia, szumu i atmosfery którą pamiętałem chociażby z 3xŚnieżka1xMontBlanc albo Beskidy Ultra Trail, tu wydawało się że jestem na niedzielnym rodzinnym pikniku :)

20180531_074531

Na niecałe trzydzieści minut przed startem zdecydowałem się udać do na miejsce startu, które znajdowało się kilkaset metrów od miasteczka zawodników. Tam po spotkaniach z kilkoma starymi znajomymi oraz zrobieniu kilku zdjęć i przybiciu piątek z ludźmi którzy obserwują On The Move, czuć było już to podniecenie i wiszącą w powietrzu energię. Na starcie ostatecznie stanęło ok 350 śmiałków, którzy w ten dzień mieli zmierzyć się z czymś czego chyba nie do końca mieli świadomość czym będzie i nie docenili tego co przyniesie. Biegiem w nieznane, pierwszą edycją trasy którą wszyscy widzieli tylko na papierze a która okazała się trudniejsza i bardziej wymagająca niż wszyscy przypuszczali, co okazało się w kolejnych kilku godzinach….

20180531_085228

20180531_085452-01

Na zegarze wybiła godzina 9:00 i strzałem z dubeltówki organizatorzy rozpoczęli Festiwal Biegowy Rzeźnika! Rozpoczęli I edycję Rzeźnik SKY czyli Mistrzostw Polski w Ultra Sky Runningu! Ruszamy na trasę! No i na starcie od razu mam zonka. Mój Garmin X5 znowu, po raz drugi w historii po akcji na Poznańskim Półmaratonie w kwietniu tego roku robi mi psikusa. Czyli startuje timer ale nie startuje licznik dystansu. Czyli wg. Garmina wciąż przebiegłem 0 metrów. W biegu na pierwszym kilometrze resetuję zegarek, ponownie łapię sygnał GPS i uruchamiam go w okolicach 2 kilometra, tym razem wszystko OK! Na szczęście pierwsze 3 kilometry trasy to wybieg asfaltem z Cisnej więc nie ma problemów z znalezieniem miejsca, wszyscy swobodnym tempem suną do przodu. Trzymam pace na poziomie 5:30 ale mam świadomość że dalej będzie wolniej bo w końcu będziemy się wspinać!

34501206_1727390100686540_1847199562096181248_o

W okolicach 3 kilometra zbaczamy z asfaltowej ścieżki i przy dopingu miejscowych, zaczynamy pierwsze podejście pod Łopiennik! Wielka łąka i my sunący gęsiego w grupie bo wszyscy trzymają się razem, to przecież dopiero początek wyścigu.
Od razu dostajemy ostry strzał w pysk, bo podejście jest strome i długie. Ogólnie w całym wyścigu byłem podobnie jak inni biegacze mega zdziwiony tym, że w Bieszczadach są TAK OSTRE podejścia. Byliśmy przekonani że mamy do czynienia z dość łagodnymi górami, a zdarzały się długie kilkuset metrowe podejścia z nachyleniem 30%. Przyczyną tego jest fakt, że w Bieszczadach nie ma serpentyn. Nie ma podejść zygzakiem. Trasy prowadzą prosto jak strzała w górę przez co są bardziej strome niż przy podchodzeniu wężykiem. Taki urok trasy!

20180531_091449

Przebijamy się przez gęsty las wdrapując się pod górę. Dużo ziemi, korzeni, trochę błota, kamienie od czasu do czasu. Dla mnie zdziwieniem jest fakt, że już po 5-7 kilometrach wyścigu w tym ok 2-3 kilometrach podejścia niektórzy zawodnicy dyszą i wbijają się w swoje okolice HR MAX. To naprawdę nie wróży dla nich dobrze jeśli już przy pierwszym z sześciu planowanych szczytów ich organizm pracuje na totalnym zmęczeniu i zakwaszeniu. No ale to był pierwszy znak, że niektórzy z startujących przeszacowali swoje siły albo nie do końca byli świadomi tego na jakie wyzwanie się porywają.

20180531_121124-01

Kontynuujemy podejście pod Łopiennik. Przed sobą widzę Pawła z jego kolegą, którzy suną w jaskrawych seledynowych koszulkach. Staram się trzymać ich tempo, ale widzę, że zdecydowali się na ostre tempo więc po kilku kilometrach puszczam ich do przodu. To dopiero początek biegu a energia w bateriach przyda się w drugiej jego części. Docieramy na Łopiennik, który jest w pełni zalesiony więc nie ma szans na jakiekolwiek fajne widoki. Przedzieramy się szczytem poprzez drzewa, wystające konary abo rozpocząć zbieg w dół. Zbieg równie ostry jak podejście, wymagający skupienia i koncentracji aby nie zahaczyć nogą o wystający konar i nie potoczyć się kilkadziesiąt metrów w dół. W okolicy szczytu Łopiennika spotykam także Przemka Vegenerata Biegowego który przystanął na drobny odpoczynek, pozdrawiam, mijam i pędzę w dół. Po drodze natknąłem się na malutki strumyk w którym można było się zmoczyć i przepłukać usta z czego skwapliwie skorzystałem!

34340947_2063734867031074_4854411263322619904_n

W okolicy 10 kilometra wypadamy z lasu na szutrową szeroką drogę na której widzę biegaczy sunących w przeciwnym kierunku. Jest pętelka! Przed nami pierwszy punkt regeneracyjny i pomiaru czasu przy Cerkwi w Łopience! Wyjątkowy widok pięknej białej cerkwi ukrytej w lesie robi niesamowite wrażenie. Szkoda, że nie ma czasu aby zatrzymać się na dłużej, zwiedzić, pooglądać. Dopadam do stołu na którym mamy wodę i trochę lekkich przekąsek. Polewam się wodą wypijam kilka łyków, nie uzupełniam bukłaka na plecach bo czuję, że jest prawie pełen. To 10 kilometr trasy, ale czuć już zmęczenie. Wejście i zbieg z Łopiennika dał mocno po kościach a smażące niemiłosiernie słońce nie pomaga… Nikt jednak nie wygląda na totalnie wycieńczonego i suniemy wszyscy dalej! Zawracamy na szutrowej pętelce i zaczynamy drugie podejście pod Łopiennik, tym razem od strony szlaku Niebieskiego!

34394812_1727394194019464_2913455816445001728_n

To podejście różni się bardzo od poprzedniego. szerokie pełne kamieni wąwozy z niewielkimi strumieniami, przecinającymi je w poprzek wymaga sporo sił aby wdrapać się w górę. W niektórych miejscach trzeba brodzić w wodzie, bo nie ma szans aby przejść je suchą stopą. Na nogach mam Trailowe Hierro v3 od New Balance które z vibramem dają sobie radę osłaniając nogę i amortyzując kamienie i nierówności. Na razie jest OK, choć zmęczenie zaczyna doskwierać. Kolejne kilometry upływają na stromych podejściach pod Łopiennik który wyciska z nas ostatnie poty. Część biegaczy zaczyna już potrzebować przerwy, widać ludzi siedzących na trasie i łapiących oddech. Jest ciężko, bo jest stromo! Wciąż pod górę, praktycznie nie ma odcinków na których można się trochę rozpędzić. Wspinaczka, wspinaczka, wspinaczka!

20180531_112448(1)

Najgorsze jest jednak to, że po dotarciu na szczyt Łopiennika i kolejnym mega trudnym szutrowym zbiegu z niego, na dole nie czeka na nas punkt odżywczy. Ten znajduje się dopiero po kolejnym wejściu i zbiegu, czyli w okolicach 25 kilometra w Żubraczach! Myślę, że ten fakt miał także ogromne znaczenie psychologiczne na tak trudnej i wymagającej trasie jaką jest Rzeźnik Sky przy tak ciężkich warunkach pogodowych, wysokiej temperaturze i pełnym słońcu. Kolejne bezpośrednie podejście pod trzeci szczyt czyli Hon. Znów przedzieramy się przez leśne trasy a pomimo ciągłego wspinania się w górę, wydaje się, że nigdy nie dotrzemy na szczyt. Kiedy wydaje się nam że już na nim jesteśmy, mijany kibic pozbawia nas złudzeń mówiąc że jeszcze dwa małe podejścia i dwa pagórki w górę a potem będzie dopiero szczyt. Grupa rozciągnęła się już bardzo mocno, więc biegniemy praktycznie sami w odstępach kilku, kilku dziesięcio metrowych. Las, błoto, korzenie, gorąco i ciągła wspinaczka. Co kilka minut pociągam dwa łyki izotonika z swojego bukłaka. Odwodnienie w takich warunkach nie jest problemem, a chcę tego uniknąć. Od początku biegu jadę także na tabletkach Dextro, które przez cały bieg stanowiły moje podstawowe pożywienie na trasie. Dextro, kawałki banana i pojedyncze fragmenty pomarańczy na punkach odżywczych…

20180530_165709

Docieramy na Hon i szczytem wąską ścieżką obok skałek suniemy szczytem w kierunku Osiny z której zbiegamy w dół do punktu Żubracze. Patrzę na zegarek. Ponad 3 i pół godziny na trasie! Jestem blisko limitu na punkcie na 25 kilometrze który wynosił 4 godziny! A przecież sunę naprawdę na 95% mocy! Co się dzieje?! Po zbiegu pomiędzy rozwalonymi korzeniami drzew i kamieniami wybiegam z lasu na punkt odżywczy. 3:45 na zegarku. Pytam koordynatora przy przekroczeniu punktu pomiarowego, który jestem?! Dziewięćdziesiąty któryś! odpowiada… Hey, ale ja jestem prawie na granicy limitu czasowego, a za mną jest 2/3 stawki, ponad 250 osób jeszcze!!? Tak, wiemy, będziemy przedłużać limity odpowiada! Biorę dwa kubki wody, siadam na cegłach obok. Zaczynam rozmawiać z ludźmi, którzy mówią że jest masakra, sajgon i w ogóle kosmos. Zaczynam rozmawiać z samym sobą, że to nie mam sensu. Że to jeszcze nawet nie połowa trasy a ja mam już dość. Że jechałem 20 godzin, jestem zmęczony, niewyspany, bolą mnie nogi i jest Sahara. Zaczynam usprawiedliwiać sam siebie, że chyba będę schodził z trasy…

Sky Rzeźnik był właśnie w tym miejscu moim biegiem w którym byłem NAJBLIŻEJ zrezygnowania z dalszej walki w swojej historii startów. Kiedy już praktycznie zdecydowałem, że na dzisiaj to już koniec, że nie dam rady. Dostaję informację, że organizatorzy zdecydowali się przesunąć limity o 1 godzinę na każdym punkcie. Czyli na mecie mamy nie 10 ale 11 godzin do dyspozycji. Żubracze wskakują z 4 godzin na 5 itd. Ale to marne pocieszenie kiedy czujesz, że nie masz już siły…

Siedzę na cegłach, popijam wodę i myślę. Mijają minuty. Pomimo, że chęć zejścia jest ogromna, ostatecznie jednak postanawiam wstać i ruszyć dalej. W głowie tłumaczę sobie, że spróbuję dotrzeć do kolejnego punktu na 35 kilometrze, że jeśli tam będzie też tak mega źle to zejdę po prostu tam… Z tą myślą wybiegam z punktu i ruszam asfaltem w dół… Krok za krokiem. Oddech za oddechem. Do przodu!!!

20180531_140654-01

Udaje mi się więc przezwyciężyć ogromną pokusę zejścia z trasy i ruszam dalej! Z perspektywy czasu wiem, że to było kluczowe miejsce i kluczowa decyzja w tym biegu. Wiem, to także z świadomości, że inni biegacze mieli te same problemy i ten sam dylemat. Na punkcie na Żubraczach z trasy zeszło PONAD 100 zawodników z naszej stawki. 100 zawodników z 350 postanowiło zakończyć przygodę z Sky Rzeźnikiem właśnie w tym miejscu. Czujecie to co działo się tam w głowach biegaczy?! Ruszam dalej, przechodzimy przez strumyk z mostkiem na którym cześć biegaczy chłodzi swe ciała i znowu ruszamy pod górę! Przed sobą widzę Pawła z przyjacielem w ich seledynowych koszulkach, których zgubiłem przy pierwszym wejściu na Łopiennik. Tak to jest w bieganiu górskim gdy za mocno rozpoczyna się bieg. Płaci się na niego wysoką cenę później. Przed nami podejście na Hyrlatą!!!

20180531_121043

Po wdrapaniu się na łąkę i wejściu w las dostajemy kolejnego strzała w Pysk. Przed nami podejście które jes prawie pionowe! Myślę, że tam było z 35-40% nachylenia. Zaczynamy wspinaczkę choć wszystko boli a każdy krok jest prawe jak krok grotołaza… Masakra! Widać, że w tym miejscu w zimie jest wyciąg orczykowy, bo obok stoi infrastruktura wyciągu linowego. Ale w lecie to przeklęta góra! No nic, zaciskamy zęby w w upale pokonujemy kolejne metry pod górę…Na górze zaczynają się odcinki biegu połoninami. Długie otwarte przestrzenie z wysoką kosodrzewiną które wyglądają wspaniale ale są bardzo trudne i robimy je w pełnym słońcu. Suniemy w małych grupach kilku osobowych szukając cienia… Na szczęście łapię drugi oddech i pomimo zmęczenia zaczynam biec w rytmie. Jest ciężko ale posuwamy się sukcesywnie do przodu. Po kolejnym ostrym zbiegu docieramy do punktu na Roztokach który jest naszym przed ostatnim punktem odżywczym i pomiarowym.

Padam na trawę i zostaję uratowany dwoma kubeczkami coca coli! Jest cola! Jak dobrze… Na tym punkcie panuje już zupełnie inna atmosfera niż rezygnacja i zwątpienie które gościło na poprzednim. Widać, że większość z biegaczy która tu dotarła zaczyna czuć, że uda im się pokonać ten bieg. Że dotrą do mety! W końcu zostaje do niej już tylko 17-18 kilometrów! Rozmowy w stylu, trzymajcie dla mnie 4 piwa na mecie, za 3 godziny jestem dodają skrzydeł i dają nadzieję, że zrobimy tego przeklętego Rzeźnika, że przed nami tylko dwa ostatnie podejścia! Po chwilowym odpoczynku ruszamy na trasę.

Przed nami znów wejścia wąwozami i kamienistymi strumieniami. To pierwsze miejsce w tym biegu w którym staram się złapać sieć i wysłać jakieś zdjęcie z trasy. Wcześniej walczyłem o przeżycie i nie byłem pewny czy dam radę więc nie zakrzątałem sobie tym głowy. Tam zacząłem wierzyć, że jest dobrze i mogłem wreszcie spróbować wysłać jakieś informację w świat…. Co wcale nie jest łatwe w Bieszczadach! Jak przystało na koniec świata zasięg jest tu zerowy i próba połączenia się z siecią gdzieś z trasy to walka z wiatrakami. Kilkadziesiąt minut zajęło mi wysłanie jednej informacji a to i tak szczęśliwie! Tu naprawdę jest dziko!!! :) Kontynuujemy podejście pod najwyższy szczyt na trasie czyli Jasło, znów wychodzimy na rozległe połoniny, które zmażą się w wczesno popołudniowym słońcu. Nawet nie macie pojęcia jak to jest brnąć wymęczonym pod niekończącą się górę w krzewach sięgających po łydkę. Bez trasy! Tam nie było żadnej udeptanej ścieżki! Sunęliśmy otwartymi przestrzeniami po wielkiej łące pod górę, pod górę, pod górę. To była masakra!

20180531_140643-01

Na szczycie Jasła czai się kilku fotoreporterów gotowych na ustrzelenie foty wymęczonych biegaczy. Zawsze to jasny punkt w tej kosmicznie trudnej sytuacji. Po przebrnięciu przez Jasło zaczynamy kolejny zbieg w kierunku Przysłupa. Trudne, techniczne ścieżki, korzenie, piach… Nagle łup, gleba! Nie wiem co się dzieje wiem tylko, że lecę w dół. Obie łydki łapią się w jednoczesnym skurczu. Leżę. Biegacz przede mną zatrzymuje się i pyta czy wszystko ok. Nie wiem! Kilka sekund zajmuje mi sprawdzenie czy żyję. OK, żyję. Boli kolano, boli łokieć. Próbuję wstać. Da się! Leci krew z obitego kolana, ale mogę nim ruszać mimo, że już zaczyna puchnąć… No kurde, nie po to wygrałem z sobą na 25 kilometrze, aby teraz przez kontuzję zejść z trasy 12 kilometrów przed metą! Ruszam powoli do przodu. Wolniej, spokojniej, bo chciałbym dotrzeć do Cisnej w jednym kawałku… Ale chciałbym dotrzeć!

34666122_1139259929559137_4612477439166119936_nn

Kolejne kilometry kuśtykam z obolałym kolanem w międzyczasie orientując się że w trakcie wywrotki zgubiłem swoje okulary przeciwsłoneczne, ale w szoku nie zanotowałem wtedy tego faktu… Wybiegamy na asfalt i powoli docieramy do ostatniego punktu odżywczo pomiarowego w Przysłupiu! To 44 kilometr trasy! Mają szlauf z zimną wodą! Proszę wolontariusza aby obmył mi błoto i krew z kolana. Jest OK. dam radę, przed nami ostatnie podejście na Małe Jasło a potem już tylko zbieg do Cisnej i meta! Piję wodę, uzupełniam bukłak i ruszam kuśtykając w trasę na ostatni odcinek!!!

20180601_094343-01(1)

Wychodzimy przez wielkie łąki z Przysłupia. Potem po ostrym wejściu wpadamy na asfaltową drogę którą robimy dwa kilometry w bok po to aby zejść z asfaltu i rozpocząć ostatnie duże podejście pod Małe Jasło! Większość tej trasy sunę za niską dziewczyną która bez słowa porusza się do przodu. Nie rozmawiamy, nikt już nie rozmawia, bo każdy myśli już tylko o jednym. Meta, meta, meta! Podejście na Małe Jasło znowu ciągnie się niczym szoł Gosi i radka Majdana. Długo, nudno i boli… Wreszcie docieramy na otwarte przestrzenie połonin, i kilkaset metrów biegniemy szczytem Małego Jasła. Wiemy, że czeka nas już tylko kilka kilometrów w dół aż do Cisnej…

34175964_1663724217010601_7262402519119167488_n

Nie jest to jednak łatwy zbieg, a ostatnie kilometry są mega strome i prowadzą miedzy drzewami. Z mijanym biegaczem wymieniamy parę zdań że to jest początek trasy Rzeźnika, który przyjdzie biec startującym już za kilka godzin ale w przeciwną stronę. Stromymi zejściami krok po kroczku posuwam się wolno na przód. Kolano boli i nie pozwala na więcej a ja naprawdę nie chcę zaliczyć już drugiej gleby… Gdzieś w oddali zaczynają dochodzić dźwięki i hałas ze stadionu w Cisnej. Ten moment kiedy zaczynasz słyszeć już metę jest cudowny, bo wiesz że Twoja walka zbliża się do szczęśliwego końca. Jeszcze tylko kilka głębokich kolein, wdrapanie się na drewniane schodki tuż przy urwisku nad rzeką i już przebiegam przez mostek przewieszony tuż przy stadionie… Słyszę doping publiczności, obok mnie pędzi gościu z kamerą, który nagrywa moje ostatnie kilkaset metrów…

34140875_2061303923940835_658765764647452672_n

Mam to! Zrobiłem to! Rzeźnik Sky Jest MÓJ!!! Na szyi ląduje medal, w ręku zimne piwo, jeszcze tylko pamiątkowe foto z krecikiem w dłoni i mogę wreszcie odpocząć! Czas na mecie to 9 godzin i 22 minuty, jestem 105 w OPEN mieszcząc się w pierwotnym limicie 10 godzin! Jest SZTOS! Wygrałem z samym sobą choć było ciężko, było o krok od poddania się! Satysfakcja, radość i meeeega zmęczenie. Stopy od 40 kilometra miały już dość w mało oddychających butach i czuję, że mam bąble na bąblach, ale to mało ważne…. Do mety docierają kolejni szczęśliwi zawodnicy przy wielkim aplauzie zgromadzonych kibiców! Brawo dla nas, wygraliśmy dzisiaj z naprawdę trudnym biegiem z naprawdę trudnymi warunkami! Po kilku minutach odpoczynku przechodzę do strefy kibica. Teraz już tylko odpoczynek, rozmowy, narzekania na ciężki wpierdol i wielka satysfakcja z pokonania własnych słabości.

34102341_2062775590460335_4308579915671797760_n

Do mety ostatecznie dotarło ponad 200 biegaczy. Ponad 150 nie doleciało do Cisnej albo schodząc z trasy albo nie mieszcząc się w przedłużonym limicie 11 godzin. Czujecie to? Ponad 40% biegaczy którzy o 9:00 rano wystartowali na trasę w Cisnej NIE dotarło do mety! A przecież w Rzeźnik SKY nie startują „niedzielni” biegacze. To chyba najlepsze określenie skali trudności tego biegu! Być tutaj to mieć za sobą już sporo doświadczenia w długodystansowym bieganiu górskim, inaczej tego nie widzę. Myślę, że prawie nikt ze startujących nie spodziewał się aż tak trudnych warunków i aż tak mocno wymagającej trasy. Mieliśmy ok 6% dystansu płaskiego. Pozostałe 94% to albo ostre podejścia albo strome zbiegi. Moje średnie tempo na trasie to 10:40/min. Czujecie to? Ponad 10 minut na kilometr, a zdarzały się kilometry, które robiłem w 18-20 minut WYPRZEDZAJĄC w tym tempie innych biegaczy na trasie!

20180601_101147-01

Podsumowując Rzeźnik SKY.  To naprawdę był jeden z moich najtrudniejszych biegów górskich w życiu. Myślę, że można go stawiać na równi z Beskidy Ultra Trail, choć sama specyfika trasy jest zupełnie inna. Bieszczady zaskoczyły mnie tym, że mogą tu być aż tak strome podejścia i że mogą wymagać aż takiego poświęcenia. Ale było warto. I jeśli szukacie naprawdę dużego wyzwania i miejsca, które sprawdzi was w ekstremalnych warunkach, to polecam przyszłoroczną edycję. Wygrać z samym sobą jest po prostu bezcenne!!!

Chris Kwacz

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s