Maraton Dębno 2018

Podobno wszystkie nie planowane wcześniej przygody i wydarzenia są najlepsze bo niosą ze sobą element zaskoczenia i niespodzianki. W przypadku mojego startu w Maratonie w Dębnie chyba można powiedzieć, że było podobnie mimo, że wiedziałem o tym starcie już kilka miesięcy wcześniej… Ale po kolei!

Decyzja o aplikowaniu na pozycję Pacemakera w sumie została wymuszona przez moich Moversów a szczególnie Ewę. To oni zachęcali mnie, żebym zostawił swoją kandydaturę a ja po krótkim przemyśleniu, że w sumie nigdy wcześniej nie miałem okazji biec kultowego i najstarszego w Polsce Maratonu, a w sumie zającowanie to także sympatyczne i dające dużo frajdy zajęcie, zgłosiłem się na listę. Po wybraniu mnie przez organizatorów i potwierdzeniu ekipy na 4:00 dopisałem Maraton w Dębnie do swojej dłuuugiej listy startów na wiosnę 2018 i w sumie o nim zapomniałem… Do czasu. Przypomniałem sobie o tym starcie dopiero kilka dni przed imprezą, kiedy trzeba było zacząć organizować transport. Dębno bowiem, jako jeden z nielicznych wielkich Polskich maratonów, nie odbywa się w dużym mieście, które są zazwyczaj dobrze skomunikowane z resztą kraju, ale w małej, cichej miejscowości do które nie dojeżdża prawie nic oprócz kilku autobusów PKS…

20180408_103019

Większość znajomych która wybierała się do Dębna miała pobookowane noclegi w okolicznych bliżej i dalej położonych miejscowościach, na kilka tygodni przez biegiem nie było już szans na znalezienie miejsca w odległości poniżej 50 kilometrów od tego spokojnego miasteczka. Już w głowie odpuściłem sobie powoli ten start i zaczynałem godzić się z tym, że po prostu nie dojadę o czym poinformowałem organizatorów, aż z czeluści sieci wynurzył się Karol z Poznańskiej ekipy Olschool Hooligans, który zaproponował, że przełoży swój wyjazd w sobotę na niedzielę rano i zabierze mnie ze sobą :) Nie mogłem odmówić takiej propozycji, więc dosłownie kilkadziesiąt godzin przez niedzielnym startem okazało się że jednak lecę Dębno!

20180408_065739Wyruszyliśmy z Poznania około 6 rano w słoneczną niedzielę, droga upływała bardzo szybko i sympatycznie przy mielonej przez nas na okrągło płycie Mezo – Życiówka. Jako,że słuchałem jej także w trasie powrotnej, pod koniec dnia miałem wryte w głowie całe frazy tekstu z poszczególnych utworów, których nie słyszałem w życiu nigdy wcześniej… Dotarliśmy do Dębna w okolicach godziny 8:30 czyli na ponad dwie godziny przed zaplanowanym na 11:00 startem wyścigu. Szybkie zdjęcie pod kultowym napisem, zaparkowanie w niedalekiej odległości Biura Zawodów i Sali Sportowej na której mieściło się miasteczko zawodników i już można było ruszyć po odbiór pakietów!

20180408_081154

Bardzo sympatyczne Panie sprawnie wydawały pakiety w skład których oprócz numeru startowego, koszulki technicznej i ulotek wchodziło też lokalne piwo, stylowy kubek na herbatkę albo kawę oraz fajny niewielki ręczniczek do wyboru w kilku kolorach. Nam ostały się jedynie pomarańczowe albo jagodowe, gdyż większość innych skończyła się przy wydawaniu wcześniejszych pakietów, które odebrać można było także w sobotę.

20180408_083932

20180408_083942

Mnóstwo rozmów z osobami, które obserwują bloga, dziesiątki jak nie setki zrobionych zdjęć i uściśniętych dłoni, a ja już pędziłem na zaplanowane na 9:00 spotkanie Pacemakerów. Spotkanie nad wyraz krótkie gdzie poinformowano nas tylko o poszczególnych grupach rozdano po dwa napełnione helem balony i kazano być na starcie przed 11. Na dodatek okazało się, że część Pacemakerów zrezygnowała z pracy i w niektórych grupach jak np. na 3:15 został tylko JEDEN człowiek! Byłem trochę zdziwiony, bo przy wszelakich wydarzeniach losowych, które mogą stać się na trasie tak ciężkiego i długiego wyścigu jakim jest maraton, wydawało mi się, że dwie osoby to absolutne minimum…

20180408_083353

Zostałem więc na dwie godziny z parą latających balonów, które musiałem pilnować żeby nigdzie nie uciekły bo wtedy byłby problem… Poznałem też moją ekipę na 4:00 czyli Marię, która biega bardzo często jako pacemaker i będzie za kilka dni prowadziła także grupę w Poznańskiej Połówce oraz Mateusza z Warszawy, który także często para się pracą zająca. Umówiliśmy się na starcie na pół godziny przed 11 abo ogarnąć naszą grupę.

20180408_105302

Słońce świeciło mocno, bezchmurne niebo i szybko rosnąca temperatura do wartości powyżej 20C zapowiadały Saharę i ciężkie warunki na trasie. Nauczony kilkuletnim doświadczeniem, wiedziałem już, że będzie to ciężki bieg w pełnym słońcu z umieralnią na trasie po 30 kilometrze. No ale wszyscy przyjechali walczyć więc trzeba było im w tym pomóc!

Czas płynął szybko, udało mi się przymocować niesforne balony do pasa na żele który musiałem kupić na miejscu, bo nie miałem do czego przywiązać moich dwóch latających kolegów… Wszystko dopięte, i powolnym krokiem udałem się na miejsce startu które mieściło się kilkaset metrów od miasteczka zawodników na jednej z głównych ulic Dębna. Tam znowu bardzo dużo wspólnych zdjęć, pozdrowień i uśmiechów, dziękuję wszystkim którzy podchodzili, witali się i pozdrawiali mnie w tłumie! Jesteście super i fajnie było poznać Was osobiście a nie tylko z sieci!

20180408_104709(0)-01

Z Marią i Mateuszem ogarnęliśmy naszą grupę na 4:00 kilka słów motywujących przed startem oraz wspólne foto gdzie wszyscy są jeszcze weseli i uśmiechnięci a potem już zrobiła się 11:00 i po usłyszeniu strzału startera powoli ruszyliśmy na trasę. Czas na 4:00 to stałe tempo w okolicach 5:35-5:39 i taki właśnie był nasz plan na ten bieg. Trzymaliśmy się w grupie, zakładając jedynie kilkudziesięcio metrowe odstępy w przypadku pomocy, wsparcia zawodników i motywacji ich do biegu.

20180408_105330-01

Maraton w Dębnie jest właściwie wyścigiem w terenie. Tzn, Dębno jest na tyle małym miasteczkiem, że po zrobieniu kilkukilometrowej małej pętli wokół miejscowości wybiegaliśmy przez pola i lasy do dwóch wioseczek oddalonych od Dębna o kilka kilometrów i robiliśmy pętlę przebiegając przez nie przed powrotem do miasta. Taka jedna mała pętla po mieście plus duża 16-17 kilometrowa pętla przez pola i lasy to dystans ok. 20-22 kilometrów więc aby zrobić całą trasę Maratonu pokonywaliśmy ją dwukrotnie.

97873-MDB18-108-42-000101-mdb18_01_mp_20180408_110956

Bieganie w terenie ma swoje plusy i minusy. Plusy to fakt przestrzeni i możliwości szybkiego znalezienia sobie miejsca na asfaltowej ścieżce, minusy to otwarty teren co w przypadku biegu z balonikami oznaczało podmuchy wiatru, które targały balonami na wszystkie strony utrudniając bieganie, oznaczało duże otwarte kilkukilometrowe proste w pełnym palącym słońcu oraz oznaczało ciszę na trasie. Jak w samym Dębnie doping był żywy i przyjemny tak po wybiegnięciu na dużą pętlę przez kilkanaście kilometrów,jedynie pojedyncze postaci na trasie do trzy starsze Panie grające na tamburynie i bębenku w Dargomyślu, Pan z remizy, który włączał dla nas syrenę na wieży budynku, dwóch chłopaków na placu z mikrofonem i kolumną na samochodzie którzy ożywiali biegaczy oraz kilkadziesiąt osób na zakręcie w Cychrach. Dość specyficzny Maraton prawda?!

97873-MDB18-108-42-000101-mdb18_02_bor_20180408_131452_1

Kilometry płynęły wolno, było ciepło, rozmowy biegaczy i lecieliśmy do przodu. Pierwsza pętla wszyscy trzymali się w miarę dzielnie, ale taka to już specyfika maratonu, że zaczyna się w okolicach 25-30 kilometra. Tak więc po zrobieniu pierwszej małej miejskiej i dużej terenowej pętli oraz przebiegnięciu linii mety na drugą część dystansu zaczęła się prawdziwa przygoda Maratońska.

30264846_1987171328020762_4387172204316263150_n

Mega przyjemnym był również fakt, że przebiegając pierwszą pętlę, prowadzący spikerzy wspominali o On The Move jako pomysłodawcy i inicjatorze akcji Time for Toruń czyli wsparcia akcji przyznania Halowych Mistrzostw Europy 2021 dla Polskiego Torunia! Chapeau Bas Panowie!!!

97873-MDB18-108-42-000101-mdb18_01_wlc_20180408_111822

Punkty z wodą rozstawione były dość gęsto bo co kilka kilometrów. Ilość biegaczy była dość duża i casami były problemy aby wolontariusze nadążali z uzupełnianiem kubków z wodą ale ogólnie starali się bardzo żeby wesprzeć nas jak tylko można! Brawo dla wszystkich, którzy w tym ciepłym dniu poświęcali swój czas na wsparcie biegnących w Maratonie!

97873-MDB18-108-42-000101-mdb18_03_wlc_20180408_145942

Druga pętla to ta sama, znajoma już trasa, więc wiadomo było gdzie będą newralgiczne punkty. Pierwszy z nich do długi dobieg przez pola i lasek do Dargomyśla na którym pojawiały się już pierwsze grupy ofiar upału snujących się w spacerowym kroku bokiem drogi. Kolejnym bardzo weryfikującym odcinkiem był lasek pomiędzy Dragomyślem a Cychrami z sporym, długim podbiegiem, który zebrał żniwo w postaci dużej ilości osób ze skurczami i zmęczeniem materiału. No a na koniec po zakręcie w Cychrach prosta śmierci, czyli 7-8 kilometrowy odcinek prostego rozgrzanego asfaltu który odbierał chęci i siły po samym wbiegnięciu na niego. Ta prosta to prawdziwy Pain in the Ass!

20180409_222021-01aaa

Ogólnie tempo 5:30 jest sporo wolniejsze od mojego normalnego tempa treningowego, co nie oznacza, że nie wymęczyłem się w tym biegu. Gorąca temperatura, monotonia trasy i świadomość jeszcze kilkunastu kilometrów przy zmęczeniu mięśni wymagały dużej koncentracji i samozaparcia aby trzymać to i dowieźć spokojnie do mety. Po raz kolejny przekonuję się że tak długie bieganie asfaltowymi prostymi trasami jest dla mnie po prostu trochę nudne. To nie teren gdzie co chwila są nowe przygody, widoki, zadania, zmiany nawierzchni itd.

97873-MDB18-108-42-000101-mdb18_02_mtr_20180408_150100_1

Po wpadnięciu naszej mocno przetrzebione grupy do Dębna i minięciu znaczka Dębno zostało jeszcze ok 4-5 kilometrów do mety. Wiedzieliśmy, że mamy 1-2 minuty zapasu wygospodarowanego na pierwszym kółku, więc puszczając Marię z grupą z przodu razem z Mateuszem trochę zwolniliśmy poganiając maruderów do tego aby przycisnęli na ostatnich kilometrach i złamali wymarzone 4:00! Ostatnie kilometry przez przejazd kolejowy, przez kostkę brukową i wbiegamy na metę z czasem 3:59 i kilka sekund. Robota wykonana wzorowo! Medal na szyję, jakiś dzieciak zabiera ode mnie balony, które jako jedyny z nasze zajęczej grupy udało mi się dowieźć na metę w całości. Czas i tempo pod kontrolą a cała ekipa Pacemakerów na mecie zrobiła sobie jeszcze wspólne grupowe foto dla uwiecznienia chwili! :)

30571587_1689741807738107_1234509983394482518_n

Po przejściu do strefy odpoczynku trochę rozmów i rozciągania zmęczonych wyklepanych na twardym asfalcie mięśni nóg. Bolały mnie przede wszystkim Achillesy, ale to dlatego, że pobiegłem jeszcze w nie do końca rozbieganych New Balance M590 które dodatkowo są butami AllTerrain. Aby dostać się do strefy zawodnika, trzeba z punktu mety przejść jeszcze kilkaset metrów do budynku sali gimnastycznej. Po drodze jest strumyk nad którym siedziała cała grupa biegaczy chłodząc swoje nogi w zimnym potoku. Jest MOC!

30265337_1987335558004339_4287974644012675005_n

20180408_152045

Na strefie mety czekały na zawodników ciepłe posiłki w postaci makaronu z wkładką oraz punkty miejscowego browary, gdzie po okazaniu numeru startowego można było częstować się zasłużonym zimnym spienionym piwem. Oczywiście na ławkach rozstawionych w strefie mnóstwo zmęczonych biegaczy, jeszcze więcej rozmów i uwag na temat trasy, ciepłej aury i trudów maratońskich. Widać było mnóstwo osób z koronami, i kompletujących swoje Korony maratonów w których Dębno stanowi niezbędny element!

20180408_161535

20180408_162541

Po odpoczynku spotkałem się z Karolem przy samochodzie i jako, że po 16 przywrócono ruch w mieście ( Maraton w Dębnie ma limit 5 godzin na ukończenie!) ruszyliśmy zmęczeni ale zadowoleni w kierunku Poznania. Oczywiście piłując nieustannie całą drogę płytę Mezo :)

20180408_181620

20180408_174958

Podsumowując Maraton w Dębnie, który jednocześnie był moim 11 maratonem w życiu: Bardzo specyficzny klimat, któremu chyba bliżej do wyścigów w małych miejscowościach niż jednemu z największych maratonów w Polsce, co wcale nie należy odbierać jako wadę ale jako wielki wyróżnik. Sinusoida dopingu ( wielki w Dębnie, całkowity jego brak na długiej pętli) także zostaje w pamięci. Dość trudna trasa z długimi kilometrowymi asfaltowymi prostymi i zazwyczaj wysokimi temperaturami. Bardzo sympatyczna atmosfera w samym Dębnie i w strefie zawodników czynią z tego biegu na pewno imprezę wartą odwiedzenia. A czy Wam się spodoba i będziecie chcieli wracać? Musicie przekonać się sami!

Chris Kwacz

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s