18 PKO Poznań Maraton

W życiu są czasami takie wydarzenia, które uczą nas więcej niż opasła książka czy seria merytorycznych wykładów. Zdarzają się takie chwile, które uczą nas więcej niż miesiące spędzone na skrupulatnym zgłębianiu tajników wiedzy. Dla mnie 18 Poznański Maraton był właśnie takim wydarzeniem i chciałbym wam o nim opowiedzieć.

20171015_141102

W tym roku moje priorytety biegowe były jasne. 2017 rok to mój pierwszy poważny sezon startów w biegach Ultra, a więc  tydzień wcześniej walczyłem  na dystansie 63 kilometrów Beskidy Ultra Trail.  Jeden z najtrudniejszych górskich biegów w Polsce konkretnymi przewyższeniem i ponad 10 godzinami spędzonymi na trasie, spowodowały, że w strategii przed startem w Poznaniu zakładałem sobie jedno: Zobaczę jak będę się czuł po BUT i wtedy zdecyduję, czy zapisuję się na Poznań Maraton. Kilka dni względnego odpoczynku po powrocie z Beskidów przekonało mnie, że nie mam jakiś większych problemów motorycznych, więc na pięć dni przez  planowanym na 15 października biegiem zapisałem się na Poznański Maraton. Zapisałem się na mój czwarty maraton w tym mieście.

To także znak czasów. Maratony, nawet te największe w skali kraju nie są już tak oblegane jak kilka lat wcześniej. Duże limity zawodników powodują, że można zapisać się na nie praktycznie kilka dni przed samym startem. Sytuacja nie do pomyślenia przy bardziej popularnych biegach Ultra, terenowych wyścigach w górach czy nawet najbardziej znanych biegach OCR. Po prostu wyraźnie już widać, że peak zainteresowania bieganiem na zawodach w długich dystansach po asfalcie mamy już za sobą a aktualnie obserwujemy klasyczne wypłaszczenie trendu. W takich więc okolicznościach, 7500 zawodników na starcie wystarczyło aby Poznański Maraton zwyciężył w zaciętym boju o miano najliczniejszego maratonu w Polsce w 2017 roku.

pozmaga73                                                      (foto by MaratonyPolskie.pl)

Tradycyjnie dzień przed startem, planowanym w niedzielę 15 października, udałem się na teren EXPO Międzynarodowych Targów Poznańskich aby odebrać pakiet startowy. Tereny MTP od kilku lat świetnie sprawdzają się jako przestrzeń do organizowania imprez sportowych w mieście koziołków, w tym maratonu czy w tym roku także półmaratonu z epicką metą pod dachem. Na expo w sobotę rano nie było dzikich tłumów zwiedzających, było za to sporo wystawców i spokojnie można było na ich kolorowych stoiskach uzupełnić zapasy odżywek, żeli czy pooglądać najnowsze modele butów i sprzętu.

20171014_130526

Odbiór samego pakietu oraz koszulki trwał dosłownie kilka sekund, zero kolejek zero stresu. Jakimś przypadkiem nie zauważyłem, że na miejscu było oddzielne stoisko z piwem, które dodawano do każdego z pakietów, więc nie znajdziecie go na zdjęciu całości zawartości tegorocznego pakietu które zrobiłem.

20171014_123745

20171014_153612

Partnerem Poznańskiej imprezy od kilku lat jest Polska firma 4F, która tradycyjnie przygotowała w zestawie oficjalną koszulkę techniczną biegu oraz worek. Mi osobiście koszulki 4F nie przypadły do gustu, głównie ze względu na krój. Są długie i czuję się w nich trochę jak w pidżamie po starszym bracie :) Ale to oczywiście kwestia gustu! Na terenie expo jak zwykle spotkania, dziesiątki znajomych oraz chcących porozmawiać Moversów więc czas płynął szybko i miło.

20171014_130038-01

20171014_125229

Udało mi się także złapać naszą mistrzynię Dominikę Stelmach i zamienić z nią kilka zdań. Zdradzone przez nią plany pobicia w wyścigu życiówki i kręcenia wyniku w okolicach 2:36 zapowiadały ostrą walkę w niedzielę wśród elity kobiet!

20171014_124048-01

Po odebraniu pakietu szybki makaron w ramach pasta party a potem już spokojny powrót i chillout w domu oraz przygotowanie zestawu na niedzielny poranek. Prognozy zapowiadały ładną, może nawet zbyt ładną, pogodę bo mówiono o temperaturze w okolicach 18-19 C oraz pełnym słońcu. Jak się okazało natura jednak zweryfikowała dość znacząco te prognozy :)

20171014_135844

20171014_155039-01

W niedzielę przybyłem na teren Expo już po 7 rano, dając sobie spokojny bufor prawie dwóch godzin czasu do planowanego na 9:00 startu. Hala powoli wypełniała się podekscytowanymi biegaczami, na zewnątrz nieśmiało zaczynało wyglądać słońce zapowiadając ciepły, parny dzień. Czas szybko mijał i w okolicach 8:30 większość z biegaczy po oddaniu swoich pakietów do depozytów ruszyła do poszczególnych sektorów startowych w oczekiwaniu na planowany start główny biegu. Kolejki do ToiToi, rozciągający się i truchtający wszędzie ludzie, tłumy kibiców  i rozgrzewka prowadzona przez przebranych za zwierzaki z Madagaskaru trenerów gwarantowały rozrywkę w ostatnich minutach przed startem.

20171015_080920

20171015_081909

Nie miałem żadnych wielkich planów na ten bieg, traktując go jako treningowy, przyjemny start pod koniec sezonu. Nic nie zapowiadało więc męki jaką przyjdzie mi odbyć na domowym terenie. Tuż przed startem zaczynają się także główne problemy 18 PKO Maratonu, bo przecież jak wszyscy wiemy, dorosłość potrafi być trudna.

20171015_075235

Na kilka minut przed samym startem spiker niespodziewanie ogłasza, że niestety nie ma zgody Policji na start biegu i musimy poczekać kilka minut. Wśród tłumów rozchodzi się głośny jęk zawodu, no ale nic jak trzeba to trzeba. Czekamy. To przecież tylko kilka minut. Niestety okazało się, że minuty zmieniły się w dziesiątki a dziesiątki zaczynają się zaprzyjaźniać. Wyziębieni i zniecierpliwieni biegacze przetrzymywani przez kilkadziesiąt minut w sektorach zaczynali tracić cierpliwość. Na niewiele zdały się spontaniczne występy MEZO ze sceny przy starcie i zapewniania spikera, że już niedługo.

22310398_1541381929252832_8186544732750791947_n                                                            (Foto by Ewa Hermann)

Brak jasnego, wyraźnego info kiedy dokładnie startujemy było najgorsze. Postępujące wychłodzenie i konsternacja powodowały fale gwizdów i złości stojących na starcie biegaczy. Nawet nie chcę myśleć co działo się z elitą, która przecież ma przygotowany plan praktycznie na każde kilka minut przed startem…

I_DSC_0032                                                     (Foto by MaratonyPolskie.pl)

Na szczęście po prawie 45 minutach dodatkowego oczekiwania, mamy wreszcie zielone światło, jest zgoda więc będziemy ruszać w trasę! W głowach zamiast skupienia, chęci walki i motywacji pulsowała tylko jedna, jedyna myśl: NARESZCIE!!!
Jak się później okazało, powodem braku zgody na start, były problemy z zabezpieczeniem trasy. Podwykonawca zapewniający ochronę wynajął nie mówiących po polsku Ukraińców, wśród których znalazły się także osoby pod wpływem alkoholu. Taki znak czasów. Koszty przez rozsądkiem i bezpieczeństwem…

Ruszamy na trasę wyścigu! Pierwsze rozruchowe kilometry suniemy ulicą Grunwaldzką aż do Junikowa, gdzie na 5 kilometrze robimy nawrotkę. Biegnie się spoko, jest jeszcze trochę ciasno, grupa powoli zaczyna się rozciągać.  Postanawiam trzymać tempo w okolicach 4:30-4:35 a więc sunę kilkaset metrów przed grupą Pacemakerów na 3:15. W trakcie biegu w kierunku nawrotki, widzę jak po drugiej stronie mknie Dominika, wrzeszczę aby dodać jej siły może usłyszała! :P

22406455_816829808523366_1472272510964720583_n

Suniemy w kierunku Hetmańskiej. Jak zwykle w Poznaniu, na samej trasie bardzo dużo dopingujących mieszkańców, którzy postanowili wyjść z domów aby dopingować nas w naszej walce! Prawda jest taka, że Poznań ma ŚWIETNYCH KIBICÓW i BASTA! Całe rodziny z trąbkami, kołatkami, gwizdkami, tubami… Czego tam nie było! Aż chce się biec!

FB_IMG_1508175259882                                                     (Foto by Tomasz Szwajkowski)

Oczywiście, na samej trasie, co kilka kilometrów zainstalowane były także zespoły muzyczne, które  także dodają nam animuszu. Biegnie się spoko, wbijamy na Drogę Dębińską mam w nogach już około 15 kilometrów. Wciąż biegnę w okolicach na końcowe 3:15 czuję się świetnie, nie ma żadnego spięcia, biegnę tempem, które daje mi pełną wydolność i kontrolę nad organizmem. Przez Drogę Dębińską dobijamy do Dolnego Pasażu Rataj. Od 10 kilometra zaczynam jeść żele i ponownie tak jak w Beskidach zaczyna mnie boleć po nich brzuch. Nie wiem co się dzieje, wcześniej nigdy nie miałem takich problemów. Ból na szczęście nie jest mocny, więc nie przeszkadza aż tak strasznie, choć nie pomaga wcale :)

18PM_0629                                                                     (Foto by T-Run.pl)

Dobiegamy do okolic 21 kilometra a więc do połowy dystansu! Na punkcie pomiarowym mam czas 1:37 więc sunę równo niczym walec Reformy Wymiaru Sprawiedliwości w Rządzie PiSu. Dobra Zmiana! :) Trasa dzięki przedłużonej pętelce na Grunwaldzkiej zmienia się nieco w drugiej części w stosunku do poprzednich edycji Poznańskiego Maratonu. Przebiegamy przez metę toru wioślarskiego na Malcie i wpadamy na Warszawską już na wysokości Nowego Zoo a nie jak wcześniej bywało w okolicach Antoninka. Na wysokości Malty dopada do mnie Moverka, która jedzie ze mną na rowerze, dopinguje mnie żywiołowo i robi nawet kilka zdjęć :) To tu niestety zaczynają się także moje problemy…

22627364_2397453473813218_78239034_nPomimo, że wydolnościowo, w głowie, z oddechem i zmęczeniem nie ma większych problemów, kiedy do mety zostaje trochę ponad 15 kilometrów, zaczynają drgać mi najpierw delikatnie a potem coraz bardziej włókna mięśniowe w obu łydkach. Czuję mrowienie mięśni. Tak zdarzyły mi się wcześniej skurcze mięśni na trasie, ale były sporadyczne i jednorazowe. Tym razem jednak nogi po prostu postanowiły powiedzieć DOŚĆ! WYSTARCZY! KONIEC! Od zbiegu w kierunku Ronda Środka nie ma mowy o utrzymaniu tempa i biegu. Co kilkaset metrów albo jedna albo druga łydka sztywnieją w cyklicznych skurczach wymuszając zatrzymanie się i próbę rozciągania mięśni. 22406171_285073965331996_4981819798148159604_n

 

TRAGEDIA! Biegam ponad 6 lat nigdy nie miałem takiej sytuacji. Co robić, co robić? Nie chcę zejść z trasy, nie jestem wcale mocno zmęczony czy wykończony, po prostu moje nogi chcą teraz łapać skurcze a nie kilometry!!!

22467663_1715014588532279_7806918662755552967_o

Dokuśtykałem do punku medycznego. Szybkie zmrożenie obu mięśni sprayem i jakoś truchtam dalej. Oczywiście tempo spada z 4:30 na pięć z hakiem bo nie jestem w stanie normalnie biec. Mija mnie husaria z 3:15 na flagach i pędzi do przodu a ja z zagryzionym językiem wpadam na Garbary. Droga przez Aleje Wielkopolskie i Park Sołacki czyli moje rodzinne tereny, które w założeniach miały być przyjemnym przybijaniem piątek i rozdawaniem radosnych uśmiechów zmienia się w gehennę wołań w kierunku innych biegaczy czy któryś z nich ma magnez? Miałem przy sobie tylko zwykłe żele i Dextro, nie brałem shotów z magnezu bo nie spodziewałem się takich przygód! Kiedy dostaję kilka tabletek od litującego się nade mną biegacza, zaczynam prośby o wodę do popicia tych cholernych tabletek…

DSC09582                                                            (Foto by Poznań Maraton)

Jestem w okolicach 32 kilometra, moje łydki tańczą w ciągłych mini skurczach niczym Król Julian w Madagaskarze 2. Przez skarpety widzę ten taniec na powierzchni swoich łydek i zastanawiam się jak ja dotrę do mety. A bardzo chcę dotrzeć bo przecież nie jestem wymęczony! W takiej rozterce docieram do 34 kilometra i podbiegu na Wawrzyniaka. Drugi postój w punkcie opatrunkowym kolejne schłodzenie łydek i kuśtykanie przez Polską to ciągła walka z bólem. Gdzieś po drodze mija mnie husaria na 3:30 ale nie ma to już najmniejszego znaczenia, bo ja tylko myślę: „Boże żeby mnie tylko nie złapało znowu!”

93473-MPO17-7349-42-000101-mpo17_01_ppw_20171015_095215

Niestety na 39 kilometrze następuje Czas Apokalipsy. W jednej sekundzie łapie mnie mega wielki skurcz obu łydek na raz. Ból jest tak wieki, że nie jestem w stanie utrzymać się na nogach więc kładę się na środku asfaltu i zwijam się w kłębek wyjąc z bólu. Nie mogę ruszyć całymi nogami. Podbiega do mnie trzech biegaczy i zaczyna mnie ratować. Rozciągają mi cierpliwie nogi, mówiąc abym pod żadnym pozorem nie zginał kolan. Po kilku minutach skurcz staje się słabszy i próbuję wstać przy pomoc chłopaków. Niestety zginam nogę i skurcz znowu wraca! Po chwili podnoszą mnie więc na sztywnych kolanach i każą biec ostatnie dwa kilometry do mety w trybie ZOMBIE WALK czyli na sztywnych kolanach. To właśnie czynię…

93473-MPO17-7349-42-000101-mpo17_01_mr_20171015_132601_1

Najbardziej deprymujące na ostatnich metrach były okrzyki kibiców: „Szybciej, szybciej, już meta! Dasz radę!! No kurde pewnie, że chciałbym bardziej dać radę tylko moje nogi nie chcą dać jej razem ze mną! :P Wpadam na niebieski dywan, w głowie myśl, żeby tylko tu nie złapał mnie skurcz jak na 39 kilometrze bo będzie epicki teatr i taniec świętego Wita w świetle kamer… Na szczęście spokojnie docieram do mety. Czas w okolicach 3:40 nie ma w sumie żadnego znaczenia. Znaczenie ma to, że pomimo bólu i cierpienia doleciałem do tej cholernej mety!

93473-MPO17-7349-42-000101-mpo17_02_mtr_20171015_132635_1

Na strefie Medal, owoce, elektrolity. Chwila odpoczynku przy odbioru pakietu, ze zdziwieniem zauważam, że na lewym bucie zrobiła się jakaś rana na palcu i zalała mi krwią praktycznie cały przód mojego NB Zante. Kurde, nawet tego nie czułem….

22405911_1743902615680969_5627344469550375881_n

W samej strefie tłok, bo zaczynają wpadać na metę ludzie z okolic 4 godzin. Po raz kolejny dziesiątki osób podchodziły, pozdrawiały, chciały zrobić wspólną fotkę i porozmawiać chwilkę. To dla mnie niezmiennie baaaaardzo miłe i sympatyczne widzieć, że czytelnicy i fani On The Move są tak liczni! Dziękuję Wam za to serdecznie! Spotkałem także Jerzego z którym biegałem spontaniczny trening nad Jeziorem Długim w Olsztynie w kwietniu :) Świat jest taki mały!

20171015_140100

20171015_144134

Po odpoczynku kierunek dom a tam czekała zasłużona pizza i duuużo przemyśleń w głowie, które doprowadzają do jednego bardzo ważnego wniosku: Nie jesteśmy niezniszczalni. Organizm ma swoje granice i kiedy w radosnym uniesieniu zdecydujemy się je przekroczyć,  brutalnie i bez pardonu nam o tym przypomni. To nie była mądra decyzja aby w kilka dni po 63 kilometrowym ultra biegu Górskim lecieć Maraton w Poznaniu i do tego na niezłe tempo. Trzeba było po prostu odpuścić i odpocząć, albo ostatecznie polecieć ten bieg tempem spacerowym.

20171015_134715

Człowiek ma to do siebie, że uczy się na błędach. Najczęściej na swoich błędach. I wyciąga wnioski. Tak też będzie w tym przypadku!Lekcja się odbyła, nic nie dzieje się bez przyczyny i czasami warto posypać głowę popiołem. Bo jak mawia znane przysłowie, to co nas nie zabije to nas wzmocni. Zawsze o tym pamiętajcie!

Chris

Reklamy

3 uwagi do wpisu “18 PKO Poznań Maraton

  1. Kawałek biegliśmy razem. Ty walczyłeś ze skurczami, ja ze złamaną kością stopy… W tedy jeszcze tego nie wiedziałem, dopiero prześwietlenie pokazało z czym biegłem. Jeszcze dwa tygodnie i może ściągnąć mi gips oraz wyciągnąć drut, jeśli wszystko oczywiście dobrze się zrośnie. Potem to już tylko nauka chodzenia, wzmacnianie nogi i nie wiem co dalej….

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s