Beskidy Ultra Trail 2017 czyli możesz więcej niż Ci się wydaje!

W swoim pierwszym sezonie startów ULTRA po wiosennych zmaganiach na GWiNT Ultra Cross 110 kilometrów oraz urokliwych pętelkach w trakcie Karkonoskiego 3 x Śnieżka 1x Mont Blanc, w drugiej części sezonu głównym wyzwaniem, które przed sobą postawiłem było zmierzenie się z legendą. Z biegiem powszechnie uznawanym za jeden z najtrudniejszych górskich Ultra w Polsce, biegiem z techniczną trasą i wielkimi różnicami wzniesień. Z Beskidy Ultra Trail! Nigdy wcześniej nie byłem w Beskidach, więc okazja była podwójna. Poznanie nowego miejsca połączone z ostrym wpierdolem!? Zapowiada się epicko!

20170928_173208-01

Rozsądek podpowiadał wybór trasy BUT 40 ale po to są wyzwania aby je realizować więc zdecydowałem się zmierzyć z jego większym bratem czyli BUT60. Dokładnie 63 kilometry z masakrycznym przewyższeniem jak na taki dystans bo dobijającym do prawie 4000 metrów! Nie jeden górski U100 nie doskakuje do takich wartości, więc już przed startem jedno było jasne: Będzie dużo ostrej wspinaczki!

21433260_842582515910601_44785506182238307_n

Intensywny kalendarz startowy spowodował, że widmo startu w tym wymagającym biegu rozpłynęło się w mej jaźni na długie tygodnie, aż przyszedł koniec września i w głowie zapaliła się wielka czerwona żarówka z napisem: O kurde, to już teraz, zaraz!!! :)

20170928_171020-01

Jako, że start na większość dystansów tegorocznego BUT’a zaplanowany był na 4:00 rano z piątku 29 września na sobotę 30 września postanowiłem przyjechać do Szczyrku, w którym mieściła się baza zawodów już w czwartek. Podróż z Poznania była długa ale nie tak bardzo uciążliwa dzięki bezpośredniemu połączeniu PKP TLK Beskidy łączącemu Poznań z Bielsko Białą. W pociągu jest okazja obserwowania na trasie terminatorów bo inaczej nie można nazwać tych 30 osób, które zdecydowały się wystartować w 305 kilometrów BUT Challenge. Mając prawie 80 godzin limitu zmierzenie się z dystansem ponad 300 kilometrów jest wyczynem kosmicznym i zasługuje na mega wyróżnienie!

20170928_073332(0)-01

Po 7 godzinach spędzonych w pociągu docieram do stacji końcowej. W samym Bielsku przesiadłem się od razu na jeden z kursujących na trasie Bielsko- Szczyrk mini busów i już po 30 minutach wylądowałem w Szczyrku. Zabawne było to, że pomimo iż w Bielsku przebywałem może kilkadziesiąt minut to przez messangera On The Move dostałem już powiadomienia od Moverki, która pytała czy przypadkiem nie jestem w Bielsku bo mnie chyba widziała na przystanku… Normalnie strach się ruszyć, Moversi są wszędzie i widzą wszystko! :)

20170929_104907-01

Do Szczyrku dotarłem więc w czwartek w okolicach godziny 16 i po zakwaterowaniu w pięknym, przestronnym apartamencie ODLOT na ul. Beskidziej 108 z widokiem bezpośrednio na Skocznię Narciarską a jak się później okazało także linię mety samego BUT’a zrzuciłem swoje bagaże i postanowiłem, że jako iż mam jeszcze dwie godziny do zachodu słońca to nie ma co marnować czasu tylko czas …ruszyć w trasę! Choroby nie uleczysz, więc nie namyślając się długo wskoczyłem w biegowe ciuchy i zielonym szlakiem z ul Leśnej w Szczyrku wdrapałem się wyjątkowo piękną ale mega trudną trasą na Skrzyczne! Widoki zapierały dech w piersiach, i od razu wiedziałem, że czeka mnie piękna przygoda.

20170928_164234-01

Beskidy są zupełnie inne niż Karkonosze czy Tatry. Są poetycko smutne. Ale w takim znaczeniu jak spleeny Leśmiana. Chwytającym za serce i ściskającym duszę. Na trasie spotkałem może z 6 osób co dodatkowo podkreślało jesienny nastrój.

20170928_170315-01

Zaskoczeniem dla mnie była także specyfika samych szlaków. Mnóstwo luźnych kamieni wymieszanych z piaskiem nie dawały szans na szybki zbieg i podejście. Po prostu nie było pewności czy dany głaz się nie przesunie, nie rusza, albo nie potoczy. Mega trudne techniczne zejścia, zapowiadały ciężką walkę na sobotniej trasie BUTa.. Z w samotności Skrzycznego zbiegłem do Szczyrku bo gdy tylko zaczęło chować się słońce zrobiło się piekielnie zimno. Wiedziałem już, że muszę kupić rękawiczki bo jeśli po trzech godzinach na trasie mam zgrabiałe ręce to co będzie się działo po kilkunastu…

20170928_164546-01

Jako że piątek miałem praktycznie cały dla siebie, bo wydawanie pakietów miało rozpocząć się dopiero po godzinie 17:00 postanowiłem oczywiście… Ruszyć w góry! Wymyśliłem sobie trasę Klimczok- Przełęcz Karkoszczonka – Kotarz – Salmopol, co jak się potem okazało było dość hardcorowym pomysłem. Zabrałem ze sobą drona, dzięki czemu udało się zmontować fajny, klimatyczny materiał który pokazuje ducha Beskidów a który możecie obejrzeć TU!

DCIM/100MEDIA/DJI_1258.JPG

Wyprawa jednak okazała się mocno męcząca bo trasa miała grubo ponad 25 kilometrów z przewyższeniem w okolicach 1000-1500 metrów i do domu wróciłem po prostu wymęczony w okolicy godziny 17! Siedem godzin w górach na kilka godzin przed startem w ciężkim Górskim Ultramaratonie to nie jest dobry pomysł… No cóż, cały ja! :) Zmęczony po powrocie, po szybkim prysznicu, udałem się do Amfiteatru Skalite, który miałem praktycznie 300 metrów od stancji i odebrałem swój pakiet startowy. Wszystko sprawnie szybko i bez problemów. W pakiecie znalazły się oczywiście chip, stylowa koszulka z logiem imprezy, mapki, żel, fajna naklejka BUT’a i kilka innych drobiazgów. Około godziny 19:30 w amfiteatrze odbyła się kilku dziesięcio minutowa odprawa z omówieniem całości trasy, uwag dotyczących bezpieczeństwa i zachowania w górach. Ogólnie wszyscy byli mocno skoncentrowani, czuć było to, że czekają na wyzwanie które stoi przed nimi.

20170929_180833-01

Wieczór upłynął na ładowaniu węgli w postaci pizzy, przygotowaniu swojego zestawu startowego i próbowaniu złapania odrobiny świeżości po całym dniu wspinaczki w górach. Plusem było to, że praktycznie pierwsze kilometry wyścigu pokrywały się z trasą którą zrobiłem rano (Wejście na Klimczok), więc miałem chociaż wiedzę jak będzie wyglądała nasza droga. Przed północą poszedłem spać chcąc złapać choć 3,4 godzinki snu. Mega plusem było to, że strefę startową miałem pod balkonem więc mogłem sobie pozwolić aby wstać około 3 i spokojnie zdążyć na sam start!

20170929_184809-01-01

Budzę się w okolicy trzeciej w nocy, jem banana, ubieram ciuchy, ładuję Krecika do kieszonki i ruszam na start! Jest nerw, bo wiem, że przede mną nie lada wyzwanie. Mój pierwszy prawdziwy ULTRA GÓRSKI bieg! W trakcie 3xŚnieżka zrobiłem dwie pętle więc nie było to Ultra (37km) a w Gwincie pękło 110 kilometrów ale to nie był przecież bieg górski. Tu miałem wszystko w jednym. 63 kilometry. 4000 metrów górskiej wspinaczki! No kurde! :) Przed 4 powoli schodzą się biegacze. Na scenie amfiteatru ciepła kawa dla tych którzy chcą się obudzić.

20170930_033133-01

Powoli wchodzimy do strefy, sprawdzani wyrywkowo przez organizatorów z wyposażenia obowiązkowego. Na starcie spotykam Gosię która biega ultra od kilku sezonów i robiła BUT60 dwa lata temu. Dzisiaj biegnie BUT90! Robimy sobie wspólną fotę i życzymy sobie powodzenia! No i oczywiście nie mogło być inaczej. Widzę także Bartka, którego spotykam praktycznie na każdym swoim biegu terenowym! Był ze mną na trasie GWiNTa. Był ze mną na trasie 3xŚnieżka biegnąc najdłuższy dystans. Jest i w Beskidach!

20170930_034908-01

22184663_10155882030544917_1894555940_n

Na zegarze wybija 4 a my ruszamy w bój! Przed nami kilkanaście godzin wspinaczki i niesamowitej przygody! Niektórzy z nas mają do pokonania 40, inni jak ja ponad 60 a kolejni 90 i 130 kilometrów trasy! W towarzystwie odpalonych przez organizatorów rac przebiegamy przez pusty o tej porze Szczyrk i wybiegamy w kierunku podejścia na Klimczok! Pogoda ma być ładna, trochę chmur trochę słońca, nie przewiduje się żadnych opadów. Zaczynamy przygodę z Beskidy Ultra Trail 2017!

20170930_035539-01

Już na drugim kilometrze po wybiegnięciu z Szczyrku zaczynamy ostre podejście. Nie ma szans na bieg wszyscy zaczynają się wspinać. Kilka wymian zdań z innymi zawodnikami, część mnie obserwuje i poznaje, pozdrawiam Was chłopaki! Zaczynamy nasze podejście po Klimczok. Jest ciemno, jest zimno, wokół słychać tylko oddechy innych ultrasów. Jest magicznie!

20170930_045028-01

Podejście na Klimczok to ok 5 kilometrów mocnej wspinaczki. Wbijamy się pod sam szczyt, skąd granią zaczynamy biec w kierunku Bystrej. Widoki są przepiękne. Po lewej stronie widać światła miejscowości a my powoli zaczynamy karkołomny zbieg w kierunku bystrej. Tu oczywiście w grę wchodzi technika. Moje zbiegi jak już wiedziałem po 3xSnieżka pozostawiają wiele do życzenia i bardziej techniczni biegacze mijają mnie co chwila. Dodatkowo zbieg jest mega hardcorowy. Sypiące się luźne kamienie, pionowa ściana, wokół drzewa, wystające korzenie i tylko małe światełko z swojej własnej czołówki. O kurde, nie wiedziałem że tak można biegać! Gdzieś po drodze usadowił się Jacek z UltraLovers i łapie nas do swojej foto relacji!

10501947_1485249868233899_288467110497555053_n                                                                     (Foto by UltraLovers)

Kilka kilometrów zbiegu na łeb na szyję po kamieniach, korzeniach i po ciemku ryje beret! Z tyłu głowy pulsuje Ci wtedy jedna jedyna myśl, kurde żeby tylko się nie wywalić! żeby nie postawić źle nogi bo lecę na łeb na szyję i w najlepszym przypadku jestem połamany a w najgorszym skręcam kark! :) Po kilku kilometrach zbiegu wypadamy na asfalt. Jesteśmy w Bystrej, gdzie na 10 kilometrze czeka na nas pierwszy, skromny punkt odżywczy. Woda, ciastka, daktyle. Łapie dwa daktyle i lecę dalej, nie ma co czekać to dopiero początek trasy. Pierwszy poważny etap za nami.

22196267_1700877543318695_2440670335579021524_n                                                                      (foto by BUT)

W Bystrej z którymś z biegaczy wymieniamy się spostrzeżeniami. Stromo, ciężko i nogi już miękkie. Zgadzam się w 100% pierwsze dziesięć kilometrów było trudne, nogi już lekko drżą a to dopiero początek trasy. W ciemnościach, bo jest przed 6 rano zaczynamy wspinaczkę na Kozią Górę. Tu był chyba najgorszy moment psychicznie w całym wyścigu. Czułem się już mega wymęczony zbiegiem do Bystrej, wiedziałem że mam przed sobą jeszcze ponad 50 kilometrów trasy i w głowie kłębiły się rozmaite myśli. Czy dam radę? Czy na pewno to był dobry pomysł atakować 60!?

Staram się odganiać złe myśli i zaczynam rozglądać się dookoła bo dochodzi szósta i zaczyna świtać. W okolicy Koziej Góry wpadamy w gęstą mgłę. Światło z czołówki załamuje się pod tak niesamowitym kątem, że biegnę zauroczony tym zjawiskiem przez kilkaset metrów. Mrok zaczyna ustępować, zaczyna świtać. Jesteśmy w górach. Jest cudownie. W okolicy Koziej łapię to zdjęcie. Widok na Bielsko Białą o świcie z szczytów Beskidów. Chociażby dla tego widoku warto było wystartować w tym wyścigu!

20170930_061234-01

Robi się jasno, a my zaczynamy mega trudne podejście pod Szyndzielnię. Znowu kilkuset metrowa praktycznie pionowa ściana. Znowu jako jeden z nielicznych zawodników wdrapuję się bez kijków. Nie ma co gadać. Ten element wyposażenia musi znaleźć się w moim asortymencie przed kolejnymi górskimi Ultra o takiej trudności. Po prostu daje szansę na łatwiejsze pokonanie stromych ścian.

Wdrapujemy się gęsiego na Szczyt Szyndzielni, dużo błota, mokre liście, korzenie. Nie jest lekko ale po kilkunastu minutach udaje się nam wejść na szczyt! Tylko po to, aby od razu w szaleńczym zbiegu z niego uciekać… Znów luźne kamienie, błoto, korzenie i ostry spadek w dół…Wyciągam żel i zaczynam suplementację. Mam także kilka tabletek Dextro. Nauczony doświadczeniem wiem, że będzie mi ciężko jeść coś stałego. Tak było na Gwincie i W 3xŚnieżka. Po prostu nie mogłem przełknąć suchego pokarmu. Zbiegamy z Szyndzielni, przestrzenie pomiędzy biegaczami robią się już kilkuset metrowe… Na jednej z ścieżek w kierunku Cybernioka łapię moment wschodu słońca. Jest epicko!

20170930_064745-01

Kolejne podejście przez gęste lasy to Cyberniok. Niestety zaczyna mnie boleć brzuch, nie wiem dlaczego, może po żelu? Przy podejściach jest jeszcze ok ale przy zbiegu każdy krok to ból w podbrzuszu. Męczące, deprymujące, złe. Wierzę że zaraz przejdzie, bo nie wyobrażam sobie tak biec przez kolejne ponad 40 kilometrów. Jesteśmy na 20 kilometrze trasy i przedzieramy się przez gęste lasy w kierunku Cybernioka. Zaczynam rozglądać się zas kolejnym punktem odżywczym. Niestety to był najdłuższy odcinek bez wsparcia bo pomiędzy punktem w Bystrej a punktem w Wapiennej było ponad 17 kilometrów. A w biegu Ultra żyje się tylko informacją ile jeszcze do kolejnego punktu :) Na szczęście trasa zaczyna się wypłaszczać, i leśnymi duktami dobiegam wreszcie do punktu na 27 kilometrze w Wapiennej. Tu uzupełnienie izo w bukłaku, wybieram ananasowe :) Wciągam kawałek daktyla, popijam wodą i lecimy dalej. Czas na kolejną wspinaczkę na Błatnią!

22141245_1357899457642388_7605297338533522558_n                                                           (foto Piotr Oleszak)

Znowu atakujemy mega strome podejście. Podbiega dwóch chłopaków, obserwują bloga, okazuje się, że biegliśmy też razem w Karkonoszach 3xŚnieżka! Rozmawiamy o trasie, w międzyczasie słońce zaczyna wschodzić wyżej na niebie, robi się trochę cieplej. W tym miejscu zmienia się też mocno roślinność i teren. Wylatujemy z lasów, i na szczycie w Błatniej wskakujemy w roślinność niskopienną. Czuć prawdziwy górski klimat. Kolejnych kilka kilometrów suniemy przepięknym odcinkiem trasy szczytem gór, z wysokimi drzewami, urokliwymi polami dookoła. Jest mega fajny klimat. Mijam biegacza który na uciętym pieńku postanowił zrobić sobie epickie śniadanie. Kanapka zawinięta w papier, jakaś woda w ręku. Po królewsku! Większość biegaczy idzie, część stara się podbiegać po terenach które są płaskie. Jesteśmy w okolicach 30 kilometra trasy i zaczynamy zbieg do Błatniej, w które znajduje się jeden z głównych punktów kontrolnych!

DCIM/100MEDIA/DJI_1214.JPG

 

Kolejny szalony zbieg po luźnych kamieniach i zaczynam czuć niepokojący ból w lewym kolanie. Od razu przypomniały się mi moje boje z ITBS po Maratonie w Oslo i struchlałem. Wtedy problem z ITBS’em w lewej nodze wykluczył mnie na kilka długich tygodni z biegania. Obciążenie kolan na zbiegach jest tak duże, że niestety mięśnie zaczynają trzeszczeć. Na szczęście przestał mnie boleć brzuch więc nie cierpię przy każdym kroku. Wszystko się musi zgadzać. Jing i Jang :) Boli jedno drugie przestaje. Po kilku kilometrach błotnymi stromymi uskokami i w slalomie po i obok głazów, otoczaków i kamyczków wpadam na asfalt w Brennej. Przebiegamy przez centrum miasta do amfiteatru w którym usytuowana jest oaza dla zawodników. Pomiar czasu, jestem 5:18 minut na trasie, na 37 kilometrze.

Jest dobrze. Grubo ponad połowa trasy za mną. W amfitearze spotykam Małgosię z którą robiłem fotę na starcie. Wygląda świeżo, czuje się spoko. Tylko, że ona ma do pokonania jeszcze prawie 60 kilometrów. Punk zaopatrzony mega, są owoce, są ciasta, jest COLA! Wypijam trzy kubeczki bo nie ma co sobie żałować! W punkcie spędzam kilka dobrych minut, nabieram świeżości, na końcu biorę jeszcze ciepłą herbatkę która była rozdawana przez uczynnych wolontariuszy i popijając herbatę ruszam na trasę. Taka tradycja z GWiNTA! :)

DCIM/100MEDIA/DJI_1219.JPG

Od razu po przebiegnięciu kilkuset metrów po płaskim dostaję młotkiem w głowę, czyli kolejne pionowe podejście pod Stary Groń! Po pewnym czasie można się do tego przyzwyczaić. Po prostu cała trasa Beskidy Ultra to pionowe podejścia i ostre zbiegi. Na przemian oczywiście :) Gdzieś w połowie podejścia spotykam na trasie bacę z psem i owieczkami, robię sobię z nim fotę :) On jest mega zdziwiony ale ja mam klimat :)

20170930_095450-01

Na podejściu zaczepia mnie kolejny biegacz. Okazuje się, że Movers! Robimy wspólne foto,rozmawiamy chwilkę. Jego żona także biegnie BUTA i jest podobno wymiataczką wśród Pań! Rodzinne hobby najlepsze! Udaje się nam podejść pod Stary Groń i znowu czuję klimat gór. Łąki pełne traw z widokami na łagodne zbocza gór Beskidu. Świeci słońce, jest pięknie a my suniemy ścieżką w kierunku Salmopola.

22046736_10212793051274796_6370572169271486292_n

Wyprzeda mnie dwóch zawodników sunących w niezłym tempie! Skąd taki przypływ mocy? Zastanawiam się chwilkę. A nie, to goście z BUT40! Ich trasa połączyła się z naszą i do mety mkniemy od teraz już tym samym śladem! Chłopaki wystartowały rano, w nogach mają ponad 20 kilometrów mniej, to i siła jest… Życie! :)

20170930_115404

Urokliwymi terenami dobiegamy do tras w okolicach Salmopola. Z wyprawy w piątek i biegania w sobotę uważam, że to chyba najbardziej reprezentacyjne odcinki beskidzkich tras. Wysokie ogołocone drzewa, cudowne widoki na zbocza łagodnych szczytów. Taka esencja Beskidzkiego piękna. Jeśli kiedyś zawitacie do Szczyrku koniecznie wybierzcie się w te strony!

22218394_1486160721476147_7207448127492197484_o                                                                 (Foto UltraLovers)

Dobiegam do Przełęczy Salmopolskiej na które znajduje się punkt odżywczy z ciepłym posiłkiem! Znowu spotykam Małgosię która tutaj skręca na trasę U90 a my razem z U40 lecimy na Malinowy Szczyt a potem na Skrzyczne. Jem ciepły rosołek, nie wciągnę makaronu bo znów mam problem z jedzeniem stałego posiłku, który „rośnie mi w buzi”. Popijam kolą. Wbiegając na punkt ominąłem matę z pomiarem czasu, dopiero po kilku minutach reflektuję się że jest w tym miejscu więc przebiegam przez nią, żeby nie było problemów z klasyfikacją. To by była jazda, być na punkcie a nie przebiec przez matę, ufff na szczęście wszystko jest OK. Uzupełniam bukłak, biorę garść żeli, które były dostępne w nieograniczonej ilości dla wszystkich biegaczy (super sprawa!) i ruszam na kolejne strome podejście!

20170930_115250-01

 

Przede mną ostatnie kilkanaście kilometrów trasy, podejście na Malinów a potem Skrzyczne. Ze Skrzycznego zostaje jedynie bieg w kierunku Szczyrku. Jest okolica południa na trasie pojawia się więcej turystów robi się gęściej. W grupie 3,4 osób rozmawiając o biegu podchodzimy pod Malinów. Jest ciężko, jest stromo, boli. Ale nikt nie mówił, że będzie łatwo. Mamy w nogach już prawie 3000 metrów wspinaczki więc organizm powoli opada z sił. Docieramy do Głazu i punktu widokowego Malinów. Ale pięknie! Proszę towarzysza o zrobienie fotki, odwdzięczam się tym samym! Piękny widok!

20170930_121734

Przed nami kilka kilometrów trasy na najwyższy szczyt Beskidów czyli Skrzyczne. Plus jest taki że widzimy go w oddali więc można skupić się na celu. Zmęczenie zaczyna doskwierać, boli lewe kolano i czuję że od ekstremalnych zbiegów mam wielkie odciski na zewnętrznych częściach stopy, ale nawet nie chce rozwiązywać buta i na nie patrzeć. Jakoś dokulam się do mety w końcu zostało tylko kilkanaście kilometrów! Docieramy do zatłoczonego Skrzycznego, na którym znajduje się górna stacja wyciągu kolejki górskiej i większość „normalnych” ludzi dociera na tę górę właśnie w ten sposób. Ale my teraz będziemy z niej zbiegać.

FB_IMG_1507238803216                                                      (Foto Magdalena Bogdan)

 

Znów ekstremalne pionowe ściany gdzie trzeba powoli stawiać krok po kroczku aby nie wywalić się na łeb na szyję. Mijam parę biegaczy i dziewczyna, która kuleje bo właśnie skręciła kostkę. Nie dziwię się wcale. Zbiegamy ostro w dół. Siodło pod Strzycznem a potem w lasy poniżej. Jest ślisko, jest niebezpiecznie. Dziękuję tylko Bogu, że nie pada. Nie wyobrażam sobie jak musiałyby wyglądać nasze zejścia przez ścieżki w tych lasach, kiedy zamieniłyby się one w błoto albo rwący potok. Ekstremalne sytuacje. Powoli zbiegamy coraz niżej. Do mety zostaje już jakieś kilka kilometrów i oczami wyobraźni już wpadam do Szczyrku.

DJI AlbumPanorama_1506835673348-01                                                 (Panorama z drona DJI Spark)

Przebiegamy przez niewielki strumień i wtedy pojawia się ONA. Pionowa ściana. W górę. Skąd wzięła się tuż przed metą? kto ją tu postawił? Taki miły żart organizatorów którzy uznali, że nie może być za łatwo i jeszcze na końcu dowalili do pieca? Zaczynam wspinaczkę. Metr za metrem. Potrzebuję używać rąk i paznokci wbijając je w korzenie i glebę aby wspinać się na tę ścianę, która wydaje się nie mieć końca. To przypomina bardziej OCR i Runmageddon niż Bieganie Górskie. Najgorsze, że wspinaczka wydaje się nie mieć końca. Co kilka minut przystaję aby spróbować złapać i wyrównać oddech. Pierdolony żart! Jakiś kosmos! Nawet nie chcę wyobrażać sobie jak wyglądało to w przypadku ludzi z U90 albo U130 którzy musieli wdrapywać się tutaj w środku nocy po ciemku…

20170928_163235-01

Wreszcie po kilkudziesięciu minutach docieram na szczyt. Magiczny widok, polana pełna ogromnych muchomorów. Jak z bajki, chyba że to halucynacje po tak ekstremalnym wspinaniu…

20170930_140317-01(1)

Ostatnie kilometry w dół, potem jeszcze mała szutrowa serpentynka, krok za kroczkiem  i widzę tabliczkę z strzałką DO METY. Wiem z informacji z briefingu że zostało tylko kilkaset metrów. Jeszcze stromy zbieg po kamieniach, jakaś dziewczyna bijąca brawo, przebiegam przez mostek i wzdłuż strumienia wpadam na metę Beskidy Ultra Trail! 10 godzin i 40 minut na zegarze! Zrobiłem to! Wygrałem z tą bestią! :)

20170930_144840-01

Na szyi piękny stylizowany na witraż medal z logiem imprezy, kilka zdjęć wymian zdań i siadam na ławeczkach przy cateringu. Odpoczywam, rozmawiam z dziewczynami które skończyły przed chwilą. Wszyscy jedziemy z ostrymi słowami na ostatnią ścianę śmierci tuż przed metą. Oj tak na pewno zostanie w naszej pamięci na zawsze :) Do mety dobiegają w odstępach kolejni zawodnicy z U40, U60.

20170930_150337

Ci z U90 i U130 dobiegną później i będą dobiegać przez całą noc. Limit 29 godzin na U130 daje im szansę dobiegnięcia do mety aż do niedzieli do 9:00 rano i tak też będzie się działo. Przez całą noc z balkonu widziałem bohaterów którzy w ciszy, przy oklaskach zaledwie kilku osób z obsługi technicznej docierali do mety i pokonywali swoje słabości. Dla siebie, dla własnej satysfakcji i spełnienia. To jest właśnie esencja biegania Ultra! To jest właśnie wygranie z samym sobą!

20171001_073409      (Zawodnik BUT130 dociera na metę w niedzielę ok 8:00 po 28 godzinach na trasie)

Na każdym etapie tego wyścigu mega pomocni byli wolontariusze i organizatorzy. Od wydawania pakietów, przez strefę startu i mety aż do ludzi pracujących w terenie na poszczególnych punktach. Uśmiech, wsparcie, pomoc. Brawo dla wszystkich którzy zostawili kawałek swojego serca przy tworzeniu tego wydarzenia! Jesteście wielcy!

20170928_170510-01(1)

Beskidy Ultra Trail jest trudny. Beskidy Ultra Trail boli. Beskidy Ultra Trail jest piękny. Bo podejmując to wyzwanie przesuwasz swoją własną granicę. Przekonujesz się, że jesteś w stanie zrobić więcej niż Ci się wydaje. I to jest właśnie Twoja nagroda ze te kilkanaście, kilkadziesiąt godzin spędzonych na trasie. A ich wspomnienie dodatkowo zostaje z Tobą na całe życie…I dlatego warto spróbować się z nim zmierzyć!

Byłem. Zwyciężyłem. Polecam!

Chris Kwacz

Reklamy

5 uwag do wpisu “Beskidy Ultra Trail 2017 czyli możesz więcej niż Ci się wydaje!

  1. W ultra cholernie ważna jest i głowa i żołądek. Być może nadmiar żeli zadziałał negatywnie. Najlepiej jak najwięcej jeść tego co na co dzień.
    Pozdrawiam.

    Polubienie

  2. Świetny opis, gratuluję BUT’a, ja planuję start w tej imprezie w 2018, a Klimczok – trasa jest mega, biegałem tam sobie w lipcu, przewyższenie daje w kość – ale chyba o to nam chodzi :) Jeszcze raz gratki za wyzwanie i realizację!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s