Earth Wind Sweat & Fire Łeba 2017

Są takie wydarzenia, które wymykają się standardowemu katalogowaniu. Są takie imprezy, które ciężko włożyć do jednej szuflady bo w swoich założeniach łączą w sobie wiele różnych formatów. Z pewnością pierwsza edycja Festiwalu Biegowego Earth, Wind, Sweat & Fire w Łebie należy właśnie do tej grupy. Dzisiaj kilka słów o tym wyjątkowym evencie, który miał miejsce w dniach 1-3 września 2017 roku w nadbałtyckiej Łebie!

DCIM/100MEDIA/DJI_0610.JPG

20170901_142503-01

Jako, że od kilku miesięcy byłem ambasadorem tego wydarzenia, z pewnością moje postrzeganie całości imprezy będzie mocno subiektywne. Ale tak to jest, gdy angażujesz się emocjonalnie i czasowo w nowy, obiecujący projekt. Grzegorz, organizator całości akcji wymyślił sobie formułę rzadko spotykaną w Polsce. Formułę trzydniowego festiwalu biegowego w którym przez trzy kolejne dni zawodnicy mają szansę wystartowania na 10 kilometrowym, pół maratońskim i maratońskim dystansie. Z racji urokliwego położenia Łeby, miasteczka wciśniętego pomiędzy dwa cudowne jeziora w Słowińskim Parku Narodowym, a dodatkowo oblanego Bałtykiem z północnej strony, wiadomo było, że trasa biegowa będzie jednym z najsilniejszych i najciekawszych elementów całości imprezy. I zdecydowanie tak właśnie było!

20170902_153922-01

Kiedy w całej Polsce padało, nadmorski zmienny klimat okazał się dla biegaczy bardzo łaskawy. Praktycznie przez cały weekend trwania zawodów pogoda była bardzo dobra do biegania. Trochę słońca, trochę chmur, z przelotnymi lekkimi opadami deszczu. Przybyłem do Łeby już w piątek jako, że miałem zamiar wystartować w tym dniu w pierwszym z trzech zaplanowanych biegów, czyli szybkiej 10 kilometrowej trasie biegnącej po części miejską plażą a po części uliczkami miasteczka.

20170901_132504(0)-01

Po dojechaniu na stancję podstawionym specjalnie meleksem ( VIP!) zakwaterowaniu się na stancji, szybkie przebranie ciuchów i udanie się na miejsce startu. Wyruszaliśmy spod Szkoły Podstawowej w Łebie, gdzie odebrałem pakiet startowy od harcerzy i zacząłem rozglądać się za strefą startu. I tu trochę zdziwienia, bo nie było jakiejś dużej zorganizowanej strefy start/meta. Mieliśmy tylko dużą dmuchaną bramę startową, bramkę pomiaru czasu i pobliską łąkę na której trwały przygotowania do ogniska.

21151248_1334333093331136_6647176011558151742_n

Frekwencja niewielka, bo to pierwsza edycja lokalnej imprezy a w mieście nigdy wcześniej nie odbywały się żadne zawody biegowe. W samym biegu na 10 kilometrów ostatecznie wzięło udział ok 70-80 osób. Najbardziej zabrakło mi na starcie wodzireja, który z megafonem w ręku informowałby zdezorientowanych lekko biegaczy, o tym co się dzieje, o której stratujemy i jaki jest plan kolejnych minut. Po spontanicznej rozgrzewce przeprowadzonej przez Mateusza Jasińskiego z TrenerBiegania.pl, który także zaszczycił ten bieg swoją obecnością, ruszyliśmy z kilkunastominutowym opóźnieniem na trasę.

21314509_1337862419644870_701788283063428586_n

Wiodła ona w większości asfaltowymi uliczkami Łeby z jednym ponad kilometrowym wybiegnięciem na miejską plażę gdzie wzbudzaliśmy sporą sensację wśród leżących plażowiczów, tym bardziej że nasz peletonik zamykał policjant na koniu :) Bieganie po plaży miało być przedsmakiem tego co czeka nas w kolejny dzień kiedy zaplanowana była bardzo mocno trailowa trasa półmaratonu której większość dystansu przebiegała właśnie brzegiem morza.

21271274_1336415353122910_3607552855969409439_n

Z kontrolowanym tempem utrzymywałem się tuż za czołówką biegnąc w okolicach 6-7 miejsca. Po zbiegnięciu z plaży i kilkuset metrach pobliskimi urokliwymi lasami, wpadliśmy na szutrowe drogi wokół Łeby. Stawka rozciągnęła się znacznie więc była okazja na wyrównanie tempa i uspokojenie emocji. Na trasie rysowane były strzałki i rozstawieni harcerze, ale zdarzały się miejsca w których panowała lekka dezorientacja gdzie mamy biec dalej. W okolicach 7-8 kilometra dopadłem biegnącego przede mną biegacza i przyspieszyłem sunąc do centrum miasta i mety. Niestety na 9 kilometrze nie było na ulicy harcerza, który powinien skierować mnie w uliczkę w bok i pobiegłem prosto co skutkowało zrobieniem kilkuset dodatkowych metrów i koniecznością cofania się na dobrą trasę, oraz utratę 6 pozycji.

21272661_1338580156239763_2128448655661844564_n

Do mety dobiegłem w okolicy 15 miejsca wkurzony solidnie, bo przez brak kierującego ruchem straciłem kilka minut i kilkanaście pozycji…. No nic, to tylko zabawa ale zdecydowanie oznakowanie trasy do poprawy!

20170901_162506-01

Po wpadnięciu na metę okazja do zjedzenia kiełbaski z ogniska i wypicia lokalnego piwa z Browaru Łebski. Ogromny plus takich małych wydarzeń to szansa porozmawiania i poznania praktycznie wszystkich startujących, bo przy takiej grupie nie było problemów z integracją. To na pewno wielki plus takich niedużych wydarzeń. Następnie wręczenie pucharów i podium dla zwycięzców. i tak zakończył się pierwszy dzień zawodów.

20170901_163139-01

21317844_1339595322804913_7615231707556864742_n

Z Mateuszem postanowiliśmy wykorzystać wieczór do wprawy na słynne Ruchome Wydmy, gdzie dotarliśmy wieczorem i wracaliśmy do miasta przy EPICKIM zachodzie słońca robiąc dodatkowe kilometry truchtem na plaży. Było warto, pomimo, że po zachodzie słońca zaczęło mocno padać! Klimat niesamowity!

20170901_183120-01

20170901_194808_002-01ww

Sobota rano przywitała Łebę lekkim zachmurzeniem i przyjemną temperaturą. To samo miejsce startu, tym razem w trochę innej obsadzie, bo część zawodników zapisała się na pojedyncze wybrane biegi, o 10 rano miał rozpocząć się najfajniejszy bieg weekendu, czyli Trailowy Półmaraton. Trasa brzegiem Bałtyku aż do Wydmy Łęckiej i po nawrotce powrót plażą aż do Łeby gdzie po końcowych czterech kilometrach asfaltem wpadaliśmy na metę dystansu. W połówce wystartowało ok 50 osób dla części z nich były to debiuty na dystansie półmaratonu (Hey Kamila!).

21369258_1335088383255607_9127868298016908948_n

Krótka rozgrzewka, wszyscy gotowi i ruszamy. Po raz kolejny trzymam się blisko czołówki i po przebiegnięciu przez centrum miasta wpadamy na ulicę Turystyczną a od 3 kilometra na plażę Bałtyku. Kolejne 4 kilometry suniemy brzegiem morza, co jeśli ktoś z Was biegał kiedykolwiek na plaży nie jest takie przyjemne jak bieganie po asfalcie. Ścięgna i mięśnie w zapadającym się piasku wykonują trzy razy cięższą pracę więc bieg w takich warunkach daje popalić. Do wyboru są także dwie strategie. Albo biec bliżej środka plaży i zapadać się w sypkim piasku, albo biec twardym brzegiem morza narażając się na fale, które zalewają nasze buty. Zdecydowałem się na tą drugą strategię, co oczywiście zaowocowało totalnie przemoczonymi butami, bo przy którejś już niespodziewanej fali zalewającej buty i skarpetki przestaje to mieć już jakiekolwiek znaczenie. Około 7 kilometra zbiegaliśmy z wydm na piękny szlak prowadzący do Wydmy Łęckiej. Urokliwe lasy, w pięknej zielonej soczystej oprawie, te kilometry wspominam najlepiej. Powoli zacząłem przesuwać się do przodu stawki.

21371355_1337107406387038_7911055336609797097_n

W okolicach 10 kilometra dobiegamy do największej ruchomej wydmy w Polsce czyli Wydmy Łęckiej stanowiącej część Słowińskiego Parku Narodowego. Wielki podbieg na górę piachu i widok jak na powierzchni kosmosu. Morze piachu, i majaczące gdzieś w oddali tafle jezior.

21231994_1337126046385174_8350186920848013959_n

Pędzimy dalej zawracając w kierunku brzegu morza aby kolejne 7 kilometrów sunąć z powrotem do Łeby. Dystanse pomiędzy zawodnikami się powiększyły, to był moment kiedy poczułem to miejsce, jego klimat, szumiące fale i radość z biegania w takim wyjątkowym terenie! Były okolice 15 kilometra a mi się chciało krzyczeć i śpiewać. Była MOC!

21272117_1337130026384776_7161313357681744217_n

W okolicy 17 kilometra punkt nawadniania z którego nie skorzystałem, i wpadamy z powrotem na asfalt do miasta. Tu trochę zamieszania z oznaczeniem trasy, ale udaje się nie zgubić ścieżki i na ostatnim kilometrze dopadam jeszcze zawodnika który uciekał mi przez ostatnie kilkanaście kilometrów. Jestem Piąty w OPEN! Jest sztos!

20170902_121115(0)-01

Medal na szyję, rozmowy, wymiana zdań, zdjęcia i oczywiście kolejne wielkie ognisko z pieczeniem kiełbasek i godziną rozmów i wspomnień. Pogoda dopisała, nagrody także nie były złe więc sobota jeśli chodzi o podejście ludzi, przepiękną trasę, sam klimat imprezy zdecydowanie bardziej zagrała! Do dopięcia sprawy związane z animacją strefy startu i mety oraz bezpiecznym oznakowaniem całej trasy i byłoby naprawdę dobrze!

21271289_1337148216382957_3020572607489853009_n

21270832_1337150056382773_130789947595407407_n

21317983_1337149826382796_4366933476250374364_n

W niedzielę rano wracam do Poznania, bo czeka mnie długa kilkuset kilometrowa podróż, a grupa kilkunastu śmiałków wyruszyła na trasę Maratonu, który z racji zapisanych uczestników stał się bardziej wspólną wycieczką biegową niż poważną rywalizacją o miejsca na podium. Przepiękne tereny i odwiedzane miejsca z pewnością jednak warte były biegu!

21231782_1336054436492335_619123101966851809_n

Podsumowując pierwszą edycję festiwalu Earth Wind Sweat & Fire. Jest mnóstwo rzeczy nad którymi trzeba mocno popracować. Od organizacji strefy startu/mety po zabezpieczenie i oznakowanie samych tras biegowych. Przez animatora, prowadzącego imprezę, w ryzach i terminach aż do pomysłu atrakcji i uzupełnienia strefy finiszera. Ale to miejsce ma w sobie ogromny potencjał. Potencjał jednej z najpiękniejszych trailowych tras jakimi przyszło mi ostatnio biegać. I przy dograniu spraw organizacyjnych ma szansę stać się atrakcyjnym i wyjątkowym festiwalem biegowym na skalę Polski. Czego gorąco mu życzę! Do zobaczenia w przyszłym roku w Łebie!

Chris Kwacz

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s