3x Śnieżka = 1x Mont Blanc

Start w Mistrzostwach Polski w Górskim Bieganiu Długodystansowym czyli czwarta edycja imprezy 3xŚnieżka = 1xMont Blanc miała być dla mnie największym wyzwaniem w pierwszej połowie sezonu 2017. Takie były plany. W międzyczasie jednak zapisałem się na Cross Ultra GWINT który odbywał się wcześniej, więc myślenie o Śnieżce przez jakiś czas odeszło w cień. Po zmaganiach na dystansie 110 kilometrów w Lasach Wielkopolski zgodnie z przysłowiem „co się odwlecze to nie uciecze!”, przyszedł jednak czas na walkę w Karkonoszach!

3xŚnieżka jako wydarzenie daje Ci wielce świadomy wybór: Możesz pobiec 1 pętlę i przeżyć fajną przygodę, pobiec dwie i ostro się zmęczyć, albo wybrać trzy i odlecieć. Jako, że był to dla mnie pierwszy poważny bieg Górski zdecydowałem się zapisać na dystans średni, na którym w tym roku rozgrywane były także oficjalne Mistrzostwa Polski w Górskim Bieganiu Długodystansowym co dodatkowo przeważyło szalę, bo jednak być sklasyfikowanym w Mistrzostwach Kraju to zawsze dodatkowa frajda. Nasza trasa w pierwszej pętli pokrywała się z dystansem mini w drugiej zaś mieliśmy zdobywać Śnieżkę innym podejściem, malowniczym ale niesamowicie ciężkim wejściem przez Łomniczkę. Dystans 36 kilometrów i przewyższenia na poziomie ponad 2100 metrów zapowiadały niezłe wyzwanie. Szczególnie dla biegacza takiego jak ja, który dotychczas nie wychodził z lasów, pól i jezior i była to dla mnie pierwsza próba zasmakowania biegu w prawdziwych górach. Oj, było warto!

20170624_101230Już na kilka tygodni przed imprezą udało mi się zabookować pokój w nowo odnowionym Domu Górskim w centrum Karpacza. Gdyż planowałem przyjechać w piątek, 23 czerwca dzień przed planowanymi zawodami i zostać do niedzieli ciesząc się z mini weekendu w górach. Nie miał on być chilloutowy i relaksujący ale o to chodziło! Ważne, że dzięki bieganiu po raz kolejny mogłem pojechać w miejsce które lubię i do którego wracam czyli w Polskie Karkonosze. Dzięki faktowi przyjazdu na zawody, gdzieś w korespondencji z właścicielem Pensjonatu wyszła kwestia prowadzenia bloga i właściciel zdecydował się obdarzyć mnie najpiękniejszym pokojem w swoim królestwie takim z widokiem na Panoramę Karkonoszy. Żebym miał co wspominać i opowiadać :) Zapowiadało się więc fajnie!

20170623_154333-01W piątek o 6 rano wyruszyłem pociągiem Regio Kamieńczyk, który łączy bezpośrednio Poznań z Szklarską Porębą. Ta idealna forma transportu w zaledwie pięć godzin przeniosła mnie z deszczowego i pochmurnego Poznania do słonecznego i pięknego Karpacza. Linia chmur utrzymywała się na poziomie Wrocławia i praktycznie był to constans przez cały weekend. Dopiero więc przy powrocie w niedziele zobaczyłem znowu chmury w momencie kiedy zbliżałem się do Poznania :) Niestety w Karpaczu nie działa stacja PKP więc wysiadłem w Jeleniej Górze z którego do oddalonego o 20 kilometrów Karpacza kursują regularne prywatne kilkunastoosobowe mini busy. Po półgodzinnej jeździe kręconymi drogami ląduję więc w piątkowe południe w centrum Karkonoskiego Miasteczka!

19260585_10155566574374917_1133390134701286211_n

20170623_072658-01

Bez trudu odnajduję swój Dom Górski, który mieści się tuż obok popularnej Restauracji Wiszące Tarasy i okazuje się, że muszę poczekać godzinkę na właściciela, bo Pensjonat prowadzony jest w stylu AirBnB czyli nie ma ciągłej recepcji a doba zaczyna się od 14. Postanawiam więc usiąść na herbatę w restauracji po drugiej stronie ulicy i spokojnie poczekać na umówioną godzinę. Tam ma miejsce jedna z najbardziej dziwnych przygód jakie mnie w życiu spotkały. Siedząc spokojnie jako jedyny gość w ogródku, widzę zbliżającego się do mnie faceta w czerwonej kurtce i spodniach moro. Zatacza się jest mega nawalony albo naćpany. Gość podchodzi do mnie, patrzy na mnie i rozchyla kurtkę. Zza pazuchy wystaje rękojeść pistoletu!? Nie wiem co mam robić. Gość jest metr ode mnie, nie ucieknę, stoję i patrzymy się na siebie. Po dłuższej chwili gość obraca się i zataczając się idzie dalej. Po minucie wraca jednak do ogródka, siada przy stoliku obok i wyciąga spluwę, która przy bliższym zbliżeniu okazuje się atrapą pistoletu. Taką która strzela kulkami pod ciśnieniem naboi CO2. Gościu strzela parę razy w płot, wypala fajkę wstaje i idzie dalej. W tym momencie podjeżdża patrol Policji który z wyciągniętymi spluwami, rzuca go na ziemie, skuwa w centrum miasta i wbija do radiowozu. Jakaś masakra! Z pewnością ktoś dzwonił na Policję i zawiadomił ich, że po centrum biega szaleniec z pistoletem. W głowie tabun myśli. A jeśli pistolet był prawdziwy a gościu na dopalaczach i nie miał pojęcia co robi? Mogło być niewesoło. Świat jest popierdolony…

19399067_10155567427694917_4973379722643219488_n

Rozkojarzony tym niesamowitym wydarzeniem, bookuję się w Domu Górskim rozmawiając z właścicielem o tym zdarzeniu sprzed paru chwil. Dostaję piękny pokój w stylu skandynawskim na drugim piętrze z cudowną panoramą Karkonoszy, którą będę podziwiał rankami i wieczorami przez kolejne dni. Jest też super maskota krasnal Liczy Rzepa więc krecik miał kumpla :) Polecam Wam miejscówkę, bo Dom Górski jest w świetnym skandynawskim surowym stylu, odnowiony, z przyjemną obsługą i smacznymi śniadaniami w stylu stołu szwedzkiego! Ja tam na pewno będę wracał!

19250269_10155568352149917_1311136774_o2

19489978_10155568702724917_730906880_oss

19429954_10155573178104917_5636909730714200602_n

Jest piątek jest po 14 nie ma co się zastanawiać trzeba korzystać z okazji! Przebiegam się w biegowe ciuchy i robię mały rekonesans po okolicy. Już sam wbieg z Dolnego Karpacza do Górnego pokazuje co mnie czeka kolejnego dnia. Jest spore nachylenie i biegając po Białym Jarze, w okolicach Dzikiego Wodospadu a następnie wbiegając do Świątyni Wang już można było się zmęczyć. Po małym popołudniowym tournee i wykręceniu 12 kilometrów treningu zbiegam na stancję, bo po 17 zaczyna się wydawanie pakietów startowych i całość imprezy dla której tu przyjechałem! Mistrzostw Polski w Bieganiu Górskim!

20170623_151653-01(1)

20170623_161248-01-01-01

20170623_152705-01(1)

Sama strefa startu/mety umieszczona została w Hali Widowiskowej tuż przy głównym deptaku Karpacza. Świetne rozwiązanie bo przez cały czas trwania zawodów w tym miejscu było mnóstwo ludzi. Turyści, lokalni mieszkańcy dopingowali i stanowili wspaniałe wsparcie całego wydarzenia. W hali nie ma tłoku bez problemu odbieram swój pakiet i numer startowy. Na miejscu można było też skorzystać z masaży i kupić niezbędne wyposażenie żelowo- energetyczne na stoiskach High5. jak zwykle sporo rozmów, sporo osób podchodzi się przywitać, porozmawiać, mówi, że śledzi bloga! Mega fajnie i mocno energetycznie!

20170623_173009

20170623_173929

Spotykam znajomych Night Runnersów z Poznania, spotykam silną ekipę z Kościana, zapowiada się świetna impreza. Przed samą halą odbywa się także dodatkowy mini festyn dla dzieci, jest też pokaz możliwości samochodów Mercedesa, który było patronem wydarzenia.

20170623_174336-01(1)

20170623_174828

Po odebraniu pakietów i sympatycznym networkingu wracam na stancję, czas odpocząć i przygotować się do kolejnego dnia! Na pewno muszę wspomnieć kilka słów o pakiecie startowym tego biegu, bo z całą pewnością jest jednym z najfajniejszych jakie dostałem. Zawsze uważałem, że pakiet powinien zawierać gifty, które są przydatne i użyteczne. Tu było tak w 100%. W zestawie oprócz chipu i numeru startowego otrzymaliśmy świetny rozkładany plastikowy wielorazowy kubek, z którym pobiegłem od razu kolejnego dnia ( po wymianie kolorów! Pozdrawiam zielony!), brandowana logiem imprezy oryginalna piękna buffka od BUFF’a, darmowy żel energetyczny, pięknie wydany album o Polskich Mistrzach Sportowych oraz stylowa techniczna koszulka. Te rzeczy naprawdę robiły wrażenie! Chapeau Bas organizatorzy!

20170623_191102-01

W międzyczasie przygotowałem swój zestaw startowy na kolejny dzień. Nauczony doświadczeniami z Ultra GWINTA nie brałem żadnych batonów, postanowiłem zabrać tylko kilka żeli i jakieś owoce na trasę. Biegłem z bukłakiem więc izotonik też się przyda! Na sobotę pełne słońce więc cały zestaw na krótko, co okazało się bardzo dobrym pomysłem.

20170623_192801-01

W sobotę obudziłem się o 6 rano i po małym śniadaniu w CUDOWNYCH okolicznościach, bo zjedzonym na balkonie z widokiem na szczyty Karkonoszy na które miałem wbiegać już za kilka godzin, rozrobiłem izotonik w bukłaku, spakowałem się, sprawdzając czy nie zapomniałem żadnych rzeczy, wsadziłem krecika do kieszonki i ruszyłem na start zawodów! Leeeecimy!

20170624_061737-01

Start wszystkich trzech dystansów zaplanowano na 9:00 więc ruszaliśmy sporą grupą. Ostatecznie było prawie 350 biegaczy, którzy zdecydowali się na dystans mini czyli jedną pętlę z wejściem na Śnieżkę, ok 250 startujących na dystansie średnim z dwoma wejściami na Śnieżkę i ponad 200 biegaczy biegnących Ultra czyli wchodzących trzy razy na najwyższy, liczący 1602 metry szczyt Karkonoszy. Na kilkadziesiąt minut przed startem okolica zaczęła się zapełniać. Jak zwykle podniecenie i bojowe nastawienie, dużo rozmów jeszcze więcej wspólnych zdjęć z startującymi Moversami i już powoli zbliżaliśmy się do godziny zero. Jeszcze odprawa i kilka porad od organizatorów i już czekaliśmy gotowi na linii startu. Piękna pogoda. Temperatura w okolicach 27 stopni. Pełne słońce. Czas ruszać po przygodę!

before1

20170624_084627-01

Strzał startera i tłum biegaczy przy aplauzie kibiców rusza asfaltowymi ulicami Karpacza. Pierwszy kilometr to bieg przez miasto i delikatne rozgrzanie organizmu. Jednak już od drugiego kilometra, wbiegamy na szutrową, kamienistą drogę i lasami reglowymi kierujemy się w kierunku Szerokiego Mostu. I to jest właśnie piękno biegania w górach. Praktycznie od 2-3 kilometra nie było już szans na swobodny trucht od razu dostajemy fangę w nos od natury. Nachylenie terenu radykalnie się zmienia i większość biegaczy przechodzi w marsz rozpoczynając wspinaczkę. Bardzo duża część startujących idzie z kijkami które stanowią ogromne wsparcie na tym terenie. Jest tłoczno, jest nas kilkaset osób ale to dopiero początek biegu. Profil trasy nie daje szans na odpoczynek. Już w okolicach 3-4 kilometra jestem spocony i zmęczony. A my dopiero zaczynamy wspinaczkę. Las reglowy przechodzi w duże bloki skalne i zaczynamy prawdziwą wspinaczkę w kierunku Kruczych Skał. Jest zielono, świeci słońce, ptaki śpiewają, my biegniemy. Wszystko się zgadza! :)

19400075_1760561660624756_2143548516411198824_n                                                                ( Foto by BikeLife)

W okolicach 5 kilometra część mniej przygotowanych biegaczy dostaje zadyszki i widać, że już się męczą. Ja dopiero się rozkręcam więc zaczynam wyprzedzanie na wejściu na Sowią Przełęcz. Organizm rozgrzany, jest energia więc większymi susami wyprzedzam we wspinaczce kolejnych zawodników. Punkt kontrolny, wolontariusze spisują numery przebiegających zawodników, żartujemy, jest dobrze! W okolicach 6 kilometra pierwsze duże wypłaszczenie. Docieramy do Czarnej Kopy teraz przed nami bieg wąskimi ścieżkami wysokogórskiej roślinności aż do stóp samej Śnieżki, która majestatycznie odsłania się przed nami. Proszę kogoś o zrobienie foty na trasie, ten widok jest nagrodą za ostatnie kilka kilometrów ostrej wspinaczki!

20170624_101214-01

W długim wężyku dobiegamy do Śnieżki i zaczynamy ostatnie kilometry pierwszego podejścia pod tą górę. W połowie wejścia przecinamy trasę zbiegową i widzimy sunącą elitę, która już zdobyła szczyt i pędzi w dół, pędzi do schroniska! My będziemy w tym miejscu za kilkanaście minut :) Kondycyjnie czuję się świetnie, adrenalina i endorfiny szaleją. Podchodzę pod wypłaszczenie, na którym mamy tylko nawrotkę a na niej stoi z aparatem Tomek Szwajkowski i łapie mnie w momencie wejścia na sam szczyt Śnieżki!!! :)

19399776_10155573737709917_4684875047509251452_n                                                       (Foto by Tomasz Szwajkowski)

Zaczynamy zbieg w dół. I powiem Wam, że nawet teraz, kiedy siedząc w domu piszę ten tekst, to mam ciary! Cudowny, majestatyczny widok na całą trasę i Schronisko Pod Śnieżką na samym dole! Z przodu majaczą tylko sylwetki biegaczy lecących na pełnej prędkości w dół! Zaczynam zbiegać i zaczynam wrzeszczeć… Przez kilkaset metrów drę japę jak oszalały! Drę się bez krępacji! Cudowne uczucie, kiedy po ostrej wspinaczce zaczynasz zbieg z takimi widokami przed Tobą! Endorfiny szaleją! Czysta Magia!

20170624_103359-0119399287_1760541517293437_5650036428181378551_n19424277_631396363719496_6710808469444199594_n                                                            (Foto by Hernik Team)

Niestety zaczynają wyprzedzać mnie inni biegacze. Staram się zbiegać najszybciej jak potrafię, chociaż gdzieś z tyłu głowy jest blokada „…uważaj jak stawiasz nogę bo jak się wywalisz, to lecisz na łeb na szyję, śmierć na miejscu!” Zbiegam w dół a co kilkadziesiąt sekund wyprzedza mnie kolejny biegacz! Jak oni to robią!? Jak oni mogą tak szybko zbiegać! Moje niedostatki techniki przy zbieganiu wychodzą na wierzch. Płacę frycowe. Przy podejściu moc i siła dawała przewagę, przy zbiegach braki techniki powodują frustrację. No cóż, wiem nad czym mam popracować w najbliższym czasie!

19441764_1412503368815221_449487273869660990_o2                                                                 (Foto by Biegający Foto)

Trasa jest trudna, zbieg pełny skał i kamieni oraz wystających korzeni i trawy, więc wszyscy w skupieniu stawiają kolejne susy. Śląska Droga staje się jeszcze bardziej stroma i na odcinku kilkuset kolejnych metrów muszę łapać się kamieni aby schodzić bezpiecznie w dół. Męczące i wymaga totalnego skupienia!

19467923_1412493122149579_6959931602801242369_3o                                                               (Foto by Biegający Foto)

Na szczęście w okolicach 14 kilometra kończą się kamienie i mogę wyraźnie przyśpieszyć. Zaczynam nadrabiać tempo i wyrównywać dystans. Ostatnie trzy kilometry pętli to wbieg od stacji kolejki linowej w Karpaczu do samego centrum miasta. Mijamy biegaczy, którzy rozpoczęli już drugą pętlę i wracają na trasę właśnie drogą do Białego Jaru. Oczywiście pozostają tylko czerwoni i czarni, bo żółci kończą tutaj swoją przygodę przekraczając linię mety w centrum miasta. Wbiegam główną ulicą, przy gorącym dopingu publiczności, spoglądam na wyświetlacz: na zegarze 2 godziny i 13 minut! Jest naprawdę nieźle! Wykręcam za linią mety i zaczynam kolejną pętlę. Kurde, przecież znowu muszę się wdrapać na tę górę! – zaczyna docierać do mnie w głowie ta niewdzięczna myśl. Czuję już zmęczenie, ale nie jest tragicznie. Wiem jednak, że tym razem nie będzie już tak różowo. Niestety nie zauważam, że przy wykręcie była strefa odpoczynku i praktycznie od razu zaczynam drugą pętlę. Szkoda, bo potrzebowałem w tym miejscu chwili oddechu. Znowu wspinamy się do Białego Jaru i stacji Kolejki Linowej. Tym razem jednak skręcamy w lewo i ruszamy w kierunku Łomniczki, bo druga pętla to podejście na Śnieżkę właśnie tym wymagającym szlakiem!

FB_IMG_1498681034154                                                         (Foto by Tumieszkagnieszka)

Wybiegamy powoli z miasteczka, i wbiegamy ponownie w las. W sumie wbiegamy to za dużo powiedziane. To jest już bardziej Galloway gdzie ponad połowa czasu upływa na spacerze. Ale nachylenie terenu i zmęczenie nie pozwalają na nic więcej. Ktoś mnie zaczepia. To Bartek którego pamiętacie może z mojej opowieści z GWiNTA ( tak, ten gościu który siedział z nosem w telefonie na każdym z POK’ów!), Bartek mówi, że przez ostatnie cztery kilometry próbował mnie dogonić. Mówi też, że przed nami najpiękniejsze widoki na trasie, bo wejście Łomniczką jest wyjątkowe. Ale też cholernie trudne…

19397050_1760541870626735_361257701815485976_n                                                              (Foto by BikeLife)

Tu chyba był mój najgorszy moment biegu. Czułem się zmęczony, osłabiony, a wiedziałem, że przede mną wciąż najgorsze kilometry. Byliśmy na 23-24 kilometrze i mieliśmy przed sobą 5-6 kilometrów totalnej, twardej wspinaczki. Na trasie spotykam także Ewelinę Matułę, świetną biegaczkę górską z Poznania. Ewelina cofa się do miasta bo ma problemy z dłońmi które strasznie jej spuchły. Nie chce ryzykować zdrowia, tym bardziej że jest dopiero w połowie trasy bo zdecydowała się na dystans długi. Rozsądek przede wszystkim! W małej grupce biegaczy wychodzimy z lasów i zaczynamy nasze podejście pod Łomniczkę.

19510132_299736207098608_8505312817744441003_n                                                                 (Foto by Mammot)

To co widać na początku podejścia jest zarazem piękne jak i straszne. Piękne bo widzimy cudowny szlak wijący się w górę z oddalonym gdzieś o parę kilometrów majaczącym szczytem Śnieżki. Straszne bo wiesz, że musisz tam wleźć a nie masz już zbyt wiele siły! Tu tylko głowa może pomóc, bo Twój organizm zaczyna już wołać, że ma dość. Staram się wepchnąć w siebie pierwszy żel, to był chyba błąd że tak późno zacząłem suplementację. Czuję, że nie mam energii i siły po tych malutkich dwóch tabletkach Dextro, które zjadłem na pierwszej pętli…

20170624_122118

Zaczynamy wspinaczkę. Wyprzedzamy turystów wchodzących tym samym szlakiem, którzy śmieją się z nas, że oni nie mają już siły wejść tutaj pierwszy raz a my wbiegamy już kolejny. W sumie zabawne. Ale nie dla nas i nie w tej chwili. Przechodzimy przez mostki zawieszone nad Łomniczką. Wykorzystuję zimną wodę aby zmoczyć daszek i buffkę. Jest odrobina ulgi. Jest gorąco. Jest południe. Jest ciężko.

20170624_122719-01

Kolejne dwa,trzy kilometry trasy to masakrycznie strome półki skalne i walka o każdy metr. Na trasie kilku fotografów którzy uwieczniają wykrzywione w cierpieniu twarze wspinających się biegaczy. Trzymam ręce na kolanach. Oddech. Krok do przodu. Część biegaczy walczy z samym sobą. Mijam osoby siedzące na kamieniach i próbujące odpocząć kilka sekund. To miejsce boli. To miejsce spuszcza nam wpierdol. Nie ma litości!!!

19429720_1760542403960015_1134379576903324970_n                                                                    (Foto by BikeLife)

Wspinając się po niekończącej się serii nawrotów i serpentyn przed sobą widzę grupkę rozkrzyczanych młodych ludzi, bijących brawo. To wolontariusze z Schroniska Pod Śnieżką, którzy zeszli kilkadziesiąt metrów w dół i próbują wyciągnąć z nas ostatnie siły aby podejść na górę. Docieram do nich. I się zaczyna. Coca cola prosto z kubła lana do gardeł. Zimna woda z kubła lana prosto na głowę! Byliście po prostu najlepsi! Z pewnością uratowaliście w ten dzień wiele żyć! Dzięki wielkie dla Was kochani!

19399206_1760551697292419_4331490582346000415_n                                                                (Foto by BikeLife)

Jestem w Schronisku Pod Śnieżką. Piję jeszcze kubełek coli i zaczynam drugą tego dnia wspinaczkę na szczyt tej góry. Zabawne, w tym momencie staje się fakt, że dla większości zwyczajnych turystów to tylko ten trochę ponad kilometrowy odcinek stanowi ich zwycięstwo i zdobycie Śnieżki! Po wcześniejszym wjeździe wyciągiem, i dotarciu do Schroniska Pod Śnieżką ich największym wyzwaniem jest wdrapanie się przez ten kilometr! Dla nas to tylko wisienka, albo nawet truskawka na torcie :) Zaczynam ostatnie podejście!

19437371_1760647863949469_177312046249574783_n                                                                  (Foto by BikeLife)

Jest wczesne popołudnie, sobota, sezon letni. Na trasie mnóstwo turystów, więc przepychamy się w tłumie. Część z wspinających się bije brawo i dopinguje, ale są miejsca w których stoimy w ogonku i w wężyku poruszamy się do przodu. W niektórych miejscach wykorzystuję liny przyczepione do skał aby podciągnąć się rękami. Oczywiście większość czasu ręce na udach, co pomaga przy wspinaczce… Za kolejnym zakrętem, kolejnym krokiem postawionym przed siebie, wreszcie jest! To już tutaj! Jestem na szczycie Śnieżki drugi raz w ciągu kilku godzin! I co najpiękniejsze wiem, że nie będę musiał się dzisiaj już więcej wspinać! :) Zostaje mi jeszcze „tylko” siedem kilometrów zbiegów do centrum Karpacza! Jest radość, jest rogal na ustach! Widzę Bartka który odpoczywa na szczycie. Robimy sobie selfiaka,czyli zdjęcie radosnych „człowieków” na szczycie i zaczynam lecieć w dół!

20170624_130852

Kolejne kilometry to trasa którą już znam z poprzedniej pętli. Wracamy tą samą pełną kamieni i ostrych zbiegów Drogą Śląską. Zmęczone mięśnie więc spokojnie, nóżka tu, nóżka tam. Dystanse pomiędzy kolejnymi biegaczami już coraz większe, mijamy się coraz rzadziej. Taki urok długodystansowych biegów górskich. Na zegarze ponad 4 i pół godziny biegu a do mety zostało kilka kilometrów. Przeliczam że powinienem wpadać na metę w okolicach 5 godzin. Jestem mega zadowolony, bo przed startem zakładałem sobie okolice 5-6 godzin na trasie. Powinienem więc zrobić plan mega optymistyczny. Wypłaszczenie, zaczynają się lasy reglowe i szutrowe ścieżki. Znak, że jesteśmy blisko miasta. Docieramy do Białego Jaru i stacji kolejki. zbiegamy w dół i nagle ból w prawej łydce. Skurcz! Ale jaki wielki! Mięsień prawej nogi staje się kamieniem i jego kształt rysuje się spod skarpety kompensacyjnej. Siadam na trasie i wyję. Podbiega Bartek i jeszcze inny biegacz i chłopaki pomagają mi rozluźnić nogę. Przechodzi po kilkudziesięciu sekundach, ale łydka i tak boli jak cholera. Nic, dam radę do mety ostatnie dwa kilometry przez miasto!

FB_IMG_1498421541684                                                           (Foto by Hernik Team)

Truchtam z bolącą łydką do przodu, wbiegamy na asfalt, przy dopingu publiczności. Kilka zbiegów z Białego Jaru do Centrum i już jestem na ostatniej prostej. Na zegarze 5 godzin i 6 minut a ja kończę moją przygodę z 3xŚnieżka1xMontBlanc! Zajmuję 74 miejsce w Mistrzostwach Polski na ponad 250 startujących zawodników. W moim totalnym debiucie w bieganiu górskim! Jestem zmęczony ale mega szczęśliwy!

FB_IMG_1498681156253

20170624_141228-01

Trzymam kciuki za Bartka, który siedzi na mecie z rodziną i odpoczywa ale zaczyna za moment swoją trzecią pętlę. Wiem, że wszystko jest kwestią nastawienia i siedzi w naszej głowie, ale jeśli tego dnia miałbym dodatkowo biec jeszcze trzecią pętlę to byłoby cholernie ciężko. Widziałem na ostatnich kilometrach przed metą mijając biegaczy, którzy rozpoczynali swoją ostatnią część biegu, jak walczyli z samym sobą. Szacunek dla Was chłopaki za to, że daliście radę!

20170624_152526

Na mecie piękny stylowy medal z kryształu, który wytapiany był w Hucie Szkła w Karpaczu kilka dni przed samym biegiem. Będzie piękną pamiątką. Catering, picie, porcja pysznego jedzenia od Vegenerat Biegowy, rozmowy z biegaczami, zdjęcia i radość. Odpoczynek w pobliskiej karczmie i rozmowy o trasie, zmęczeniu i bieganiu ( Pozdro Asik i Twoja ekipa! Kuruj nogę!)

20170624_152801

19442091_1540012656019712_1784688810254808483_o

Zmęczony i obolały idę w kierunku swojej stancji. Medal na szyi, rogal na ustach, endorfiny w głowie! Ogromna satysfakcja, ogromne, zmęczenie, ale też piękna przygoda. Bieganie górskie jest cudowne. Daje niesamowitą frajdę, wymaga niesamowicie dużo, ale także ogromnie dużo daje w zamian. Wbieg na szczyt i nagroda w postaci cudownych widoków, panoramy i poczucia zrobienia czegoś wielkiego nakręca sprężynę na maxa! Zbieg z wrzaskiem na ustach ze szczytu góry powoduje ciary na całym ciele. Cudowne uczucie! Cudowny czas! Odsunięcie wszystkich innych normalnych codziennych myśli, trosk i problemów w tym wypadku jest totalne. Nie pamiętam abym przez te pięć godzin myślał o czymś innym niż o tym, co działo się wokół mnie. O tym, co działo się tu i teraz. To właśnie jest pełne doświadczanie życia w tym wyjątkowym momencie!

20170624_130837-01

Ogromne podziękowania dla organizatorów imprezy. Od samej strefy startowej, oznaczenia trasy po wolontariuszy i ich zaangażowanie w imprezie. Byliście wspaniali! Bez cienia wątpliwości polecam to wydarzenie dla wszystkich, którzy chcą poczuć jak to jest biegać w górach. I nie musicie być wcale stalowymi herosami aby doświadczyć tej frajdy. Dystans krótki i 18 kilometrowa jedna pętla z pewnością pozwoli Wam poczuć klimat i posmakować tych przeżyć. A jest osiągalna dla większości trenujących systematycznie biegaczy! Polecam Wam kiedyś spróbować uciec z asfaltu i miasta. Polecam Wam serdecznie!

Ps. Tak jak to z biegaczami bywa, zawsze chcą więcej… Dwa dni po powrocie z Karpacza zapisałem się na Beskidy Ultra Trail :) Tak więc już pod koniec września widzimy się w Szczyrku na trasie wymagającego Górskiego Ultra BUT60!

Chris Kwacz

 

Reklamy

14 uwag do wpisu “3x Śnieżka = 1x Mont Blanc

    1. Medale robiono w Hucie Szkła Julia w Piechowicach. No i dodałeś trochę piekła, bo było tak z 17, nie 27 stopni :D chociaż w południe już skwierczało. Pozdro!

      Lubię to

  1. Super tekst ! Czytałam na jednym oddechu a jak zobaczyłam siebie na jednej z fotek to już odlot całkowity. Co prawda ta silna ekipa z Kościana to chłopaki z Kościan Team a dziewczyny czyli ja i koleżanka to te szalone wojowniczki co eksperymentują biegowo na całego i dobrze im z tym !!!

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s