Rozalińska 13

Decyzja o moim starcie w Rozalińskiej 13 zapadła po tym, jak odezwali się do mnie jej organizatorzy proponując objęcie roli ambasadora biegu. Bo lokalna, poznańska inicjatywa, bo mój crossowy klimat, bo byłoby fajnie. Sprawdziłem więc co to za wydarzenie, którego trzecia edycja miała odbyć się 3 czerwca 2017 roku w Lusówku nad Jeziorem Lusowskim. Patrzę, nietypowy 13 kilometrowy dystans, sympatyczny cross wokół pięknego jeziora. No rzeczywiście, totalnie Rusałkowe klimaty! Bez długich namysłów, zgadzam się więc i wpisuję kolejny start do swojego kalendarza.

Czas leci szybko, po małej akcji promocyjnej biegu na blogu, rozdaniu w konkursie na fanpage dwóch zaproszeń na start i limitowanych buffek Mocy On The Move, okazuje się, że mamy ponad 300 osób na liście startowej, co stanowi rekord frekwencji ! Jest sukces, zapowiada się sympatyczne, lokalne święto w pięknych okolicznościach przyrody. Przeglądając zdjęcia z poprzednich edycji, nastawiam się na trasę podobną do tej nad Rusałką i Strzeszynkiem, czyli ubite, ziemne trakty wokół długiego rynnowego jeziora Lusowskiego. Ostatecznie nie biorę butów trailowych, wbijam się w treningowo-startowe Elitki Nike, co już za chwilę okażę się niezbyt mądrym pomysłem.

20170603_092829

Do Lusówka, osiedla domków jednorodzinnych dojeżdżam podmiejskim busem o szóstej rano w sobotę prosto z Poznańskich Ogrodów. Dzień wstaje piękny, pełne słoneczko, zapowiada się patelnia. No cóż, jest lato musi być ciepło parafrazując słowa klasyka. Dla mnie to okazja po raz pierwszy zobaczyć Lusowo, bo wcześniej nie miałem nigdy okazji i powodu aby wybrać się te kilkanaście kilometrów od Poznania. Wysiadam z busu, na Google maps wbita destynacja, ktoś chwyta mnie za ramię. „Cześć, jestem Kamila, obserwuję Twojego bloga!” padają słowa i już mam z kim iść następne dwa kilometry do osiedla w Lusówku. W trakcie rozmowy okazuje się, że mamy wspólnych znajomych, wspólną historię miejsca pracy i ogólnie czas mijał bardzo sympatycznie. Wreszcie po przejściu długiego asfaltowego podbiegu z przybitą obok drogi tabliczką 12 sugerującą jednoznacznie, że będziemy tędy wbiegać na metę, docieramy do nowego osiedla domków jednorodzinnych w Lusówku, czyli miejsca startu. Biegacze już zaczynają się zbierać, jest przed 9 rano, start za półtorej godzinki!

20170603_084531

Pobieram pakiety startowy od sympatycznych wolontariuszek, w zestawie równie sympatyczny kubeczek, numer startowy, trochę węglowodanów i stylowa płócienna torba.

20170603_085713

20170603_090314

Wypatruję Huberta, jednego z organizatorów wydarzenia, który pełni także rolę Dj’a na imprezie. Wbijam za decki i porywam tłumy do tańca przy dźwiękach The Prodigy. Nieeee, żartuję. Nie chcieli tańczyć chyba oszczędzali siły na nadchodzący bieg :)

20170603_091454_001-01

W zbierającym się tłumie biegaczy widzę laureatkimojego konkursu na blogu i oprócz pakietów startowych na ten bieg, wręczam im kultowe buffki On The Move :) Obiecują, że będą nosić! :) Rozmawiamy z dziewczynami chwilkę, po drodze łapią mnie kolejni Moversi, kilka przybitych piątek i wspólnych fotek no i powoli trzeba się przygotowywać do startu bo zostało już tylko kilkanaście minut do 10:00!

20170603_091033

Przy punkcie odbioru pakietów widzę księdza w sutannie, który przypina agrafki z numerem startowym. Wow, ale fajna postawa! Pasterz sam bierze udział w wydarzeniu które organizują jego owieczki! Zamieniamy kilka słów, wspólne zdjęcie, ksiądz prosi o wysłanie fotki MMS’em. Oczywiście proszę księdza! Jakby co Moversi, mam więc namiary na sympatycznego duszpasterza! :)

20170603_095043-01

Czas, czas, czas! Zaraz biegniemy! Szybka rozgrzewka, i już ustawiamy się na linii startu, na długiej prostej dojazdowej do osiedla. Jest nas prawie 300 osób, świeci słońce, zapowiada się sympatyczny, przełajowy bieg. Strzał startera i ruszamy w trasę!

18920944_1898740187050939_2811698418777863543_o                                                             ( foto by Darek Król)

Zaczynam dość szybko bo w okolicach 4:00 łapiąc się na ogon kilkunastoosobowej grupy prowadzącej. Po niecałym kilometrze po asfalcie, skręcamy w szutrową ścieżkę i zaczynamy przełajowe bieganie. Pierwsze 6 kilometrów trasy to osiedlowa wijąca się po polach droga z rozsianymi gdzie nie gdzie domkami jednorodzinnymi. Kurz, wiatr i słońce. Nasza grupka rozciąga się dość mocno, biegnę przez kilka kilometrów za chłopakiem ogolonym na łyso w okularach przeciwsłonecznych. Tempo ustabilizowane na okolice 4:10-4:15 co w dość wymagających przełajowych warunkach było dla mnie optymalne. Dużo szybkich zmian nachylenia trasy, krótkie ale intensywne podbiegu i zbiegi co kilkaset metrów. Na szóstym kilometrze wyprzedzam mojego zająca, i zbiegając w dół docieramy do brzegów jeziora Lusowskiego. Kolejne 5 kilometrów będziemy biec tuż przy jego urokliwej linii brzegowej.

Tu pierwsze wielkie zdziwienie. Zbiegając z szutrowej drogi wpadamy na pole przy jeziorze, gdzie biegniemy przez ścieżynkę pokrytą kępkami trawy. Jest tak wąska, że ledwo mieszczą się obie stopy… Hey, przecież miało być jak na Rusałce a jest jak na GWiNcie! Moje Elitki nie za bardzo pasują do terenu, zaczynam łajać siebie w głowie, że nie wziąłem trailowych papci… Połowa trasy przy Jeziorze, przypomina bardziej bieganie szuwarami i ścieżkami dla wędkarzy niż solidny trakt. Daje to sporo adrenaliny bo niektóre skręty są bardzo ciasne i przy szybkim biegu trzeba szybko decydować w którą ścieżkę skręcić. Wyprzedza mnie chłopak biegnący 100% naturalnie czyli na boso. Kozak! Tuż za nim mój zając z pierwszych 5 kilometrów. Siadam sobie spokojnie za nimi i spokojnie połykamy w ławie kolejne metry.

18838815_246268435777659_2466110368401014630_n                                                            ( Foto by Anna Strojna)

Jest chwila aby złapać oddech i rozejrzeć się dookoła. Jezioro rzeczywiście jest bardzo ładne, dzikie, z dużą ilością kwitnącej roślinności. Słońce odbijające się w jego tafli zmusza do zmróżenia oczu przy wpadaniu na otwartą przestrzeń z krótkich odcinków leśnych. Ścieżka zdecydowanie się poszerza, trafiamy na bardziej cywilizowany odcinek. Jesteśmy na 10 kilometrze, robię sobie szybki przegląd magazynów i zapasów mocy. Czuję się spoko, pełna kontrola, jest oddech, jest tętno, jest moc. Postanawiam docisnąć pedał gazu. Wyprzedzam chłopaka biegnącego na boso i po raz kolejny mojego zająca. Wypadamy na asfalt i żegnamy po lewej stronie brzegi jeziora Lusowskiego. Ostatnie 2 kilometry trasy to asfaltowa droga, którą okazję miałem już poznać w drodze na strefę startu. Cisnę i wyprzedzam kolejnych zawodników. Ostatni zakręt na podbiegu i jeszcze tylko 300 metrowa prosta do mety! Booom! 53 minuty, średnie tempo 4:10, 27 miejsce w Open. Jestem zadowolony, bieg pod pełną kontrolą, na 90% mocy z uśmiechem na ustach.

18922524_1898738783717746_3923631219930779311_o                                                             (Foto by Darek Król)

Medal, na mecie piątki z innymi zawodnikami i duuużo nowych twarzy Moversów których mam okazję poznać po raz pierwszy osobiście. Jak już pisałem wielokrotnie, uwielbiam gadać z Wami o waszych planach, startach, motywacji. To naprawdę daje mnóstwo pozytywnej energii!

20170603_110328

20170603_110437

Na metę wpadają kolejni zawodnicy, robię kilka zdjęć. Nagle zaczepia mnie Pani, która okazuje się być aktywną Moverką. Wiesia opowiada o tym, że biegła także GWiNTa 110 kilometrów wzbudzając mój podziw, tym bardziej, że jak sama mówi przepisała się z MINI w ostatni dzień przed startem :) Jesteś wielka!

20170603_110716

20170603_112747

Zaczyna się piknik po zawodach, biegacze w strefie kateringu obierają ciepły makaron z sosami, Dj leci z swoim setem, świeci słońce… Jest chilloutowy, piknikowy klimat małej kameralnej imprezy biegowej. Takiej, w której nie ma 5000 zawodników ale dzięki temu masz szansę porozmawiać z każdym i usiąść na trawie gdzie tylko chcesz. Harcerze zbierają fundusze na pomoc wydając pyszne, domowe wypieki za drobne „co łaska” do puszki. Przedstawiciele lokalnego GYM’u pokazują zestawy ćwiczeń wzmacniających. Tuż obok strażacy demonstrują sprzęt ciężki w akcji ratunkowej poszkodowanych w wypadku, powodując otwarte szeroko usta zgromadzonych obserwujących ich sprawną pracę.

20170603_111316

 

20170603_115714

20170603_113602

20170603_112139

W międzyczasie, organizator prosi mnie o kilka słów dla TVP3 Poznań która przygotowuje reportaż z Rozalińskiej 13. Całość kilkuminutowego materiału możecie zobaczyć TUTAJ  w tym także komentarz mojej skromnej osoby co do warunków panujących na trasie.

rozalin13

Ostatni biegacze przekraczają linię mety i zaczynamy uroczystą dekorację zwycięzców. Są puchary są brawa, są szerokie uśmiechy. Na placu pozostają wszyscy biegacze, bo za chwilę moment, który rozpala umysły i budzi rządze czyli losowanie nagród!

20170603_120922

Podobny klimat miał miejsce w trakcie II Janikowskiej Dyszki (Tu możecie przeczytać relację), gdzie na samo zakończenie imprezy wśród wszystkich startujących losowano cenne suveniry. A w Rozalińskiej 13 jest naprawdę o co walczyć. Pralka, tablet, loty na paralotni, słuchawki, mp3 czy wreszcie 67 calowy telewizor Samsung to zdecydowanie nie koszulki czy czapeczki! Kilkuletnia „sierotka Marysia” losuje kolejne nagrody w otoczeniu prawie 300 zawodników wstrzymujących oddech. Są chwile radości zwycięzców i jęk zawodu pozostałych kilkuset osób. Taki los! Ktoś musi przegrać aby wygrać mógł ktoś.

20170603_122131(0)

Impreza powoli dobiega końca. Czas załatwić sobie jakiś transport do Poznania. Okazuje się, że Wiesia którą poznałem na finiszu może podrzucić nas do Baranowa tuż przy Poznaniu, zabieramy ze sobą także Kamilę i w doborowym towarzystwie, zmęczeni ale zadowoleni przy opowieściach o bieganiu, pasji i planowanych dojeżdżamy szybko do naszej destynacji…

20170603_125142

Podsumowując, po raz kolejny przekonałem się, że naprawdę warto co jakiś czas wybrać się w teren i wystartować w mniejszym, bardziej kameralnym wyścigu, który ma zupełnie inny klimat niż wielkie imprezy. Więcej przestrzeni na rozmowy, więcej luzu, więcej lokalnego kolorytu i poczucia wspólnoty i otwartości startujących. Jeśli lubicie biegać w terenie, gdzie na leśnych pofałdowanych drogach oprócz komarów, kurzu i słońca czekać na Was będą piękne widoki i sympatyczni ludzie, to zdecydowanie polecam Rozalińską 13. Organizator już zapowiedział, że tradycji stanie się za dość i kolejna edycja imprezy odbędzie się w przyszłym roku!

Chris Kwacz

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s