Dobry start, ale…Biegacz niezadowolony

Ciekawe, jak z biegiem czasu zmienia się nasze podejście do biegania. Potrzeba znajdowania ciągłego impulsu, szansy rozwoju i poszukiwania motywacji jest czymś co towarzyszy nam przez całe życie. Tak jak w przedszkolu chcemy być pochwaleni przez Panią i rodziców, w szkole uczymy się aby mieć lepsze oceny, tak w dorosłym życiu wciąż pośrednio lub bezpośrednio walczymy o naszą pozycję społeczną, status albo karierę zawodową. Bieganie jest dość prostym przełożeniem tej zależności i także wpisuje się w ten trend. No bo przecież po to trenujemy, ćwiczymy, wstajemy rano w deszcz i śnieg, abo udowodnić sobie i innym, że jesteśmy lepsi. Że potrafimy. Że daliśmy radę. Chcemy aby wszystko się udało, aby w dniu zawodów urwać te kolejne sekundy z życiówki, aby wyprzedzić jeszcze kilku biegaczy więcej na trasie…

received_10205929000662460-01
Jako biegacze praktycznie ciągle cierpimy na swoistą schizofrenię. Realizując założone plany i osiągając zaplanowane szczyty z tyłu głowy wciąż mamy świadomość tego, że to taki trochę bieg chomika w kołowrotku. Zawsze bowiem, będzie ktoś lepszy od nas. Zawsze ktoś wpadnie na metę przebierając szybciej nogami. Zawsze ktoś przygotuje się lepiej na zawody. Oczywiście, piszę tutaj z pozycji biegacza amatora, bo są wśród nas tacy, którzy są zwycięzcami maratonów. Ale z całym przekonaniem sądzę, że oni także wracając po zawodach do domu przeglądają wyniki z innych biegów, albo z innych lat i widzą, że ktoś tą samą trasę pokonał, lepiej, bardziej i ogólnie cudowniej :) Reasumując, przepychamy się łokciami przez piękne wydarzenia, których doświadczamy w nieustającym pędzie i poszukiwaniach naszego Świętego Graala.

20161029_102027-01

Jako ludzie, lubimy bowiem często znajdować dziurę w całym. Spotykając znajomych biegaczy na zawodach, gratulując im życiówek, i dobrych startów zawsze słyszę to nieśmiertelne „ale…No wiesz, było dobrze, ALE mogło być lepiej. Chciałem szybciej, ALE na 18 kilometrze mnie złapało… Dzięki za gratulacje, ALE wiesz, było za ciepło, żeby…. Często nie potrafimy cieszyć się z tych małych codziennych zwycięstw sami dewaluując ich wartość. Często sami deprecjonujemy swoje dokonania, oczekując od siebie samego więcej, oczekując na bezwarunkowe, pełne spełnienie, choć często, sami nie wiemy tak naprawdę co ono oznacza. Szukamy PERFEKCYJNEGO biegu i perfekcyjnego startu, w świecie w którym nie ma perfekcji. Gonimy króliczka IDEALNEGO sezonu nie zauważając po drodze całej radości i rzeczy, które spotykają nas po drodze do „nieosiągalnego” celu. Robimy to po to aby na końcu biegu zatrzymać się i ze smutkiem stwierdzić, że niby było ok, ALE nie udało się nam zrobić tego i tamtego. Czy rzeczywiście!?

20161025_075946-01

Biegając kilka lat nabywamy bowiem bezcenne doświadczenie. Uczymy się pokory, cierpliwości i konsekwencji. Bez tych cech nie ma mowy o jakimkolwiek progresie i wyznaczaniu sobie nowych, ambitnych celów. Musimy zacząć uczuć się cieszyć także małymi rzeczami. Musimy uczyć się cieszyć z sekund a nie minut. Uczymy się jeść tort naszego życia małą łyżeczką. Bo na tym polega właśnie esencja sportu. Na nieustającym paśmie prób, cierpień, czasami porażek po których trzeba się podnieść, po to aby dotrzeć do chwili radości i satysfakcji. Starajcie się więc żuć te chwile satysfakcji niczym gumę, a nie przełykać je w pośpiechu aby powiedzieć „Dobre, ALE…” Cieszcie się samą chwilą, spotkaniem, każdym startem, i każdym bieganiem. Tego Wam i sobie życzę. Bez żadnego ale….

Chris Kwacz

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Dobry start, ale…Biegacz niezadowolony

  1. Cześć.
    Zgadzam się z Twoimi słowami. Znam sporo osób, które gonią nieustannie, wciąż niezadowolone z efektów. Zresztą dotyczy to nie tylko biegania, ale innych obszarów naszego życia także. Jednak nie każdy tak ma. Wielu z nas potrafi cieszyć się każdą chwilą.
    W tym roku miałem bieg życia. Wynik w półmaratonie pobiłem o 6 minut. Trafił mi się taki bieg nieco oderwany od rzeczywistości: miałem flow przez sporą jego część. Dodam, że ten bieg i rekord wydarzył się na treningu, nie na zawodach. Oczywiście wspominam go bardzo często, jednak to nie znaczy, że każdy gorszy bieg obecnie jest dla mnie czymś mniej przyjemnym. Jest po prostu inny, i tyle. I nawet jeśli bym już nigdy miał nie mieć takiego biegu marzeń, to trudno – i tak będę biegał. Bo każdy postawiony krok jest dla mnie przyjemnością.
    Do spotkania gdzieś na trasie,
    Paweł.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s