Pasmo Cierpień

Biegacz zawsze znajduje się w jednym z trzech stanów. Jest przed kontuzją, po kontuzji albo w jej trakcie. Aktywność fizyczna bowiem, wiąże się z dużymi obciążeniami organizmu i nawet zachowując wszelkie niezbędne elementy związane z treningiem, rozgrzewką, odpowiednim doborem obuwia, techniką, zdarzają się momenty w których nasze ciało dostaje niezłego łupnia mówiąc: „Dość, przesadziłeś, zajmij się mną, daje ci sygnał, że powinieneś się mną zainteresować! :)”

Musicie wiedzieć jedno. Pomimo, że biegam od pięciu lat, nigdy jeszcze nie miałem poważniejszej kontuzji, która zmusiła by mnie do przerwania treningów dłużej niż na kilka, kilkanaście dni. Nie miałem więc do czynienia z zabiegami fizjoterapeutów, badaniami, żmudną rekonwalescencją, rehabilitacją  i innymi związanymi z nią problemami, które tak często przecież dotykają biegaczy i innych sportowców. Od dwóch lat tak się składa, że pod koniec sezonu zawsze odzywa się mój prawy Achilles boląc i uniemożliwiając swobodne trenowanie przez okres kilkunastu dni. Po smarowaniu maściami przeciwbólowymi stan zapalny jednak ustępuje. To chyba jedyna dolegliwość, która męczyła mnie w ostatnich latach. Oczywiście zawsze coś po treningu mnie pobolewa, zdarzają się naciągnięte mięśnie i bolące łydki, ale mówimy tu raczej o mikro urazach i przeciążeniach niż o bardzo poważnych kontuzjach… Jak to w życiu bywa, wszystko jednak ma kiedyś swój koniec.

003centrum

W trakcie maratonu w Oslo, już od połowy trasy czułem że coś jest nie tak z moją lewą nogą. Od 23 kilometra pchany siłą woli i adrenaliną dotarłem na metę przywożąc z norweskich fiordów piękny medal i całą głowę pełną wspomnień. Niestety fizycznie było gorzej. Okolice kolana w kolejnych dniach bolały mocno uniemożliwiając normalne funkcjonowanie. Standardowe rozciągania i cold packi  pomagały tylko doraźnie. Ostatecznie minęło kilka dni i kolano bolało trochę mniej więc postanowiłem zrobić normalny pełny trening w okolicach ukochanej Rusałki. Niestety od 2-3 kilometra trasy, kolano zaczęło przypominać o sobie a przy siódmym kilometrze zmuszony byłem do przedwczesnego powrotu do domu gdyż noga bolała praktycznie przy każdym zginaniu. Kolejne dni bez dużego obciążenia, kolano wciąż boli po zewnętrznej stronie najbardziej przy wchodzeniu i schodzeniu po schodach, ale czuję dyskomfort i nacisk także przy normalnym spacerze.

Cóż, przyszła koza do woza. Wybrałem się do Fizjoterapeuty. Postanowiłem odwiedzić Ewelinę Wnuk, która pracuje w Poznańskim City Zenie aby zobaczyła co się niedobrego dzieje i co możemy z tym zrobić. Z rozpoznania ogniem wyszło, że najprawdopodobniej dopadło mnie „sławne pasmo” czyli ITBS, czyli zespół pasma biodrowo-piszczelowego. Bardzo „popularna” kontuzja wśród biegaczy objawiająca się bólem po zewnętrznej części kolana, wynikająca z napięcia naprężacza powięzi bocznej, który wówczas dociska tkankę do kości powodując jej obcieranie o boczną część kolana przy ruchu mięśni a przez to miejscowe zapalenie, ból i dyskomfort. Naprężenie powięzi ciągnącej się od mięśnia pośladkowego średniego aż do okolic kolana jest powodowane zazwyczaj słabością tych mięśni oraz ich przeciążeniem. Sposoby działania? Ćwiczenia wzmacniające mięśnie naprężacza powięzi szerokiej i całego pasma, wzmacniające mięsień pośladkowy średni. Dodatkowo rolowanie na piłeczce tenisowej albo na wałku, które rozbija i zmniejsza naprężenie powięzi. Typowa praca organiczna, codzienne ćwiczenia powodujące rozluźnienie pasma no i zmniejszenie obciążenia treningowego.

12094996_973472576057314_5015526093735942503_o

Problem z kontuzją pojawia się wówczas, kiedy za kilkanaście a teraz już kilka dni odbywają się zawody w których planowało się wystartować.  Maraton w Poznaniu jest dla mnie wyjątkowym wyścigiem, bo to był mój pierwszy oficjalny start w zawodach w 2012 roku, który jednocześnie był moim debiutem Maratońskim. To w Poznaniu właśnie zrobiłem swoją aktualną życiówkę 3h09minut, to jest wyścig który traktuję jako integralną część corocznego planu swoich startów. Niestety coraz bardziej zaczynam się godzić z tym, że w tym roku najprawdopodobniej będę musiał odpuścić bieg ulicami miasta koziołków. Zdroworozsądkowo podchodząc do kwestii: Wiem, że przy tak wymagającym dystansie szansa na to, że  przy którymś kilometrze na trasie po prostu uklęknę i pogłębię kontuzję, jest ogromna. Tak samo, że taka kontuzja wykluczy mnie z biegania na długie miesiące.

20151003_100933

Taka wizja jest przerażająca i zupełnie nie akceptowalna. Tym bardziej, że już teraz, niecałe dwa tygodnie po kontuzji w Oslo, po której musiałem ograniczyć dystans i intensywność treningów dostaję po prostu na głowę. Tak, że dzisiaj pomimo bólu w trakcie biegu, zrobiłem pełny trening. Wiem,  nie było to rozsądne. Mam tego pełną świadomość. Ale głód biegania tym razem był silniejszy ode mnie. Radość pokonywania każdego z dzisiejszych kilkunastu kilometrów była ogromna. To jest jednak uzależnienie. Podobne do innych, mocnych używek. Po prostu Twój organizm domaga się kolejnej dawki. Kolejnego treningu. Bez biegania czuję rozdrażnienie, nerwówkę, spięcie. Czegoś mi po prostu brakuje.

Wiem jednak jedno. Nie chciałbym tego stracić na dłużej. Dlatego w poniedziałek kolejna wizyta u Eweliny, kolejne sesje z piłeczkami i wałkiem i kolejny krok w kierunku wyjścia z problemów z pasmem.  Trzymajcie kolana, tfu, kciuki aby wszystko szybko się poukładało!

Chris Kwacz

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Pasmo Cierpień

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s