Ewolucja Biegacza

Kiedy rozpoczynałem swoją przygodę z bieganiem i udało mi się wytrwać w regularności treningów przez pierwsze, najtrudniejsze miesiące, bieganie stało się naturalnym elementem mojego życia. Przynosiło szybko widoczne efekty w poprawie wyglądu, samopoczucia, kondycji, dawało siłę, poprawiało nastrój, pozwalało poczuć się mocnym psychicznie i fizycznie. Ale człowiek zbudowany jest tak, że wszystkie nawet te najbardziej pozytywne impulsy, jeśli są wciąż takie same i pojawiają się stale, z biegiem czasu tracą dla niego swoją intensywność. Jedzenie Twoich ulubionych potraw, po pewnym okresie staje się dla Ciebie czymś zwyczajnym a gdy robisz to praktycznie regularnie zmienia się w męczące i nie przynoszące Ci żadnej satysfakcji. Dlatego ciągle poszukujemy nowych, innych impulsów, nowych, innych wyzwań aby po prostu poczuć to samo co rozpalało nas na początku.

11890014_947535835317655_8035562058380895762_o

Nie ma co ukrywać, po pięciu latach regularnego biegania, bo jak spojrzę wstecz, przez ostatnie kilkadziesiąt miesięcy moje okresy „roztrenowania” i powieszenia butów biegowych na kołku to czas maksymalnie kilku tygodni, motywacja jest dla mnie o wiele trudniejsza do osiągnięcia niż było to na początku. Kiedyś każdy z treningów był oddzielnym wyzwaniem do którego podchodziłem z żelazną konsekwencją. Teraz oczywiście nie odpuszczam sobie treningów, ale potrafię podejść do nich z dystansem, nie traktować ich jak sprawę życia i śmierci a czasami po prostu próbując zrobić je bez angażowania całości posiadanych zasobów i sił. Czy to jest dobre, że biegnąc 15km gdy poczuję się zmęczony potrafię zwolnić i przejść do truchtu czyli czegoś co jeszcze kilka lat temu wydawało mi się nie wyobrażalne w imię zasady „Biegniesz na maksa cały dystans albo giniesz”? Nie wiem. Wiem za to, że dociskanie siebie przez cały czas na najwyższych obrotach często przynosił odwrotny skutek do zamierzonego. Czyli pojawienie się niechęci, zmęczenia, braku radości z treningu a nawet myśli o czasowej rezygnacji z biegania. A tego żaden z nas nie chce. Żaden z biegaczy nie chce znienawidzić aktywności, którą tak bardzo kocha.

20150402_185512_1

Balans, równowaga, wydaje się więc w tym wypadku idealnym rozwiązaniem. Problemem jest to, że nie mamy pojęcia jak ją osiągnąć. Co jest przesadą a co zbyt luźnym podejściem do treningu i wyznaczonego celu? Czy brak realizacji założonych zadań wymaga naszego własnego samo potępienia czy jest zbyt ambitnym i surowym potraktowaniem samego siebie? Czy brak zakładanej w danym sezonie życiówki, albo wybiegania określonej ilości kilometrów w sezonie jest powodem do zdenerwowania i urażonej ambicji? Tym bardziej, że mając coraz większe doświadczenie, składające się z setek treningów, kilkunastu tysięcy wybieganych kilometrów, startu w kilkudziesięciu zawodach, w tym paru ważnych maratonach, zupełnie inaczej podchodzimy do kolejnych wyzwań i  stawianych przed sobą zadań. Traktujemy je bowiem tylko jako krok w kierunku ustalonego celu, nie jako cel sam w sobie.

20150423_184440-01
Poszukiwanie nowych pół do eksploracji, otworzenie się na nowe perspektywy np. zawody Triathlonowe, Bieganie Ultra, Bieganie Crossowe/Przełajowe, Duathlon to tylko niektóre z kierunków w których wielu moich znajomych biegaczy postawiło kolejny krok jako naturalna droga rozwoju i poszukiwania dla siebie nowych stopni do pokonania i nowych przygód do przeżycia. Dlatego tak ważne jest abyśmy zawsze mieli otwartą głowę i nigdy nie mówili sobie nigdy. W moim przypadku jest to przeniesiona 1:1 sytuacja z własnego życia, w którym gdyby ktoś pojawił się powiedzmy 5-6 lat temu i oznajmił mi, że w 2015 będę miał na koncie kilkadziesiąt startów w zawodach biegowych. Co zrobiłbym wtedy? Popłakałbym się ze śmiechu i oplułbym go chyba wciąganą właśnie dużą paczką chipsów paprykowych…

Chris Kwacz

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Ewolucja Biegacza

  1. dobrze napisane!!! miałem kryzys ostatnio całkiem mocny ale wychodzę z niego i mam nadzieję biegać z taką samą radością jak zaczynałem właśnie 5 lat temu…chociaż to pewnie nie realne…bo kiedyś każdy wybieg to była przygoda i w pewnym sensie opowieść z fascynującym zakończeniem ENDORFINĄ !!! teraz zwykły trening … i jak patrzę jak moja Kochaną żonkę jak wraca z biegania i jest naładowana i ciągle mówi i opowiada jak było :) i widzę te endorfiny cieknące po buzi to troszkę zazdroszczę !!! :) :) :) ale co zrobić…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s