Pięćdziesiątka

Pięćdziesiątka. To taki moment w życiu, kiedy spoglądamy wstecz i oceniamy co udało nam się osiągnąć. Zatrzymujemy się  na chwilę w pędzie codziennych wydarzeń, zadań i obowiązków i spoglądamy na drogę którą udało nam się przebyć. Wiemy, że nie możemy cofnąć czasu i naprawić rzeczy, które chcielibyśmy teraz zrobić zupełnie inaczej. To przekleństwo posiadania wiedzy i doświadczenia dopiero po wydarzeniach, których dotyczą. Ale przecież wciąż możemy wszystko, wciąż wiele rzeczy przed nami, wciąż tyle wyzwań, marzeń i pokus, które chcielibyśmy zrealizować. Pięćdziesiątka. Tak. to już mój pięćdziesiąty wpis na blogu On The Move!

Do startu zbierałem się prawie dwa lata. Pierwsze myśli, a może by tak zacząć pisać o hobby, które w trakcie kilku lat odmieniło moje życie, pojawiły się już w okolicach 2013 roku czyli trzeciego roku po tym jak zacząłem biegać. Jednak inne obowiązki, inne projekty, brak czasu, zawsze była jakaś wymówka, zawsze było coś ważniejszego, coś pilniejszego, co powodowało odkładanie tej decyzji. Teraz wiem, że to był błąd. Że powinienem zacząć pisać wcześniej. Wiem, że moje obiekcje i wątpliwości czy będę miał o czym pisać, czy to co chcę przekazać będzie wartościowe i potrzebne dla innych, czy kogoś w ogóle będzie to interesowało? były niepotrzebne. Na szczęście, jak mówią lepiej późno niż wcale i w lutym 2015 roku powstał On The Move. To, że z moim małym  Ad/hd jeśli chodzi o projekty zawsze chciałem robić wiele, a  „Man On The Move” jako motto towarzyszyło mi praktycznie od 2006 roku kiedy na Forum Allegro jako Administrator Cafe Fotografia i Cafe Komputery podpisywałem się tak pod każdym postem, decyzja o wyborze nazwy dla bloga nie stanowiła żadnego problemu. Była  jasna od początku.

1908189_919216274816278_7225357891410233902_n

Mija pięć miesięcy od pierwszego wpisu. Ostatnio w którejś z dyskusji napisałem, że wciąż czuję się dumny z tego, że udaje mi się dotrzymywać  obietnic które w nim złożyłem. Wciąż czuję, że nie przyjąłem na blogu pozycji nauczyciela, kaznodziei, piszę wciąż o swoich emocjach, swoich odczuciach i swoich codziennych przygodach z bieganiem. Wiem, że to dobra droga. Wiem, że w takiej formule czuję się najlepiej. Wiem, że nie chcę jej zmieniać na specjalistycznego bloga z rozpisaniem treningów w OWB2 czy pamiętnika z relacjami z każdego wybiegania o tym jak dzisiaj wspaniale poszło mi na treningu. To nie mój styl, to nie moja bajka. Wierzę, że pięćdziesiąt tekstów, które możecie znaleźć na On The Move, potwierdzają te słowa.

Blog, choć nie dotyka mainstreamowych tematów jak moda czy kuchnia ma już swoją stałą rzeszę czytelników i fanów. To co cieszy mnie niezmiernie, to fakt, że udało się zbudować wokół On The Move żywą i aktywną społeczność która wspiera i motywuje do działania mnie oraz siebie samą. Mam nadzieję, że blog stanowi dla nich choć malutki element do tego aby spróbować popracować nad sobą. Aby spróbować biegania jako hobby. Jako sportu. Jako sposobu na życie. W najśmielszych snach nie sądziłem jednak, że po niecałym pół roku pisania, blog trafiać będzie średnio miesięcznie do ok 10.000 osób. To ogromna liczba ludzi, którzy decydują się poświęcać swój cenny czas po to aby czytać moje teksty. Dziękuję Wam wszystkim. To wielkie zaufanie ale też ogromną motywację dla mnie do dalszej pracy.

11270606_904619236275982_8784726149833976974_o

W międzyczasie, dzięki pisaniu poznałem wielu nowych ludzi, wiele wspaniałych osób, których część została moimi bliskimi znajomymi. Nigdy nie byłoby to by to możliwe bez bloga, bez pisania o bieganiu. Warto było przede wszystkim dla nich! Dziękuję wszystkim tym,  którzy wspierają mnie w komentarzach, w postach, w wiadomościach prywatnych we wpisach na Fan Page, w osobistych spotkaniach. Wy wiecie kim jesteście! Nigdy nie spodziewałem się, że zdarzać mi się będą tak wspaniałe chwile jak te w których, stojąc na linii startu kilka minut przed ważnymi zawodami, często daleko od domu, podchodzić będą do mnie zupełnie nieznane mi wcześniej osoby zagadując mnie po imieniu i pytając jak dzisiaj planuję pobiec, jakie mam plany na najbliższe starty, jednocześnie mówiąc, że czytają i obserwują to co robię i że ich zdaniem  robię to dobrze i tak mam trzymać. To dla mnie osobiście wyraz największego uznania. Sto razy ważniejszy niż statystyki i liczby odwiedzin. To wyraz prawdziwych emocji i wartości. Dla tych chwil warto pisać. Choćby kolejnych 500 tekstów…

Chris Kwacz

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s