II Janikowska Dyszka

Decyzja o moim starcie w II Janikowskiej Dyszce była bardzo spontaniczna. Jak wiecie, wraz z rozpoczęciem lata nastąpiła standardowa przerwa w największych imprezach biegowych w kraju uznałem więc, że fajnie byłoby pobiec w jakimś nowym, nieznanym miejscu, tym razem nie koniecznie w otoczeniu kilku tysięcy biegaczy… Po przeglądzie wydarzeń,  które miały odbyć się w najbliższym czasie, mój wybór padł na Janikowo, niewielkie miasteczko, które w tym roku po raz drugi z rzędu w ramach obchodów Dni Janikowa organizowało oficjalny wyścig na dystansie 10 kilometrów. Szybka decyzja, zapisy, uiszczone 40 złotych i tydzień później jechałem już pociągiem do tego położonego w pobliżu Inowrocławia miasta. Co prawda aura w międzyczasie zmieniła się nam o 180 stopni i z wyspiarskiego chłodnego lata w całej Polsce od środy władzę przejęły Afrykańskie upały, więc zapowiadało się na ciężką walkę  w pełnym słońcu…

Janikowo położone jest tuż nad urokliwym Pakoskim jeziorem rynnowym, co czyni z niego idealne miejsce dla małych żaglówek oraz sportów motorowodnych. Jako, że przyjechałem kilka godzin wcześniej a stadion Unii Janikowo na którym znajdowała się strefa zawodnika oraz start i meta wyścigu, położne jest praktycznie nad samym jeziorem, była okazja na chwilę chilloutu i odpoczynek na urokliwej plaży miejskiej. Wyścig zaplanowano na godzinę 16:00. W międzyczasie  temperatura, która w sobotę osiągnęła ponad 35 stopni w cieniu dawała się ostro we znaki. Gromadzący się powoli biegacze szukali cienia i starali się przetrwać czas do startu z dala od operującego intensywnie słońca.

11709804_926217494116156_6909818077792614846_o

Odbiór pakietów startowych miał miejsce w Nowej Hali Sportowej Unii położonej tuż przy samym stadionie. Pomimo, że większość z prawie 500 zapisanych na wyścig biegaczy zdecydowało się na odbiór pakietu w sam dzień wyścigu, a stanowisko wydawania zestawów składało się z jednego stołu i kilku obsługujących go osób, całość przebiegała sprawnie i nie było problemów z rozdysponowaniem numerów startowych. Sama hala była bardzo duża więc bez problemu można było znaleźć sobie w niej miejsce na rozgrzewkę odpoczynek czy przebranie się przed startem.

20150704_143933-01

Sam pakiet startowy to stylowa koszulka techniczna w barwach imprezy, napój energetyczny od sponsora, batonik oraz chip montowany do buta i numer startowy. Przyzwoita zawartość, która wraz z jak się okazało już po samym wyścigu, bardzo dobrym cateringiem dla biegaczy, stanowiła naprawdę solidne wsparcie i dobry zestaw przygotowany przez organizatorów.

pakiet

Start, który dla biegaczy zaplanowany był na godz 16:00 dzieliliśmy z pasjonatami Nordic Walkingu, którzy startowali o 16:10 i mieli do pokonania dystans o połowę krótszy czyli 5km. Pierwszy raz miałem okazję startować w zawodach w których na metę wpadali biegacze mijając po drodze ludzi uprawiających Nordic Walking.  Mieliśmy okazję złapać część z osób pokonujących  chodem z kijkami swoje 5km pod koniec wyścigu. Ponad 50 osób startujących w zawodach chodziarzy miała swoją oddzielną małą pętlę, która w części trasy pokrywała się z dużą 10km przeznaczoną dla biegaczy, co przyczyniło się zresztą do pewnych problemów ale o tym później…

20150704_160039-01
O 16:00 wyruszyliśmy na trasę. Wiedziałem że w takich warunkach nie ma większych szans na próbę ugryzienia życiówki czyli biegu poniżej 40minut, więc nie planowałem żadnej wyrafinowanej taktyki. Pierwsze pięć kilometrów pobiegłem chyba za szybko bo z ambitnych okolic 4.10 min/km w drugiej części dystansu upał panujący na trasie spowodował, że spadłem do okolic 4.25 min/km. Na szczęście organizatorzy zabezpieczyli odpowiednio cały dystans, było zdecydowanie więcej niż planowano punktów nawodniania plus kilka kurtyn wodnych zorganizowanych przez strażaków, które dosłownie ratowały życie na dystansie. Sama trasa przypominała mi trochę klimatem tą z Półmaratonu Słowaka w Grodzisku, czyli długie wybiegi na łąki poza granice miasteczka, gorący asfalt falujący niczym miraż wśród rozgrzanych do czerwoności pól. Niestety nie było zbyt wiele odcinków które przebiegałyby tuż obok domków mieszkańców samego Janikowa więc zabrakło trochę tego swoistego klimatu święta, dopingowania przez całe rodziny z swoich ogródków, posesji i domów.

20150704_164649-01

Przez drugą cześć dystansu dzielnie walczyłem samotnie na trasie gdyż udało mi się uzyskać przewagę kilkudziesięciu metrów nad dużą grupką biegaczy i nie chciałem aby dogonili mnie gdzieś na ostatnich kilometrach. Ostatecznie wpadłem na metę ulokowaną na stadionie na 45 miejscu w Kategorii OPEN, co przy prawie 500 startujących jest całkiem niezłym wynikiem przy naprawdę ekstremalnych warunkach klimatycznych. Nie udało się pobić tym razem rekordu trasy który wynosił trochę ponad 30 minut, a to dlatego, że czołówka z faworytem  Kenijczykiem na czele pomyliła trasę i na 2 kilometrze pobiegli małą pętlą przeznaczoną dla osób startujących w Nordic Walkingu przez co musieli się cofać i nadrabiać prawie kilometr biegu. Widzieliśmy ich zresztą w okolicach trzeciego kilometra kiedy mijali nas resztę biegaczy niczym ślimaki na trasie, nadrabiając szybko stracone metry. Ostatecznie pomimo pokonania dystansu prawie o kilometr dłuższego (sic!) zwycięzcą wyścigu został Lagat Francis z czasem 34:42. To jest jednak inna liga :)

20150704_163514-01

20150704_180605-01

Po zakończonym biegu i zasłużonym odpoczynku, wszyscy startujący mieli możliwość skorzystania z bezpłatnego cateringu przygotowanego przez organizatora imprezy. Domowy żurek oraz kiełbasa z grilla smakowały naprawdę wyśmienicie, tym bardziej że nie było żadnych problemów  aby osoby, która miały ochotę na dokładkę po prostu ją dostały. To się nazywa gościnność! O godzinie 18 rozdano nagrody i puchary w poszczególnych kategoriach wiekowych nastąpiło także losowanie całej grupy fajnych gadżetów wśród wszystkich którzy ukończyli wyścig. Nowych właścicieli znalazły min. żelazko, toster, tablet, myjka ciśnieniowa, odkurzacz czy kosiarka! :) Niezła zabawa i dużo radości dla zwycięzców oraz wszystkich którzy zdecydowali się pozostać do finału imprezy.

20150704_174918-01

W tym czasie na stadionie pojawiało się coraz więcej nowych osób, które przybyły nie tylko dopingować finiszujących biegaczy ale przede wszystkim na kolejne atrakcje obchodów Dni Janikowa, czyli wieczorne koncerty wśród których najważniejszym był ten Oddziału Zamkniętego. Ja w tym czasie zmierzałem już jednak w kierunku Poznania pełny nowych wrażeń. Bardzo udany, intensywny, sympatyczny dzień. Bieg co prawda w ciężkich i trudnych warunkach pogodowych ale przy ogromnej życzliwości miejscowych oraz rodzinnej, trochę piknikowej atmosfery. Po raz kolejny przekonałem  się, że naprawdę warto raz na jakiś czas wybrać się w teren, zdecydować się na start w mniejszym, bardziej kameralnym wyścigu, z dala od wielkomiejskich ogromnych eventów biegowych i po prostu przeżyć i posmakować lokalnego klimatu. Od dzisiaj mogę także śmiało odpowiadać na ewentualne pytanie czy „Wiem gdzie leży Janikowo?” z szerokim uśmiechem na ustach… A wszystko to dzięki pasji do biegania! :)

Chris Kwacz

Reklamy

2 uwagi do wpisu “II Janikowska Dyszka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s