Czy warto pisać o bieganiu?

„Pięć elementów o które musisz zadbać w trakcie rozgrzewki”. „Jak przygotować się do pierwszego startu w zawodach”. „Dieta w trakcie przygotowań do sezonu”. Przeglądasz kolejne wpisy pojawiające się na blogach dotyczących biegania. Ogromna część z nich odnosi się do rzeczy, które już nie raz wałkowane były w internecie i czasami jako biegaczowi, który uprawia ten sport od kilku lat, chce ci się po prostu napisać: „To już było!, widziałem! stare!” Ale czy twoje indywidualne opinie to wystarczający powód aby uznawać że te teksty są niepotrzebne? A może jest więcej takich jak Ty, którzy mają dość tego typu artykułów? Czy w narcystycznym świecie social media gdzie standard Me,Myself and I stanowi podstawowy wyznacznik komunikacji, gdzie nie mamy czas na przemyślenie tego czego doświadczamy bo od razu chcemy pokazać to innym, pisanie o bieganiu jest w ogóle potrzebne? Dzisiaj kilka słów na ten temat.

2222

Nie ukrywam, że wydarzeniem, które skłoniło mnie do podjęcia tematu, jest dyskusja która rozpoczęła się kilka dni temu na jednej z większych grup biegowych na Facebooku, w której dyskutuje się czy publikowanie na łamach grupy linków do tekstów z blogów jest ok czy też nie. Jako osoba z dużym bagażem doświadczeń w mediach społecznościowych,  przez wiele lat na pierwszym froncie jako admin oraz odpowiedzialny na strategię działań dla jednej z największych polskich społeczności czyli tej skupionej wokół Allegro.pl myślę, że mam wystarczające doświadczenie aby wyrazić swoje zdanie. Gdy przez kolejne lata od podstaw budowałem społeczność  Get More Social, to pytanie stanowiło podstawowy element wyznaczający strategię całości komunikacji. Czy postawić na ekskluzywny, jakościowy kontent zamykając społeczność na osoby nowe, początkujące i niedoświadczone, czy odwrotnie pozwolić na żywy spontaniczny przyrost społeczności, która przez swoją świeżość, często generuje wtórne, powtarzane już treści?

Odpowiedź Was nie zachwyci, ale…. nie ma idealnego rozwiązania. Obie opcje niosą za sobą sporo pozytywnych i negatywnych konsekwencji. Pracując na otwartej społeczności, musimy mieć świadomość powtarzania i zapętlania kontentu. Treści wracają niczym bumerang, podobne artykuły, zdjęcia, problemy zataczają krąg by po kilku kilkunastu dniach czy miesiącach, wrócić w czasami odświeżonej formie, znów wzbudzając zaangażowanie. Osoba, która jest długo w sieci ma świadomość, że to treści które już zna i widziała co powoduje czasami frustrację. Interakcje innych osób świadczą jednak o tym, że inni użytkownicy tego jeszcze nie widzieli i jest to dla nich świeże nowe i atrakcyjne a więc potrzebne.

68500681_712a2e28d0

Oczywiście można wybrać druga drogę i zamknąć społeczność czyniąc ją bardziej ekskluzywną, dostępną tylko dla zaawansowanych i merytorycznych wymiataczy. Z profesjonalnymi, moderowanymi i wysokiej jakości treściami, taką w której wszyscy są na tak wysokim poziomie znajomości tematu, ze nie powtarzamy kwestii oczywistych. Niestety, w tym wypadku bardzo często taki organizm umiera sam. Okazuje się bowiem, ze pozbawiony dopływu świeżej krwi grupa usycha, gdy obecni w nim ludzie nie zadają pytań, nie chcą interakcji, bo albo uważają, że sami wiedzą wszystko najlepiej , a gdy już nawiązuje się jakakolwiek dyskusja nagle okazuje się, że każdy z biorących w niej udział ma rację i uznaje zdanie innych za błędne. Dyskusje stają się więc de facto publikacją prawd objawionych poszczególnych jej członków w których brak jakichkolwiek konstruktywnych wniosków. Takie getto profesjonalistów biegania duszących się w własnym sosie, bez grupy osób względem których mogą pokazać i podzielić się swoją wiedzą jest skazane na ciężki i mocno karłowaty żywot.

Mam pełną świadomość, że część blogów biegowych, które pojawiają się w sieci nie grzeszy oryginalnością. Dla części kontent jest tylko narzędziem które generuje ruch na stronę, ilość wyświetleń reklam sponsora i odsłon strony. Mamy także blogi biegaczy, które skupiają się wyłącznie na prezentowaniu swoich własnych wyników, raportów z treningów i osiąganych postępów. Nigdy nie zrozumiem, kto oprócz samego właściciela takiego bloga czyta teksty w których co dwa dni dostajemy informację, ile autor przebiegł na treningu, w jakim tempie, jak zajebiście przycisnął w OWB2 i jak wykręcił życiówkę w treningu interwałowym. Naprawdę, ktoś poświęca swój czas aby żyć wynikami innych?

20150423_184440-01

Moje podejście do biegania jest zupełnie inne. Trzymam się tego co napisałem w swoim pierwszym wpisie na tym blogu. Nie nauczam, nie wymądrzam się. Uprawiam ten sport pięć lat i z każdym kolejnym dniem przekonuję się jak mało jeszcze wiem i ile muszę się jeszcze nauczyć. Na blogu dzielę się swoimi przemyśleniami o tym co mnie kręci w bieganiu, co mnie boli i tym co w nim sprawia mi największą przyjemność. Często piszę kierowany impulsem, chwilą, myślą, czymś co dla mnie i mam nadzieję dla innych, może być ważne i wartościowe. Nie zamierzam zmieniać swojej drogi. Nie zamierzam dostosowywać się do standardów wyznaczanych przez innych, chcę zostać sobą. Gościem który czerpie dużo radości z tej prostej czynności, jaką jest bieganie.

Chris Kwacz

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s