Biegacze to gówniarze!

Jako kilkuletnie brzdące, zazwyczaj postrzegamy świat jako miejsce pełne nowych, fascynujących rzeczy, odkrywczych doświadczeń i intensywnych bodźców. Wszystko jest pierwsze, świeże, zaskakujące a przez to fascynujące i cudowne. Z procesem dorastania, gdy po okresie spędzonym w szkole, zaczynamy zmagać się z codziennością w trójkącie praca- rodzina- dom nasz świat krystalizuje się, coraz bardziej kostnieje, stając się przez to mocno przewidywany, powtarzalny, mniej magiczny a bardziej szaro-bury. I tylko czasem przeplatany zostaje jakąś kolorową nitką pięknych pojedynczych wydarzeń.

Rozpoczynając bieganie nie za bardzo lubiłem ten sport. Pozostając w konwencji, był dla mnie niczym przymusowe leżakowanie po obiedzie w przedszkolnej klasie muchomorków. Coś co trzeba było przeżyć, zaliczyć, chociaż w trakcie miało się zdecydowanie ochotę na robienie czegoś zupełnie innego. Ale z czasem okazało się, że ta aktywność wciąga niczym zabawa w kółko graniaste, stając się elementem przynoszącym nie tylko zmiany fizyczne ale, a może przede wszystkim, zmiany w mojej psychice. Dawało kopa, energię i rzecz którą wydawało mi się, że już bezpowrotnie zgubiłem, czyli radość z codziennej powtarzalnej aktywności.

 

11218544_901040609967178_8386246135781777323_o

Bieganie pozwoliło mi odnaleźć w sobie ponownie dziecko. Pozwoliło na to abym leciał z bananem na twarzy w strugach rzęsistego październikowego deszczu kiedy „dorośli” normalni ludzie chowali się w popłochu przed ulewą. Pozwoliło abym miał radość robienia treningów o wschodzie słońca kiedy „dorośli” pędząc do pracy z marsowymi minami patrzyli na mnie niczym na kosmitę sunącego przez ich ułożoną od lat galaktykę. Dało mi mega frajdę z wpadania totalnie zmęczonym na linię mety po wyczerpujących maratonach a następnie dziką satysfakcję z problemów aby kolejnego dnia zwlec swoje zmęczone i zakwaszone mięśnie z łóżka.

Bieganie cofnęło mnie więc do tego pięknego momentu, kiedy znów stanąłem przed czymś nowym, fascynującym, czymś co dostarcza mi nowych bodźców i rozwija w nieznanym mi wcześniej kierunku. Bez pewności gdzie zaprowadzi mnie ta droga, co ze sobą przyniesie. A to chyba jest jednym z najważniejszych elementów, na których musimy budować swój osobisty rozwój i szczęście. Na próbowaniu nowych, czasami nie do końca rozsądnych rzeczy. Rzeczy, które wywracają nasz poukładany „dorosły” świat do góry nogami. Ale wywracają w tym pozytywnym, bardzo radosnym i intensywnym sensie. Dają ten element zapomnianej „szczeniackości” porywania się na coś bez potrzeby głębokich przemyśleń i analiz, po prostu wyznaczanie sobie celów, które realnie nie powinniśmy sobie stawiać.  Po prostu dają szansę złapania ponownie wiatru w żagle. I pożeglowania na nieznane, ale przez to, jakże kuszące, karmazynowe wody…

Nie ma więc ani krztyny przesady w postawieniu tezy, a nawet bezwzględnemu stwierdzeniu, że każdy z nas biegaczy, jest po prostu dużym dzieckiem. Takim trochę bezczelnym gówniarzem, który wyłamuje się poza normy i przy tym ma jeszcze z tego niewymowną frajdę.  Bez wahania i najmniejszych skrupułów, życzę więc Wam i Sobie z okazji  Dnia Dziecka wszystkiego najlepszego! Zakładajcie kolorowe, żarówiaste buty, fikuśne stroje, odpalajcie szaloną playlistę na swoich mp3 i ruszajcie z szerokim uśmiechem na trasę, dzieciaki! :)

 

Chris Kwacz

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s