Maniacka Dziesiątka

Może uznacie to za dziwne, ale nigdy do tej pory nie biegałem dystansu 10km na oficjalnych zawodach. Wszystkie kilkadziesiąt startów, w których brałem udział w trakcie swojej biegowej przygody to dystanse pół maratońskie i maratońskie. Po prostu jakoś nigdy nie ciągnęło mnie do „sprintów” bo tym właśnie mianem określałem sobie wyścigi na 10 czy 5km. Ale tak to jest, że w życiu trzeba spróbować wszystkiego, Więc ten sezon postanowiłem rozpocząć nietypowo jak na siebie. Startem na 10km. Startem w wyścigu, który w Poznaniu w ciągu kilku ostatnich lat wyrósł na duże i bardzo ważne wydarzenie. Maniacką Dziesiątką organizowaną przez jeden z najbardziej zasłużonych klubów biegowych w naszym mieście czyli KB Maniac. Zapisy na bieg jak to zresztą bywa w ostatnim czasie, zakończyły się praktycznie tuż po ich uruchomieniu. 3500 tysiąca biegaczy a następnie dodatkowa pula 500 miejsc rozeszły się niczym ciepłe bułeczki. Rekordowe 4000 runnersów w trakcie XI Edycji. Zapowiadało się gorąco.

Na gorące także wyglądały prognozy pogody na 14 marca 2015 roku. Początek marca zwiastował temperatury w okolicach 10 stopni Celsjusza i dużo słońca. Szykowałem się więc na rozpoczęcie sezonu na krótko. Ale przecież „tradycja jest tradycja!” W piątek pogoda się popsuła, temperatura spadła w okolice 5-6 C i z ciemnych gęstych chmur zaczęło padać. Czyli tak, jak to podobno w zwyczaju, ma Maniacka Dziesiątka. Pozostało się tylko pocieszać, że to co leci z chmur to tylko deszcz a nie opady gradu którymi uraczeni byli uczestnicy zeszłorocznej edycji :)

Lokalizacja strefy zawodnika Maniackiej Dziesiątki to ponownie bardzo bliska Poznańskim biegaczom miejscówka czyli Meta na torze regatowym Malta. Ta sama, na której przez wiele lat odbywał się Maraton Poznański zanim nie przeniósł się na teren MTP a na którym wciąż odbywa się coroczny Półmaraton Poznański. Miasteczko żyło już od godziny 10 rano, gdyż przed startem głównego biegu zaplanowanego na godzinę 12:00, obywał się cały szereg biegów młodzieżowych a więc szansa na sprawdzenie się młodych adeptów biegania na dystansach kilkuset metrowych. Bardzo fajny pomysł na wypełnienie programu imprezy i brawa dla organizatorów za przygotowanie tej atrakcji, bo widać było, że dla tych młodych kilkuletnich zuchów to nie lada przeżycie. Sam odbiór pakietów startowych odbywał się bardzo sprawnie, 10 punktów numeracji zawodników oraz profesjonalna obsługa spowodowała, że nie było żadnych przestojów, korków i zgrzytów. W planowanym czasie do godziny 11:00 praktycznie wszyscy odebrali swoje numery i rozpoczynali rozgrzewkę.

01
Kilkadziesiąt minut przed samym startem tradycyjna krótka rozgrzewka ze sceny, która cieszyła się sporą popularnością wśród biegaczy. Następnie szybki zbiorowy trucht w okolice ulicy Baraniaka z której dokładnie o 12:00 startował główny wyścig. Podział na strefy A,B,C,D w zależności od deklarowanych wyników pozwolił także zachować względny porządek na samym starcie. Zauważalni byli Night Runners, którzy biegli z dodatkowymi plastronami wspierającym Łukasza, biegacza z klubu, który tydzień temu w trakcie ostatniej edycji City Trail na Rusałce doznał zatrzymania akcji serca. Łukasz przebywa w szpitalu przechodząc rekonwalescencję. Piękny gest! Nastroje w tłumie dopisywały, pomimo że było chłodno i siąpił delikatny deszcz. Ja, ostatecznie zdecydowałem się na bieg na krótko, pomny wielokrotnych doświadczeń i tego, że zazwyczaj i tak jest mi za gorąco na trasie. Jak się później okazało, bardzo trafna decyzja. Co do planów taktycznych to jako że od kilku tygodni walczę z moim prawym achillesem, planowałem w miarę spokojny bieg w tempie ok 4:20 bez forsowania swojej uszkodzonej nogi. Takie spokojne, rozruchowe wejście w sezon.

02

Trasa Maniackiej Dziesiątki to w dwóch słowach „Malta – Stary Browar i z powrotem.” Pierwsze cztery kilometry to delikatny zbieg aż do okolic Startego Browaru, następnie wypłaszczenie na Królowej Jadwigi i lekka wspinaczka w okolicach 6-7km na Piotrowo/Politechnikę. Ostatnie trzy kilometry to przebieg wzdłuż Malty, aż do Mety Toru Regatowego/Mety Wyścigu. Podsumowując, szybka, dynamiczna trasa, bardzo dobra na ostre bieganie. Naprawdę fajny układ, newralgicznym punktem okazały się jedynie okolice 6-7 km i walka z lekkim wzniesieniem w okolicach Mostu Rocha. Potem już jedynie ściganie się całym zapasem sił wąską trasą wzdłuż Malty, z widokiem bezpośrednio na Metę na końcu jeziora co dla większości biegaczy stanowiło dodatkową motywację.

20150314_125417

Planów przed biegowych niestety, nie udało się zrealizować :) Biegło mi się tak fajnie i dobrze, że ostatecznie średnie tempo oscylowało w granicach 4:07min/km i na metę wpadłem z czasem czterdzieści jeden minut z małym haczykiem. Bardzo dobry start! Uważam, że w pełni sprawności i formy przy takiej trasie i takich warunkach można było pokusić się o ugryzienie 40 minut. Czyli jest niedosyt, a to bardzo dobry znak. Brawa dla organizatorów za przygotowanie logistyczne i organizację wyścigu. Sporo kibiców na trasie z plakatami, kołatkami, mocno zagrzewających do boju. Ich obecność naprawdę dodaje mocy i skrzydeł! W kilku miejscach dopingowały nas także zespoły muzyczne, na czele z obłędnym 8-letnim wymiatającym perkusistą w okolicach torów startowych na Malcie. Dzieciak był niesamowity! Gdybym miał czas to z chęcią przystanąłbym na kilka minut posłuchać jak daje radę! Na samej mecie przy dopingu widzów, pamiątkowy bardzo ładny medal i tu ciekawostka, były ich trzy rodzaje. Pierwszych 100 zawodników na mecie otrzymało medal złoty, osoby które zajęły miejsca od 101 do 500 otrzymały medal srebrny, te zaś które przybiegły powyżej 500 miejsca nagradzano medalem brązowym. Tym razem udało mi się „ugryźć” srebro, mam nadzieję, że jak już dorosnę i wypadną mi już mleczne zęby to zasłużę na złoty! :) Ciekawe, nietypowe rozwiązanie, chyba nigdy wcześniej nie widziałem go na żadnym innym wyścigu. Mi się podobało i nie będę ukrywać, prawie podświadomie rozglądałem się wśród tłumu na mecie, wpatrując się w medale innych biegaczy szukając tych srebrnych i tych złotych :P

0kladka
Szybka trasa zaowocowała dużą ilością życiówek, a i sam deszcz zlitował się nad biegaczami i rozpadał się na dobre dopiero pod sam koniec wyścigu. Osobą zamykającą XI Maniacką dziesiątkę była Pani Maria, 75 letnia Poznanianka, która jest IKONĄ biegów masowych w naszym mieście. Ma na koncie prawie 40 maratonów i biega we wszystkich większych imprezach w mieście, zawsze ze swoją niebieską parasolką na plecach. Niesamowita kobieta wzbudzała ogromny aplauz zawodników i widzów mijających ją na trasie. Jeśli chcielibyście dowiedzieć się więcej o tej magicznej personie polecam Biała Pani z Parasolką.

20150314_133156
Podsumowując, bardzo udany początek sezonu. Pomimo niesprzyjającej aury świetna atmosfera na szybkiej, dobrze przygotowanej trasie. Dużo znajomych twarzy i ciekawych spotkań. Oj coś czuję, że chyba ten „10km sprint” na stale wpisze się w mój kalendarz startów w Poznaniu. A jeśli już o kalendarzu mowa, już za miesiąc czas na 8 Poznański Półmaraton. Trzeba zacząć szlifować formę. Do zobaczenia na trasie!

Chris Kwacz

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s