Czasomierze

Chęć kontroli i panowania nad czasem towarzyszy nam od dzieciństwa. Pracujemy w określonych porach dnia, umawiamy się na daną godzinę, przeliczamy wszystko co robimy w naszym codziennym życiu na minuty i sekundy. Czas w bieganiu także odgrywa niebagatelną rolę. To on jest naszym ostatecznym przeciwnikiem i choć na samym początku nie będziesz na niego zwracał uwagi, bo liczyć się będzie sama frajda i radość z biegania, to ostatecznie w końcu ulegniesz wszechobecnej presji czasu. Zaczniesz porównywać swoje poszczególne wybiegania dążąc do poprawienia i urywania minut a później sekund ze swoich życiówek na poszczególnych dystansach. Dojrzejesz do tego aby próbować mierzyć i kontrolować upływające na biegu minuty.

W moi przypadku przejście od swobodnego hasania po leśnych ścieżkach z czystą radością biegania do kontrolowania wyników trwało kilka miesięcy. Rozpocząłem przygodę z RunKeeperem jako podstawową aplikacją, która zamontowana na moim Androidowym Samsungu sprawowała się bardzo dobrze. Po kilku miesiącach biegania bez kontroli czasu było to duże przeżycie kiedy nie tylko mogłem kontrolować swoje poszczególne wybiegania, czasy poszczególnych kilometrów ale dodatkowo ciepły damski głos w słuchawce co kilometr informował mnie o aktualnym tempie mojego biegu. Ameryka! :) Nigdy nie zostałem wyznawcą Endemondo, choć ogromna większość znajomych biegaczy tworzy społeczność właśnie tej aplikacji. Ot, kolejny raz kiedy wyszła moja indywidualność i chęć bycia innym. Nic nowego.

Niestety rozwiązanie combo czyli smartfon plus słuchawki podłączone do niego nie jest idealne. Z racji wielkości smartfona korzystać musiałem tak jak część w ten sposób biegających runnersów z opaski na smartfona, która miała dużą tendencję do łapania wilgoci w trakcie długich wybiegań. W czasie deszczu, złej pogody także lubiła przepuścić trochę wody. Ostatecznie wpływało to mocno na stan fizyczny samego telefonu w którym koniec końców uszkodził się z port USB i zmuszony byłem wymieniać cały moduł. Koszta!

Dodatkowo bieganie z opaską to zmaganie się „dyndającymi luźno” pod koszulką słuchawkami wpiętymi do smartfona które musisz przepuścić przez rękaw. W trakcie biegów podwijanie się wypadanie i przesuwanie kabelków od słuchawek było bardzo frustrujące bo oprócz zmagań z własnymi słabościami i bólem istnienia podczas treningu, walczyłem z plątającymi się kablami i wtyczkami. Masakra!

kable

Nie ukrywam, że podjęcie decyzji wejścia na kolejny poziom czyli zakupienia profesjonalnego zegarka biegowego z GPS trochę trwało. Ale było ruchem nad wyraz słusznym. Po przejrzeniu kilkudziesięciu poradników i testów zdecydowałem się na wówczas flagowy okręt Garmina czyli ForeRunnera 610. Kosztował dużo, zabolało, ale ilość funkcji, wykonanie  a także sam design zegarka po prostu przekonał mnie do zakupu i osłodził pustki w portfelu. Biegam z Garminem ponad półtorej roku i szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie powrotu do układu z smartfonem. Pomijając wygodę biegania z zegarkiem na ręku, łatwości dostępu do wszystkich danych od przebiegniętego dystansu, czasu, średniego tempa biegu, aktualnego tempa biegu, prędkości biegu, ilości spalonych kalorii, virtualnego partnera który pokazuje ci różnicę do ustalonego przez ciebie tempa treningu. Sam zegarek dodatkowo wibracją informuje cię o przebiegnięciu kolejnego kilometra, pokazując tempo ostatnich 1000m a połączenie przez bluetooth z komputerem wgrywa ci całą masę dodatkowych informacji po zakończeniu treningu ( od trasy/mapy którą przebiegłeś po szczegółowe czasy dystansów, różnicę wzniesień jaką pokonałeś i wilgotność czy temperaturę powietrza w trakcie treningu. Cud miód i orzeszki.

Z perspektywy czasu uważam, że kupienie dobrego zegarka GPS to decyzja którą powinien ostatecznie podjąć każdy biegacz trenujący cyklicznie. Ceny modeli, które posiadają funkcje wystarczające dla wszystkich początkujących i średnio zaawansowanych biegaczy to kwota kilkuset złotych, nikt nie każe porywać się wam na modele z serii XT przeznaczone dla Triathlonistów zapewniające totalną wodoodporność i wytrzymujące przejechanie gąsienicą czołgu. Jeśli więc nie macie do tej pory doświadczeń z bieganiem z zegarkiem GPS i dalej szuracie z opaską i smartfonem może przyczepionym do rękawa warto wyznaczyć sobie cel i odłożyć w ciągu kilku miesięcy sumę na zakup sprzętu. Zapewniam, że nie będą to źle wydane pieniądze.

 

Chris Kwacz

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s