Pierwszy Raz

Kiedy rozpoczynasz swoją przygodę z bieganiem, musisz mieć świadomość tego co nieuchronne. Zmierzenia się ze swoim pierwszym startem w oficjalnych zawodach. Oczywiście, na samym początku, możesz nie dopuszczać do siebie tej myśli, wmawiając sobie że biegasz tylko dla przyjemności, dla siebie, masz inne cele, współzawodnictwo cię nie kręci. Jeśli jednak wytrwasz w postanowieniu treningowym wcześniej czy później w twojej głowie zakiełkuje myśl. „A może warto spróbować? Zobaczyć jak to jest?” Poczuć na własnej skórze start z numerem na piersi?

Ta kiełkująca myśl, przerodzi się w silne postanowienie- to pewnik. W zależności od twojego charakteru różny może być tylko okres w którym to nastąpi. Znam biegaczy, którzy startowali w pierwszych zawodach już kilka miesięcy po rozpoczęciu swojej przygody z bieganiem. Znam też takich jak ja, którzy dojrzewali do tej decyzji ponad rok. W moim przypadku pierwszym oficjalnym startem było od razu iście królewskie wyzwanie. Dosłownie. Start w Maratonie. Nie dziesiątka, nie połówka ale od razu ponad czterdzieści dwa kilometry trasy. Z perspektywy czasu, pomimo ze decyzja startu w 13 Maratonie Poznańskim była spontaniczna, uważam że stało się to w odpowiednim czasie i miejscu. Po dotarciu na metę i złamaniu czterech godzin w debiucie startowym i na dodatek maratońskim (czas 3h:53min) wiedziałem, że warto było czekać.

621495_10151202912324917_118036473_o

                                      (Foto 13 Maraton Poznań. Pierwszy Start w Oficjalnych Zawodach)

Warto żebyś był przygotowany na swój pierwszy start. I nie chodzi mi tylko o przygotowanie fizyczne, które dotyczy planu treningowego i jego sukcesywnego realizowania w miesiącach poprzedzających zawody. Ta baza da Ci poczucie pewności w dzień startu. Pewności, że dobrze przepracowałeś ten czas i jesteś gotowy aby zrealizować postawione przed sobą cele. Chodzi mi o przygotowanie psychiczne. Bo jakbyś się nie skupiał i przygotowywał sobie plan działań, to zapewniam Cię, zapewniam po stokroć. W pierwszym starcie wszystko pójdzie zupełnie inaczej. Adrenalina, emocje związane z nową sytuacją współzawodnictwem na trasie, na pewno ci się udzielą. Narastanie emocji od dojazdu na miejsce wyścigu, przez odbiór pakietów startowych, przebieranie się wśród innych zawodników, po rozgrzewkę na linii startu i strzał rozpoczynający wyścig sprawią, że popłyniesz i przestaniesz myśleć do końca strategicznie i racjonalnie.

Prawie na pewno pierwsze kilometry pobiegniesz zdecydowanie szybciej niż zakładałeś w planach albo biegałeś na treningach. Adrenalina buzująca w żyłach, ludzie dopingujący na trasie i inni biegacze pędzący obok sprawią, że prawie podświadomie zaczniesz przyśpieszać kroku utrzymując ich tempo. I będziesz się czuł z tym świetnie! Będziesz czuł, że to jest Twój dzień i jesteś w stanie przenosić góry. W końcu przygotowałeś się sumienie, przepracowałeś cały plan treningowy. W głowie zaczniesz przesuwać sobie nawet planowany czas przekroczenia mety czyli pierwszej życiówki odejmując od niego kolejne minuty uśmiechając się przy tym pod nosem.

Po kilku kilometrach przywykniesz do nowej sytuacji. Stawka wyścigu się rozciągnie, ustabilizuje się grupa biegaczy których będziesz widział dookoła siebie przez dłuższy czas. Wstępne emocje trochę się uspokoją, publiczność dopingująca na trasie także stanie się już czymś normalnym. Poczujesz, że powoli opadasz z sił i zaczyna Ci się biec zdecydowanie trudniej. Sięgniesz wtedy do swoich rezerw bo w końcu startujesz w wyścigu, musisz dać z siebie wszystko! Problemem będzie polegał na tym, że zrobisz to już w połowie dystansu a nie tak jak planowałeś dopiero pod jego koniec.

W drugiej połowie dystansu poczujesz, że zbliżasz się do kresu sił. Zwolnisz tempo chociaż tego nie planowałeś, możliwe że będziesz przeplatał odcinki biegu z odcinkami które przejdziesz. Będziesz zły, ba wściekły bo nie takie przecież były plany! Miałeś nawet zamiar bieg na negatywnym splicie, czyli druga część dystansu przebiec szybciej niż tą pierwszą. Co się stało? Na ostatnim kilometrze mając świadomość zbliżania się do mety, sięgniesz po żelazną rezerwę mocy. Prawie na pewno wpadniesz na metę na pełnym sprincie z poczuciem radości z zakończenia wyścigu ale także niedosytu z powodu przeliczenia się ze swoimi siłami.

Co zrobić aby uniknąć takiego scenariusza? Warto zawsze gdzieś z tyłu głowy mieć wyświetlony obraz prostego równania. Ten bieg kilka/kilkanaście sekund szybciej niż zakładałeś w planach na każdym z pierwszych kilometrów, będzie w ostateczności kosztowało cię kilka/kilkanaście minut straty na końcu wyścigu. Kiedy zamiast po biegu ustalonym tempem będziesz wściekły i bez sił szedł albo uprawiał Galloway’a na trasie przypomnisz sobie o tym. Prawdziwa odpowiedź na to pytanie, jest jednak banalnie prosta. Po prostu musisz przeżyć taki start osobiście i wyciągnąć z niego konsekwencje. Bieganie uczy pokory. Bieganie uczy samego siebie. Każdy kolejny start jest inny, nowy po każdym z nich będziesz mądrzejszy o kolejne doświadczenia. Najfajniejsze w tej całej układance jest jednak to, że nie ma momentu w którym osiągasz pułap wiedzy, doświadczenia w którym kontrolujesz wszystko. Ja osobiście pomimo kilkudziesięciu startów wciąż zaliczam wyścigi w których jestem wściekły na siebie bo przeliczyłem swoje siły na początku i zapłaciłem za to na mecie, albo popełniłem głupi błąd na trasie który przecież nie miał prawa mi się wydarzyć. I na tym właśnie polega piękno tego sportu!

Chris Kwacz

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s